Logo Przewdonik Katolicki

Jak to z prymasem bywało?

Monika Białkowska
Fot.

Był to bardzo trudny czas. Kościół miał wówczas trzech papieży, uważających się za prawowitych. Najrozsądniejszym rozwiązaniem wydawało się zwołanie soboru, który miał zasugerować wszystkim trzem abdykację i opowiedzieć za wyborem ich jednego już następcy.

Był to bardzo trudny czas. Kościół miał wówczas trzech papieży, uważających się za prawowitych. Najrozsądniejszym rozwiązaniem wydawało się zwołanie soboru, który miał zasugerować wszystkim trzem abdykację i opowiedzieć za wyborem ich – jednego już – następcy.

Najpierw obietnicę dobrowolnej rezygnacji z tronu papieskiego złożył antypapież Jan XXIII, kilka miesięcy później przegłosowano abdykację Grzegorza XII (który zresztą zmarł, zanim cała sprawa się skończyła), a wkrótce potem Benedykta XIII, który odmawiał zrzeczenia się tytułu, ogłoszono schizmatykiem i ekskomunikowano. Schizmę zakończył wybór papieża Marcina V. Był rok 1417.

 

Pierwszy prymas

W obradach soboru w Konstancji miało brać udział ponad 300 kardynałów, patriarchów, arcybiskupów i biskupów, tyleż samo doktorów teologii, prawa i medycyny, posłańcy 120 królów i książąt, 1,5 tys. rycerzy oraz prawie 2 tys. trębaczy, skrzypków i innych muzyków. Przy okazji soboru i zakończenia schizmy załatwiono również kilka innych spraw. Jana Husa, twórcę literackiego języka czeskiego, filozofa i prekursora protestantyzmu, spalono na stosie za głoszenie herezji – choć broniła go prawie cała polska delegacja. Próbowano usprawiedliwić krzyżackie wojny argumentami, że sprzymierzający się z poganami Polacy zasługują wyłącznie na śmierć – ewentualnie na sprowadzenie ich do roli niewolników. Ale poruszano również tematy aktualne do dziś: mówiono, że ludzie mają prawo do obrony swojego narodu, że władcy są zobowiązani do szanowania indywidualnych przekonań religijnych swoich poddanych, że nawracanie przy użyciu siły jest nieważne. I jeszcze wydarzyło się coś niezwykle istotnego: abp Mikołaj Trąba z Gniezna został zgłoszony jako kandydat do tronu papieskiego, a gdy papieżem jednak nie został, wrócił do Polski jako Primas Regni – pierwszy prymas Polski. Odtąd już każdy arcybiskup Gniezna miał być prymasem, choć nie zachował się żaden dokument potwierdzający pierwszeństwo arcybiskupów gnieźnieńskich: wszystkie informacje przekazał jedynie Jan Długosz.

 

Legat urodzony

Niewiele wiadomo również o najstarszych uprawnieniach prymasa. W roku 1515 papież Leon X w bulli Pro excellenti darował prymasowi Janowi Łaskiemu i jego następcom przywileje legata urodzonego Stolicy Apostolskiej. W dokumencie tym zakres władzy prymasa nie został dokładnie sprecyzowany: bulla głosiła jedynie, że uprawnienia prymasów Polski są takie same jak te posiadane przez innych legatów, szczególnie przez prymasa Anglii w Canterbury. W praktyce wyglądało to tak, że prymas Polski miał przywilej koronowania królów Polski, zwoływał synody, był najwyższym trybunałem sądów kościelnych w kraju, troszczył się o administrację kościelną w całej Polsce, reprezentował Kościół w Polsce poza granicami kraju. Prymas miał też przywilej noszenia szat kardynalskich.

Kiedy zmarł król Zygmunt August, ostatni z dynastii Jagiellonów, sejm przyznał prymasowi Polski urząd interreksa. Jego zadaniem było odtąd przejęcie najwyższej władzy w państwie na czas między śmiercią jednego a wyborem kolejnego króla, wyznaczenie miejsca i terminu elekcji, przyjmowanie zagranicznych posłów oraz odebranie przysięgi i koronowanie nowego króla.


Wbrew zaborcom

W czasie rozbiorów Polski zaborcy starali się zniszczyć wszystko, co stanowiło o tożsamości Polaków – nic więc dziwnego, że również urząd prymasa stał się solą w ich oku. W roku 1796 królewskim dekretem zabroniono Ignacemu Krasickiemu posługiwać się tytułem prymasa Polski, on sam nie mieszkał w Gnieźnie, ale w Berlinie. Następnym krokiem do rozproszenia autorytetu prymasa było pomnożenie osób: zaborcy zaczęli dążyć do utworzenia urzędu prymasa w Rosji dla cesarstwa, w Warszawie dla Królestwa Polskiego oraz we Lwowie dla Galicji. Od 1819 r. arcybiskupi warszawscy posługiwali się tytułem prymasa Królestwa Polskiego, ale nie tytułem prymasa Polski.

W roku 1821 papież Pius VII utworzył arcybiskupstwo w Poznaniu i połączył je unią personalną z arcybiskupstwem gnieźnieńskim. Odtąd to arcybiskupów Poznania i Gniezna, rezydujących w Poznaniu, w kołach patriotycznych nazywano prymasami Polski. To jedno się bowiem pruskim i rosyjskim zaborcom nie udało: papież nigdy oficjalnie nie zniósł godności prymasa Polski, związanej z Gnieznem…

 

Miał przepaść

Kiedy Polska odzyskała niepodległość, sprawa powinna być już prosta: nie było żadnych zewnętrznych nacisków, nie trzeba było udawać ani ukrywać prymasowskiej godności. Żył jednak jeszcze w Warszawie abp Aleksander Kakowski, który nadal używał tytułu prymasa Królestwa Polskiego. Jednocześnie od 1926 r. w Gnieźnie i Poznaniu urzędował już abp August Hlond. Biskupi jednak nie mieli wątpliwości, że prymasem Polski jest metropolita gnieźnieński. Dyskusja wprawdzie trwała, wypowiadali się historycy i prawnicy, ale ostatecznie potwierdzono, że arcybiskup gnieźnieński posiada pierwszeństwo na mocy własnego prawa, a nie dzięki grzeczności arcybiskupa warszawskiego, a żeby ukrócić wszelkie spory, papież w 1925 r. zniósł realną władzę prymasa, zachowując sam tytuł dla arcybiskupa Gniezna.

Kard. Kakowski w Warszawie tytułem prymasa Królestwa Polskiego posługiwał aż do śmierci w 1939 r. Prymas Hlond zaś bardzo starał się podkreślać wielkie znaczenie Gniezna i św. Wojciecha dla polskiej tożsamości. Jego autorytet był niekwestionowany, a kiedy wybuchła wojna, prymas wraz z rządem został ewakuowany przez Rzym do Lourdes. Tam go internowano i wysłano do Niemiec. Do Gniezna wrócił w roku 1946, wystarawszy się najpierw u papieża o rozwiązanie unii Gniezna z Poznaniem, a utworzenie nowej – Gniezna z Warszawą. Sam został pierwszym powojennym prymasem Polski oraz arcybiskupem gnieźnieńsko-warszawskim. Mimo warszawskich obowiązków doskonale rozumiał znaczenie Gniezna, w listopadzie 1945 r., kiedy na powrót otwierano po wojnie katedrę, mówił: „Niech ten szacowny tum odzyskuje z dniem dzisiejszym godność i funkcję archikatedry i bazyliki prymasowskiej. Jakże najeźdźcom spod znaku zbezczeszczonego krzyża na tym zależało, by Gnieznu odebrać ten charakter, by przekreślić i tę najstarszą w Polsce stolicę metropolitalną i tę naczelną instytucję kościelną w kraju, jaką jest prymasostwo. Ten polski ośrodek hierarchiczny, rówieśnik państwa polskiego, miał przepaść ze swą historią. Ostał się i działa. (...) Kościelne Gniezno jest nadal tym, czym było za rządów pierwszego metropolity, bł. Radzima i zachowuje swoje dostojeństwo pierwszego prymasa Mikołaja Trąby”.

 

Powrót do źródła

Po śmierci kard. Hlonda powrócił temat unii personalnej – wielu biskupów, w tym również bp Stefan Wyszyński, opowiadało się za jej rozwiązaniem. Przemawiały za tym względu duszpasterskie i odległość, dzieląca Gniezno od Warszawy, jednak papież nie przychylił się do sugestii, a nowym metropolitą Gniezna i Warszawy mianował abp. Stefana Wyszyńskiego. Ten posłusznie przyjął nominację, a w trakcie ingresu do katedry warszawskiej Prymas Tysiąclecia przyznawał: „Dostojeństwo dziejów narodu czuje się w Gnieźnie. I ten powiew wieków przywiozłem do Stolicy odbudowującej się. Tutaj przywiozłem ducha Gniezna, ducha Wojciechowego, jak pocałunek pokoju. Teraz dopiero rozumiem w pełni myśl Ojca Świętego, myśl przez pierwszego Prymasa Stolicy urzeczywistnioną: Gniezno z Warszawą mają być zespolone w jednych dłoniach. Może mojej małości nie było dane zrozumieć tego od razu, może poddawałem się mojej dziecięcej lękliwości, boć brzemię wielkie! Nie czułem się godny! W woli głosu Rzymu rozumiem znaczenie i wymowę dziejową zaślubin wznoszącej się z gruzów Stolicy z odwiecznie żyjącą w pokoju chrześcijańskim stolicą duchową – Gnieznem. Zrozumiałem, iż tak być musi!”.
Po śmierci kard. Wyszyńskiego jego następcą został abp Józef Glemp – i to za jego czasów, decyzją papieża Jana Pawła II, unia personalna Gniezna i Warszawy została rozwiązana. Metropolitą gnieźnieńskim został abp Henryk Muszyński, który od 2009 r., czyli momentu ukończenia przez kard. Glempa 80 lat, nosił również tytuł prymasa Polski. W ten sposób tytuł prymasa powrócił do Gniezna i został związany już wyłącznie z Gnieznem. Abp Wojciech Polak jest drugim po abp. Józefie Kowalczyku obejmującym archidiecezję gnieźnieńską jako prymas Polski, bez powiązań z innymi metropoliami – tak, jak działo się przed zaborami.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki