Był to bardzo trudny czas. Kościół miał wówczas trzech papieży, uważających się za prawowitych. Najrozsądniejszym rozwiązaniem wydawało się zwołanie soboru, który miał zasugerować wszystkim trzem abdykację i opowiedzieć za wyborem ich – jednego już – następcy.
Najpierw obietnicę dobrowolnej rezygnacji z tronu papieskiego złożył antypapież Jan XXIII, kilka miesięcy później przegłosowano abdykację Grzegorza XII (który zresztą zmarł, zanim cała sprawa się skończyła), a wkrótce potem Benedykta XIII, który odmawiał zrzeczenia się tytułu, ogłoszono schizmatykiem i ekskomunikowano. Schizmę zakończył wybór papieża Marcina V. Był rok 1417.
Pierwszy prymas
W obradach soboru w Konstancji miało brać udział ponad 300 kardynałów, patriarchów, arcybiskupów i biskupów, tyleż samo doktorów teologii, prawa i medycyny, posłańcy 120 królów i książąt, 1,5 tys. rycerzy oraz prawie 2 tys. trębaczy, skrzypków i innych muzyków. Przy okazji soboru i zakończenia schizmy załatwiono również kilka innych spraw. Jana Husa, twórcę literackiego języka czeskiego, filozofa i prekursora protestantyzmu, spalono na stosie za głoszenie herezji – choć broniła go prawie cała polska delegacja. Próbowano usprawiedliwić krzyżackie wojny argumentami, że sprzymierzający się z poganami Polacy zasługują wyłącznie na śmierć – ewentualnie na sprowadzenie ich do roli niewolników. Ale poruszano również tematy aktualne do dziś: mówiono, że ludzie mają prawo do obrony swojego narodu, że władcy są zobowiązani do szanowania indywidualnych przekonań religijnych swoich poddanych, że nawracanie przy użyciu siły jest nieważne. I jeszcze wydarzyło się coś niezwykle istotnego: abp Mikołaj Trąba z Gniezna został zgłoszony jako kandydat do tronu papieskiego, a gdy papieżem jednak nie został, wrócił do Polski jako Primas Regni – pierwszy prymas Polski. Odtąd już każdy arcybiskup Gniezna miał być prymasem, choć nie zachował się żaden dokument potwierdzający pierwszeństwo arcybiskupów gnieźnieńskich: wszystkie informacje przekazał jedynie Jan Długosz.
Legat urodzony
Niewiele wiadomo również o najstarszych uprawnieniach prymasa. W roku 1515 papież Leon X w bulli Pro excellenti darował prymasowi Janowi Łaskiemu i jego następcom przywileje legata urodzonego Stolicy Apostolskiej. W dokumencie tym zakres władzy prymasa nie został dokładnie sprecyzowany: bulla głosiła jedynie, że uprawnienia prymasów Polski są takie same jak te posiadane przez innych legatów, szczególnie przez prymasa Anglii w Canterbury. W praktyce wyglądało to tak, że prymas Polski miał przywilej koronowania królów Polski, zwoływał synody, był najwyższym trybunałem sądów kościelnych w kraju, troszczył się o administrację kościelną w całej Polsce, reprezentował Kościół w Polsce poza granicami kraju. Prymas miał też przywilej noszenia szat kardynalskich.
Kiedy zmarł król Zygmunt August, ostatni z dynastii Jagiellonów, sejm przyznał prymasowi Polski urząd interreksa. Jego zadaniem było odtąd przejęcie najwyższej władzy w państwie na czas między śmiercią jednego a wyborem kolejnego króla, wyznaczenie miejsca i terminu elekcji, przyjmowanie zagranicznych posłów oraz odebranie przysięgi i koronowanie nowego króla.
Wbrew zaborcom
W czasie rozbiorów Polski zaborcy starali się zniszczyć wszystko, co stanowiło o tożsamości Polaków – nic więc dziwnego, że również urząd prymasa stał się solą w ich oku. W roku 1796 królewskim dekretem zabroniono Ignacemu Krasickiemu posługiwać się tytułem prymasa Polski, on sam nie mieszkał w Gnieźnie, ale w Berlinie. Następnym krokiem do rozproszenia autorytetu prymasa było pomnożenie osób: zaborcy zaczęli dążyć do utworzenia urzędu prymasa w Rosji dla cesarstwa, w Warszawie dla Królestwa Polskiego oraz we Lwowie dla Galicji. Od 1819 r. arcybiskupi warszawscy posługiwali się tytułem prymasa Królestwa Polskiego, ale nie tytułem prymasa Polski.
W roku 1821 papież Pius VII utworzył arcybiskupstwo w Poznaniu i połączył je unią personalną z arcybiskupstwem gnieźnieńskim. Odtąd to arcybiskupów Poznania i Gniezna, rezydujących w Poznaniu, w kołach patriotycznych nazywano prymasami Polski. To jedno się bowiem pruskim i rosyjskim zaborcom nie udało: papież nigdy oficjalnie nie zniósł godności prymasa Polski, związanej z Gnieznem…
Miał przepaść
Kiedy Polska odzyskała niepodległość, sprawa powinna być już prosta: nie było żadnych zewnętrznych nacisków, nie trzeba było udawać ani ukrywać prymasowskiej godności. Żył jednak jeszcze w Warszawie abp Aleksander Kakowski, który nadal używał tytułu prymasa Królestwa Polskiego. Jednocześnie od 1926 r. w Gnieźnie i Poznaniu urzędował już abp August Hlond. Biskupi jednak nie mieli wątpliwości, że prymasem Polski jest metropolita gnieźnieński. Dyskusja wprawdzie trwała, wypowiadali się historycy i prawnicy, ale ostatecznie potwierdzono, że arcybiskup gnieźnieński posiada pierwszeństwo na mocy własnego prawa, a nie dzięki grzeczności arcybiskupa warszawskiego, a żeby ukrócić wszelkie spory, papież w 1925 r. zniósł realną władzę prymasa, zachowując sam tytuł dla arcybiskupa Gniezna.
Kard. Kakowski w Warszawie tytułem prymasa Królestwa Polskiego posługiwał aż do śmierci w 1939 r. Prymas Hlond zaś bardzo starał się podkreślać wielkie znaczenie Gniezna i św. Wojciecha dla polskiej tożsamości. Jego autorytet był niekwestionowany, a kiedy wybuchła wojna, prymas wraz z rządem został ewakuowany przez Rzym do Lourdes. Tam go internowano i wysłano do Niemiec. Do Gniezna wrócił w roku 1946, wystarawszy się najpierw u papieża o rozwiązanie unii Gniezna z Poznaniem, a utworzenie nowej – Gniezna z Warszawą. Sam został pierwszym powojennym prymasem Polski oraz arcybiskupem gnieźnieńsko-warszawskim. Mimo warszawskich obowiązków doskonale rozumiał znaczenie Gniezna, w listopadzie 1945 r., kiedy na powrót otwierano po wojnie katedrę, mówił: „Niech ten szacowny tum odzyskuje z dniem dzisiejszym godność i funkcję archikatedry i bazyliki prymasowskiej. Jakże najeźdźcom spod znaku zbezczeszczonego krzyża na tym zależało, by Gnieznu odebrać ten charakter, by przekreślić i tę najstarszą w Polsce stolicę metropolitalną i tę naczelną instytucję kościelną w kraju, jaką jest prymasostwo. Ten polski ośrodek hierarchiczny, rówieśnik państwa polskiego, miał przepaść ze swą historią. Ostał się i działa. (...) Kościelne Gniezno jest nadal tym, czym było za rządów pierwszego metropolity, bł. Radzima i zachowuje swoje dostojeństwo pierwszego prymasa Mikołaja Trąby”.
Powrót do źródła
Po śmierci kard. Hlonda powrócił temat unii personalnej – wielu biskupów, w tym również bp Stefan Wyszyński, opowiadało się za jej rozwiązaniem. Przemawiały za tym względu duszpasterskie i odległość, dzieląca Gniezno od Warszawy, jednak papież nie przychylił się do sugestii, a nowym metropolitą Gniezna i Warszawy mianował abp. Stefana Wyszyńskiego. Ten posłusznie przyjął nominację, a w trakcie ingresu do katedry warszawskiej Prymas Tysiąclecia przyznawał: „Dostojeństwo dziejów narodu czuje się w Gnieźnie. I ten powiew wieków przywiozłem do Stolicy odbudowującej się. Tutaj przywiozłem ducha Gniezna, ducha Wojciechowego, jak pocałunek pokoju. Teraz dopiero rozumiem w pełni myśl Ojca Świętego, myśl przez pierwszego Prymasa Stolicy urzeczywistnioną: Gniezno z Warszawą mają być zespolone w jednych dłoniach. Może mojej małości nie było dane zrozumieć tego od razu, może poddawałem się mojej dziecięcej lękliwości, boć brzemię wielkie! Nie czułem się godny! W woli głosu Rzymu rozumiem znaczenie i wymowę dziejową zaślubin wznoszącej się z gruzów Stolicy z odwiecznie żyjącą w pokoju chrześcijańskim stolicą duchową – Gnieznem. Zrozumiałem, iż tak być musi!”.
Po śmierci kard. Wyszyńskiego jego następcą został abp Józef Glemp – i to za jego czasów, decyzją papieża Jana Pawła II, unia personalna Gniezna i Warszawy została rozwiązana. Metropolitą gnieźnieńskim został abp Henryk Muszyński, który od 2009 r., czyli momentu ukończenia przez kard. Glempa 80 lat, nosił również tytuł prymasa Polski. W ten sposób tytuł prymasa powrócił do Gniezna i został związany już wyłącznie z Gnieznem. Abp Wojciech Polak jest drugim po abp. Józefie Kowalczyku obejmującym archidiecezję gnieźnieńską jako prymas Polski, bez powiązań z innymi metropoliami – tak, jak działo się przed zaborami.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













