Logo Przewdonik Katolicki

Tańczący z wiatrakami

Jarosław Stróżyk
Fot.

O protestach górników, stoczniowców czy rolników słyszeliśmy wielokrotnie.Jednak próba okupacji Sejmu przez przeciwników budowania farm wiatrowych w Polsce to coś zupełnie nowego.A tych protestujących przybywa.W całym kraju ludzie nie zgadzają się, by tuż za ich oknami stawiać gigantyczne wiatraki.

O protestach górników, stoczniowców czy rolników słyszeliśmy wielokrotnie. Jednak próba okupacji Sejmu przez przeciwników budowania farm wiatrowych w Polsce to coś zupełnie nowego. A tych protestujących przybywa. W całym kraju ludzie nie zgadzają się, by tuż za ich oknami stawiać gigantyczne wiatraki.

Okupacja Sejmu? Głodówka? Użycie siły przeciwko protestującym przez straż marszałkowską? Tego typu sceny kojarzą nam się bardziej z protestami pielęgniarek czy chociażby ostatnio matek wychowujących niepełnosprawne dzieci. Jednak powoli stają się one codziennością w przypadku kolejnych grup społecznych. Tym razem próbę „okupacji Sejmu” podjęli przeciwnicy budowy w Polsce na masową skalę farm wiatrowych. Próba była nieskuteczna w wyniku zdecydowanej reakcji straży marszałkowskiej. Na polecenie marszałek Sejmu Ewy Kopacz wszyscy protestujący zostali z budynku parlamentu wyrzuceni i oddani w ręce policji. Protestujący mówią o wyjątkowej brutalności służb podległych pani marszałek oraz o ich bezprawnym działaniu. „Wpadło do pomieszczenia 30–40 panów w czarnych mundurach. Rzucili się na nas (...) Przetrzymano nas w samochodach policyjnych około 40–50 minut. Okazało się, że w pozostawionym sprzęcie takim, jak laptopy, komórki, aparaty fotograficzne wszystkie pliki zostały usunięte” – relacjonowała jedna z zatrzymanych. Kancelaria Sejmu odpowiada, że to protestujący łamali prawo i skierowała zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez protestujących. Mieliby naruszyć art. 193 kodeksu karnego, zgodnie z którym, „kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”. O co chodzi w tym proteście? 

 

Trzy kilometry niezgody

– Nie można zaakceptować sytuacji, w której wobec osób protestujących w pokojowy sposób użyto siły. Akcja protestacyjna, której częścią był protest głodowy w Sejmie, jest sprzeciwem zdesperowanych już obywateli, którzy doskonale widzą, że rządząca koalicja nie chce zakończyć inwazji OZE na nasz kraj. A w Polsce wciąż trwa akcja stawiania często już 200- metrowych wiatraków bez ładu i składu – odpowiadają protestujący. Domagają się oni wprowadzania specjalnej ustawy, która zagwarantuje, że wiatraki będą stawiane w odległości co najmniej 3 km od zabudowań. Takie zapisy zawierała przygotowana przez PiS nowelizacja prawa budowlanego w sprawie lokalizacji elektrowni wiatrowych. Jednak głosami rządzącej koalicji wspomniany zapis został odrzucony. „Celem protestu, o którym głośno dzisiaj w mediach, miało być zwrócenie uwagi na to, że stawiają nam wiatraki pod oknami, a ani rząd, ani posłowie nie rozwiązują tego problemu wystarczająco szybko. Oczekujemy konkretnych decyzji od rządu i od opozycji. Chcemy też rozmawiać o sposobach rozwiązania problemu lokalizacji wiatraków energetycznych z każdym, kto chce i potrafi nam pomóc, z szacunkiem, bez uprzedzeń i bez politycznych podziałów” – tłumaczą organizatorzy na www.stopwiatrakom.eu, na której można znaleźć informacje na temat protestów przeciwko stawianiu farm wiatrowych w całej Polsce. A skala wspomnianych protestów może osoby niezorientowane w temacie naprawdę zaskoczyć.

 

Ponad 500 protestów

W tej chwili lista zgłoszonych protestów wynosi ponad 530! Nie ma w Polsce województwa, w którym ludzie nie burzyliby się przeciwko budowie farm wiatrowych. Protestują lokalne organizacje ekologiczne, ale też zwykli obywatele. Nierzadko toczą sądowe batalie z władzami gminy, które nic sobie z tych protestów nie robią. Według posłanki PiS Anny Zalewskiej, wobec problemu farm wiatrowych bezradna okazała się nawet Najwyższa Izba Kontroli, sądy i prokuratury. Posłanka pytała, do kogo w takim razie powinni zwrócić się obywatele, których majątki mają zerową wartość, kiedy wokół nich lokowane są elektrownie wiatrowe. Ale utracone majątki to nie jedyny powód protestów. Ludzie obawiają się, że zbyt bliskie sąsiedztwo wiatraków może odbić się negatywnie na ich zdrowiu. Najczęściej wymieniane dolegliwości to: zaburzenia snu, bóle głowy, szumy uszne, zawroty głowy, drażliwość, kłopoty z koncentracją i pamięcią. Tak mówią rolnicy i mieszkańcy, którzy pozwolili na budowę farm wiatrowych. Od kiedy stanęły wiatraki, nikt nie ma chwili spokoju. Męczące dudnienie, dziwny świst, jakby ktoś rozsadzał głowę od środka. „Nie można spać” – mówią ludzie – „Tu nie da się żyć”, „Pisk jest taki, jakby stado szczurów siedziało pod podłogą”, „Straciliśmy chęć do życia i pieniądze” – to tylko niektóre relacje rolników. Innym, podnoszonym często problemem, jest zagrożenie, jakie wiatraki stwarzają dla ptaków. Na stronach internetowych przeciwników farm wiatrowych można obejrzeć dziesiątki zdjęć z martwymi ptakami, które miały zginąć w wyniku kolizji z wiatracznymi turbinami.

 

W pogoni za dochodami

Przedstawiciele koncernów energetycznych bagatelizują te obawy i przekonują, że wiele z nich nie ma w ogóle pokrycia w faktach. A takie zjawiska jak infradźwięki, szkodliwe pola elektromagnetyczne, efekt migotania cienia czy syndrom turbin wiatrowych, albo w ogóle nie istnieją albo ich znaczenie jest wyolbrzymiane. Przytaczają wyniki badań, które mają to udowodnić. Przekonują też, że dzisiaj nie buduje się już farm wiatrowych na trasach przelotowych ptaków, co pozwala do minimum ograniczyć wypadki. A lista wyliczanych zalet wiatraków jest długa. Energetyka wiatrowa jest technologią bezemisyjną – brak emisji gazów cieplarnianych, tj. dwutlenku węgla, tlenków siarki czy tlenków azotu, brak emisji pyłów. Przy wytwarzaniu energii z wiatru brak odpadów stałych i gazowych, nie występuje degradacja i zanieczyszczanie gleby, brak degradacji terenu oraz strat w obiegu wody. Wiatr stanowi niewyczerpalne, odnawialne źródło energii, przez co jego wykorzystanie pozwala na ograniczane zużywania zasobów paliw kopalnych. Nie bez znaczenia jest fakt, że na budowie farmy wiatrowej zyskuje również budżet całej gminy. Co roku będzie do niego wpływał podatek z tytułu posadowienia urządzeń. Dodatkowe wpływy gmina uzyska z tytułu podatków od placów montażowych i linii energetycznych. Sztandarowym przykładem udanej symbiozy gminy i farmy wiatrowej jest Wolin. Roczne wpływ do budżetu z tytułu umiejscowienia w gminie farmy to około 2,4 mln zł. Dodatkowo Wolin otrzymał nieodpłatnie nowy samochód do przewozu osób wart 180 tys., a w miejscowości Sierosław wybudowane zostało boisko. Z kolei gmina Margonin, gdzie zlokalizowana jest obecnie największa farma wiatrowa w Polsce odnotowała wzrost wpływów do budżetu na poziomie 3,5 mln zł rocznie i znienacka znalazła się w pierwszej dziesiątce najbogatszych gmin w Wielkopolsce. Pieniądze, jakie wpływają do kasy gminy, do około 25 proc. jej całego budżetu. Władze przeznaczyły je na przebudowę margonińskiego rynku oraz budowę hali widowiskowo-sportowej. Dobra sytuacja finansowa gminy umożliwiła dokończenie budowy kanalizacji w gminie oraz elektrycznego wyciągu do nart wodnych na Jeziorze Margonińskim. Nic zatem dziwnego, że wśród lokalnych włodarzy chętnych na goszczenie farm wiatrowych nie brakuje. Jednak coraz więcej gmin zaczyna poważnie traktować skalę protestów. W grudniu do rządu i parlamentarzystów trafiło pismo pięciu starostów z województwa warmińsko-mazurskiego, w którym przestrzegają przed „żywiołowym i coraz bardziej masowo narastającym niezadowoleniem społecznym” związanym z instalacjami wiatrowymi.

 

Gdzie te zyski

 

Paradoksem w całej sytuacji jest fakt, że wytwarzana przez wiatraki energia jest dzisiaj zdecydowanie droższa od tej wytwarzanej w sposób konwencjonalny. Według raportu Instytutu Energii Odnawialnej, cena wytworzonej w ten sposób energii będzie wynosiła od 330 do 510 zł za MWh. To sporo, biorąc pod uwagę dzisiejsze rynkowe ceny energii (ok. 200 zł za MWh). Te technologie jednak – zdaniem autorów analizy – już wkrótce będą opłacalne. – Elektrownie wiatrowe i wykorzystujące biomasę – mówi Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej i jeden ze współautorów raportu – gdyby nawet pominąć państwowy system wsparcia, staną się opłacalne, jeśli zostaną wybudowane po 2020 r., ponieważ do tego czasu będą rosły ceny energii z systemu energetycznego. A biorąc pod uwagę fakt, że Polska zobowiązała się, że do roku 2020 ponad 15 proc. wytwarzanej u nas energii elektrycznej będzie pochodzić ze źródeł odnawialnych (w tej chwili ponad 93 proc. pochodzi ze spalania węgla), to na dłuższą metę odwrotu od energetyki wiatrowej nie ma. Tym bardziej że według opinii ministerstwa zdrowia z 2012 r., wytwarzanie energii wiatrowej jest jednym z najmniej szkodliwych sposobów otrzymywania energii. W dokumencie stwierdzono, że najważniejszy dla bezpieczeństwa i zdrowia ludzi jest wybór optymalnej lokalizacji. Aby zminimalizować wpływ emisji pola elektromagnetycznego, wiatraki należy umieszczać 2–4 km od zabudowań. I tego powinni się rządzący trzymać. 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki