Logo Przewdonik Katolicki

Marzą mi się niebiańskie boiska

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Z ks. Edwardem Pleniem, krajowym duszpasterzem sportowców, rozmawia Łukasz Kaźmierczak Kilka dni temu wrócił Ksiądz z Czech, gdzie uczestniczył w międzynarodowej konferencji Etyka a piłka nożna. Przyznam, że ten temat brzmi nieco abstrakcyjnie w dzisiejszych czasach... Kiedy oglądamy wspaniały, prowadzony w duchu sportowej rywalizacji mecz, zaczynamy zachwycać...

Z ks. Edwardem Pleniem, krajowym duszpasterzem sportowców, rozmawia Łukasz Kaźmierczak


Kilka dni temu wrócił Ksiądz z Czech, gdzie uczestniczył w międzynarodowej konferencji „Etyka a piłka nożna”. Przyznam, że ten temat brzmi nieco abstrakcyjnie w dzisiejszych czasach...

– Kiedy oglądamy wspaniały, prowadzony w duchu sportowej rywalizacji mecz, zaczynamy zachwycać się piękną postawą zawodników. A przecież to powinno być zwyczajne, normalne, ludzkie zachowanie, wpisane w każdy zawód, w każde spotkanie z drugim człowiekiem. Tak w ogóle powinien funkcjonować człowiek i cały świat.

Skąd zatem bierze się tyle agresji i nieuczciwości we współczesnym sporcie?
– Z pewnością u podstaw tych zachowań leży ogromny pieniądz. Sumy, jakie kluby i ich właściciele płacą za zawodników, a także honoraria dla samych piłkarzy, są dla zwykłego człowieka niewyobrażalne. Okazuje się, że wbrew temu, co nam się wydawało, epoka niewolnictwa wcale się nie skończyła, tyle że dziś mamy do czynienia z jego bardziej cywilizowaną odmianą. Dzieje się tak często przy okazji transferów – zawodnik zostaje sprzedany za wielkie pieniądze do innego klubu w innym państwie i to nierzadko wbrew swojej woli.

Inna sprawa to bagatelizowanie przez trenerów, menadżerów czy instruktorów ich, być może, najważniejszej roli: bycia wychowawcą. Trener ma zawodników pod swoją opieką przez większą część roku. Powinien być więc dla tych 18-20-letnich chłopaków, którzy wkraczają dopiero w dorosłe życie, zastępczym ojcem, matką i rodziną. Każdego piłkarza należy prowadzić indywidualnie, niejako za rękę, bo to, że daje się zawodnikowi wielkie pieniądze i spełniane są jego wszystkie zachcianki, to jeszcze za mało. Trzeba mu również wpoić pewne zasady i nauczyć, jak funkcjonować w społeczeństwie, w rodzinie po zakończeniu kariery, kiedy już przestanie pojawiać się w błysku fleszy. Niestety, takich trenerów-wychowawców z powołania jest dziś niewielu.

A wtedy ulega zachwianiu piramida: wychowawca – zawodnik – kibice. Bo jeżeli jeden z wielkich idoli współczesnej młodzieży, Francuz Zinedine Zidane, na oczach całego świata uderza przeciwnika z „główki”, to...
– ...chciałoby się powiedzieć, że to jest wyjątek, ale niestety podobne wydarzenia miały i mają miejsce na boisku dość często... Szkody wywoływane przez takie sytuacje są oczywiście ogromne. Bo tym wszystkim chłopcom, którzy z uwielbieniem spoglądali na Zizou, w jednej chwili zawalił się cały ich świat wartości. Jeszcze gorsze jest to, że część z nich zaczyna bezkrytycznie przyjmować złe zachowania idoli i naśladować ich we wszystkim, także w tym, co złe.

Dlatego podkreślam jeszcze raz, jak ważna jest rola trenera-wychowawcy. On musi przygotować piłkarza do roli przyszłego idola, tak, by zawodnik potrafił utrzymać ciężar bycia nie tylko gwiazdą, ale i autorytetem.

Ale możemy też przywołać inny gest, wykonywany przez Brazylijczyka Kakę, który po każdej strzelonej bramce żegna się i unosi palec ku górze, pokazując tym samym, że swój talent zawdzięcza Stwórcy. To takie drugie, piękniejsze oblicze piłki...
– I ja bym raczej starał się skupiać właśnie na takich zachowaniach, zamiast mówić o tym, co jest przykre w dzisiejszej piłce. Ale takie piękne gesty muszą się przekładać również na codzienność. Piłkarze powinni być wzorami dla dzieci i młodzieży nie tylko na boisku czy w reklamie telewizyjnej, ale także pokazując, że we współczesnym świecie można pięknie i godnie żyć, że można żyć pełnią miłości i obdarowywać nią drugiego człowieka.

Czyli wierzy Ksiądz w to, że piłka nożna sama w sobie niesie jakieś chrześcijańskie wartości?
– Futbol jest grą, w której pozostajemy pod ogromnym wrażeniem duchowych i fizycznych możliwości człowieka. Ale ideałów chrześcijańskich w tym sporcie nie możemy ograniczyć – jak chcieliby tego niektórzy – jedynie do znaku krzyża wykonywanego przez piłkarzy podczas wchodzenia na boisko. Oczywiście wszyscy chrześcijanie powinni być wdzięczni futbolistom za takie piękne świadectwo wiary, ale ten znak powinien również nieść jakieś dalsze konsekwencje. Bo wtedy trzeba być konsekwentnym i umieć zachować się na boisku w etyczny sposób.

Prawda chrześcijańska o człowieku i społeczeństwie jest uniwersalna. Odnalezienie jej dowartościowuje różne wymiary ludzkiego życia, także rozrywkę i sport. Piłkarz żyjący wiarą będzie zarówno lepszym zawodnikiem, jak i lepszym człowiekiem.

Jak ulał pasują tutaj pamiętne słowa św. Pawła: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem”...
– Także Jan Paweł II wielokrotnie podkreślał ogromne wewnętrzne i duchowe znaczenie sportu, pisząc chociażby, że w słowach św. Pawła znajdujemy nie tylko antropologiczny wymiar sportu, ale także etyczny i teologiczny, który jeszcze bardziej podnosi jego wartość.

Zdaniem Papieża, normy dotyczące chrześcijanina i sportowca wzajemnie się przenikają i łączą. I nie potrzeba tutaj jakiegoś osobnego programu wychowawczego. Sport ma służyć harmonijnemu rozwojowi ciała w służbie ducha, a uprawiany we właściwy sposób, jest wspaniałym ćwiczeniem cnót moralnych.

Myślę zresztą, że to właśnie wiara może dać piłce nożnej odpowiednią inspirację i siłę, by mogła ona w pełni wyrazić prawdę o człowieku. Przytoczę tutaj słowa francuskiego antropologa Christiana Brombergera, który twierdzi wręcz, że nawet jeżeli piłka nożna w najmniejszym choćby stopniu nie mówi nam, skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy, to pokazuje, kim jesteśmy; ukazuje bowiem pewne podstawowe wartości naszego społeczeństwa, tożsamość, którą posiadamy, lub o której marzymy.

A dotychczasowe doświadczenia potwierdzają wyraźnie, że tworzenie jakichkolwiek reguł gry, nieodwołujących się do wartości duchowych czy etycznych, zubaża piłkę nożną i pozbawia ją pięknych walorów wychowawczych i społecznych. I to doprowadza do takich patologicznych sytuacji, jak korupcja, sprzedawanie meczów, doping czy obecność chuliganów na stadionach, które nie mają nic wspólnego z pięknem, jakie niesie sport.

Trudno jednak nie zauważyć, że piłka nożna zaczyna wywoływać coraz większe emocje. Tak było w Wilnie podczas niedawnego meczu Legii Warszawa z litewską Vetrą...
– Trudno nawet w jakikolwiek sposób komentować to, co się tam wydarzyło. Bo takie rzeczy w ogóle nie powinny mieć miejsca. Niestety, dla wielu ludzi futbol staje się nieomal religią i to dziwną religią, która niesie przemoc i niezrozumiałą agresję.

Szkopuł w tym, że ten problem dostrzegamy dopiero wtedy, kiedy dochodzi do takich wypadków, jak te w Wilnie. A przecież można im przeciwdziałać. Bo jeśli ktoś chce coś zrobić, to szuka rozwiązań, jeśli zaś nie chce, znajduje jedynie trudności.

Ja cały czas stawiam na edukację, bo wierzę w człowieka. Kiedy Polska i Ukraina otrzymały organizację Euro 2012, wszyscy cieszyli się, że dzięki temu zarobimy mnóstwo pieniędzy, że powstaną nowe stadiony i nowe drogi. Dla mnie jednak jest to przede wszystkim szansa na edukację i wychowanie, na stworzenie nowego modelu kibicowania.

Kościół poprzez duszpasterstwo sportowców wychodzi dziś z inicjatywą przygotowania takiego wychowawczego programu poprawy naszych zachowań na boisku i stadionie. Uważam zresztą, że każdy człowiek, nie tylko ten będący kibicem, powinien być odpowiednio przygotowany zarówno do odnoszenia w swoim życiu zwycięstw, jak i do przeżywania goryczy porażek. I tak jak w sporcie, tak i w życiu codziennym winien współzawodniczyć z drugim człowiekiem zawsze w duchu fair play.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki