Logo Przewdonik Katolicki

Chleba zamiast igrzysk

Michał Bondyra
Fot.

Kilkadziesiąt protestów w kilkunastu miastach przeprowadzonych w ciągu ostatnich miesięcy poprzedzających zaczynające się za chwilę mistrzostwa świata w piłce nożnej w Brazylii i miliony ludzi na ulicach brutalnie pacyfikowanych przez lokalną policję.U nas w Krakowie także protesty.Powód ten sam gigantyczne koszty organizacji tych imprez.

Kilkadziesiąt protestów w kilkunastu miastach przeprowadzonych w ciągu ostatnich miesięcy poprzedzających zaczynające się za chwilę mistrzostwa świata w piłce nożnej w Brazylii i miliony ludzi na ulicach brutalnie pacyfikowanych przez lokalną policję. U nas w Krakowie także protesty. Powód ten sam – gigantyczne koszty organizacji tych imprez.

FIFA i MKOl promują mundial i igrzyska olimpijskie szczytnymi hasłami szlachetnej rywalizacji, rozwoju przez sport, walki z dyskryminacją rasową czy pokoju na świecie. Organizacja tych wielkich imprez w praktyce przypomina jednak kolonizację. W Krakowie protesty te nie przybrały może tak drastycznych form jak w Brazylii, bo prowadzone były za pomocą mediów, ale przyczyna ich jest ta sama – w stolicy Małopolski też nie chcą wielkiej imprezy sportowej, igrzysk zimowych w 2022 r. Dlaczego i Polacy, i Brazylijczycy mówią stanowcze nie dla organizacji największych sportowych imprez w ich krajach, dlaczego nie chcą prestiżu, splendoru, cywilizacyjnego skoku? Odpowiedź jest prosta – boją się ogromnych kosztów, które zapłacić będą musieli oni sami w wyższych podatkach i rosnących cenach.

 

Czar pryska

Mechanizm w Krakowie i w dalekim Rio jest ten sam. Pomysł na organizację wielkich sportowych imprez spotyka się najpierw z entuzjazmem większości lokalnej społeczności. Podsycają go jeszcze znane osobistości. Za mundialem w Kraju Kawy optują gwiazdy świata sportu takie, jak Ronaldo, Leo Messi, Gerard Pique czy Radamel Falcao, ale i estrady (Shakira) i kina (Oliver Stone). Do igrzysk w Krakowie przekonują Justyna Kowalczyk, Adam Małysz, Mariusz Czerkawski, ale i Andrzej Wajda czy Lech Wałęsa. Potem czar pryska. A wraz ze zbliżającym się terminem rozpoczęcia mundialu lub aplikacji do organizacji igrzysk ludzie coraz głośniej mówią swoje kategoryczne „nie” dla tych idei. Odpowiednio blisko 80 proc. Brazylijczyków i ok. 70 proc. krakowian. – Ten sprzeciw jest całkiem racjonalny i pragmatyczny, bo większość kosztów, które wiążą się z organizacją tych imprez pokrywają państwa czy miasta gospodarze – uważa dr Radosław Kossakowski, socjolog sportu z Uniwersytetu Gdańskiego. Socjolog wylicza więc na co idą pieniądze podatników. – Budowanie infrastruktury, obiektów sportowych, angażowanie policji do ochrony, wyposażenie miast w monitoring, m.in. o to muszą zadbać organizatorzy. Jedyny koszt, jaki ponoszą zarówno FIFA, jak i MKOl jest związany z ubezpieczeniem imprezy przed odwołaniem lub opóźnieniem – tłumaczy. Michał Lipczyński z  jednej z agencji zajmujących się managementem sportowym potwierdza, że ponieważ są to największe imprezy sportowe i rządzą nimi wielkie organizacje, to one spijają potem finansowe zyski.

 

Koszty rosną

Koszt organizacji piłkarskiego mundialu, podobnie jak koszt przygotowania igrzysk olimpijskich, liczy się w miliardach. Zwykle, jak pokazał przykład niedawno zakończonych igrzysk zimowych w Soczi, kilkakrotnie przekracza on ten początkowo zakładany. Brazylijczycy wyliczyli, że mundial pochłonie ok. 3,5 mld dolarów, Polacy, że zimowe igrzyska w Krakowie pochłoną ok. 6 mld zł. Dziś w przypadku Brazylii mówi się już o kwocie rzędu 15 mld dolarów, a w przypadku Krakowa – 21 mld zł. Jedynym pocieszeniem dla nas jest fakt, że ta olbrzymia kwota w przypadku stolicy Małopolski nie zostanie wydana – w referendum zorganizowanym wraz z wyborami do europarlamentu 70 proc. krakowian powiedziało igrzyskom „nie” i o dziwo władze miasta wsłuchały się w głos ludu, wycofując kandydaturę Krakowa. Ludzie przygnieceni kryzysem, a w efekcie biedą, potrafią liczyć. W Polsce mają też doświadczenia z Euro 2012, które mimo zapewnień i potężnych inwestycji, wcale nie okazały się skokiem cywilizacyjnym. – Do dziś nie ma żadnej konkretnej analizy, jakie były koszty, a jakie korzyści płynące z tej imprezy. Wszystkie analizy oparte są na założeniach wstępnych, w czym Euro nam pomoże. Być może nie opłaca się naszym władzom ujawniać, jakie były faktyczne koszty Euro – pyta retorycznie socjolog Uniwersytetu Gdańskiego.  

 

Marnotrawstwo pod Wawelem

Zarówno w Brazylii, jak i w Krakowie głośno mówi się o korupcji. Oczywiście nikt nikogo za rękę nie złapał, ale kilka spraw jest co najmniej kontrowersyjnych. Zacznijmy od stolicy Małopolski. Od utworzenia specjalnego Komitetu „Kraków 2022” zajmującego się promocją igrzysk w czerwcu ubiegłego roku do oficjalnego wycofania przez władze Krakowa aplikacji kilkanaście dni temu, wydano oficjalnie ok. 11 mln zł. Z tej puli, jak podaje „Rzeczpospolita”, 800 tys. zł pochłonęły etaty w komitecie, na których pracowali ludzie zatrudniani bez żadnych konkursów, a często związani z Jagną Marczułajtis-Walczak (Rafał Dyląg, Patrycja Tocka), byłą snowboardzistką, dziś posłanką PO, a przez jakiś czas przewodniczącą komitetu. Zresztą pani Marczułajtis-Walczak musiała przedwcześnie zrezygnować ze stanowiska po tym, jak do prasy przeciekły informacje o tym, że jej mąż, oferując 15 tys. zł dziennikarzom, chciał wpłynąć na media, by te dobrze pisały o kandydaturze Krakowa. Tabloid „Fakt” podał niedawno, że 30-sekundowy spot reklamowy promujący olimpiadę w Małopolsce kosztował blisko 1,4 mln zł. Filmu nie mogła pokazywać żadna zagraniczna stacja, bo MKOl zabrania promować miasta kandydackie poza granicami kraju, więc były to pieniądze wyrzucone w błoto. Smaku dodaje fakt, że jak podaje z kolei „Newsweek Polska”, mimo 11 osób zatrudnionych w komitecie konkursowym, dokumenty w imieniu Krakowa do MKOl przygotowywała i składać miała za ponad 18 mln zł szwajcarska firma Event Knowleedge Service, należąca do działacza MKOl Craiga McLatcheya. EKS w 2010 r. brała udział w korupcyjnym skandalu wielkich sportowych igrzysk w Azji.

 

Korupcja w Rio

W Brazylii 40-osobowy komitet organizacji mundialu pod przewodnictwem Joany Havelange ma budżet 88 mln dol. Sama szefowa, córka Ricardo Teixeira – byłego prezesa brazylijskiej federacji piłkarskiej i wnuczka Joao Havelange – długoletniego prezesa FIFA, zarabia miesięcznie 31 tys. dolarów. Jej ojciec i dziadek są oskarżeni o przyjmowanie milionowych łapówek za kontrakty przyznawane firmie ISL w latach 1992–2000 za marketingową i medialną obsługę imprez FIFA. Pani Joana, zachwalając mundial, wypaliła ostatnio niechcący: „Nie będę przeciw, bo to, co miało zostać wydane i co miało zostać ukradzione, to już rozkradziono. Trzeba było protestować wcześniej”. W wyniku ujawnianej korupcji związanej z kontraktami budowlanymi zrezygnowano z wielu inwestycji. Na modernizację i budowę 12 stadionów wydano już 3,6 mld dol., czyli o 2,7 mld dol. Więcej, niż zakładano. Sam stadion w stolicy kosztować będzie 900 mln dol., czyli trzykrotnie więcej, niż planowano. Koszty już wynoszą 11,7 mld dol. i wciąż rosną. Z 93 najważniejszych inwestycji związanych z mundialem ukończono ledwie 36. Znakomity piłkarz, dziś poseł Romario oskarża bezpośrednio rząd i FIFA o łapownictwo i marnotrawstwo. Jego młodszy kolega z reprezentacji Ronaldo mówi wprost: „Stadiony są jako tako gotowe, ale to, co miało powstać i pozostać dla społeczności – infrastruktura, drogi, transport miejski, lotniska jest fatalnie opóźnione”.

 

Kolonizacja

Ludzi głośno protestujących na ulicach brazylijskich miast, ale i wyrażających sprzeciw wobec organizacji igrzysk w Krakowie, kłują w oczy jeszcze dwie sprawy: przywileje i marnotrawstwo. Te pierwsze na przykładzie Euro 2012 wymienia socjolog sportu dr Radosław Kossakowski. – UEFA i jej sponsorzy, mimo że w Polsce zarabiali pieniądze, nie płacili u nas podatków. Przed Euro to miasta i państwa budowały stadiony, a UEFA nie dokładając złotówki, przechwytywała je na miesiąc, wykorzystując komercyjnie, po czym je opuszczała – mówi. – To jest dla monopolisty typu UEFA, FIFA czy MKOl czysty zysk, liczony w miliardach euro, dolarów czy złotych. Mówiąc wprost, kolonizacja – dodaje. Do budowy obiektów sportowych trzeba też terenów. W wielu przypadkach wykupywano grunty od prywatnych właścicieli często po zaniżonych cenach, jak było to w Polsce, albo wysiedlano, jak jest to w Brazylii. Tam od 2010 r. władze za pomocą policji prowadzą akcję oczyszczania dzielnic biedoty. W samym Rio w fawelach mieszka blisko milion ludzi. Budowane obiekty zgodnie z wytycznymi MKOl, FIFA czy UEFA po zakończeniu igrzysk czy piłkarskich mistrzostw stają się generatorami kosztów. Dwa lata po Euro wciąż ze zbilansowaniem zysków i strat problem mają obiekty w Gdańsku i Wrocławiu. Dr Kossakowski podaje jednak bardziej drastyczny przykład Portugalii, gdzie po Euro 2004 obiekty do dziś generują straty. – W Faro wybudowano stadion na liczbę miejsc większą niż jest w tym mieście mieszkańców, a teraz nie mają, co z nim zrobić – przyznaje. Czy podobnie będzie z osiemdziesięciotysięcznikiem w Rio, na który na mecze przychodzi dziś… 801 osób?

 

***

 

Protesty ludności przeciw wielkim sportowym imprezom w krajach takich jak Polska czy Brazylia są zrozumiałe, gdy  ujawni się gigantyczne koszty, które ponieść mają mieszkańcy kraju – organizatora imprezy, stale biedniejący w dobie kryzysu gospodarczego. Wybierają  chleb zamiast igrzysk. Czy zatem MKOl bądź FIFA zrewidują swoją rabunkową politykę i podzielą się zyskami z miastami gospodarzami? Niestety, nie ma na razie żadnych przesłanek, by tak miało się stać. Choć ci monopoliści na tych protestach tracą wizerunkowo, FIFA czy MKOl mają tak silne struktury, że nic nie jest w stanie im zagrozić. Trzeba pamiętać, że takimi przedsięwzięciami rządzi tylko i wyłącznie pieniądz. Szczytne olimpijskie hasła można włożyć między bajki.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki