Logo Przewdonik Katolicki

Modlitwa Bułata

Natalia Budzyńska
Fot.

Dziewięćdziesiąt lat temu urodził się jeden z najbardziej ulubionych w Polsce rosyjskojęzycznych bardów, piewca codzienności, Bułat Okudżawa. Jego utwory, jak chociażby Piosenka o piechocie, Modlitwa czy Piosenka o Arbacie, łączą pokolenia.

Skromny, nieśmiało uśmiechnięty, szczupły, łysiejący pan z wąsem. Zupełnie nie wyglądał na artystę. A jednak wszyscy, którzy byli na jego koncercie, powtarzają, że kiedy wychodził na scenę, elektryzował. Publiczność zamierała i patrzyła już tylko na niego. Nie śpiewał żadnych protest-songów, nie robił też patriotycznych wyznań w patetycznym tonie. Jego poezja tak dotykała każdego, kto był wrażliwy na sztukę, kto pragnął wolności i szczerości uczuć, kto nie wstydził się tęsknoty i smutku, ponieważ mówiła o sprawach prostych i ważnych. Okudżawa potrafił oddać w swojej poezji, poprzez swoje piosenki uniwersalną prawdę o człowieku, o jego losie, o zmaganiu się z życiem. W Polsce był szczególnie ukochany, jego popularność była aż zastanawiająca. Przyjaźnili się z nim polscy aktorzy, piosenkarze, poeci. Niektórzy potem śpiewali jego pieśni. To właśnie w Polsce wyszła pierwsza długogrająca płyta Bułata Okudżawy: jego piosenki przetłumaczone na polski śpiewali między innymi Wojciech Siemion, Sława Przybylska, Edmund Fetting, Wojciech Młynarski, Bohdan Łazuka. Sam Bułat Okudżawa wykonał utwór Pożegnanie z Polską dedykowany Agnieszce Osieckiej. Na okładce płyty Osiecka przytacza słowa rosyjskiego barda, który mówi, że Polska jest jego drugą duchową ojczyzną. Okudżawa zmarł w Paryżu 12 czerwca 1997 r. Na łożu śmierci przyjął chrzest: według jednych w stanie nieświadomości został ochrzczony przez swoją żonę, według innych – sam wyraził takie życzenie.

 

Poeta z gitarą

Bułat Szałwowicz Okudżawa był synem Ormianki i Gruzina, urodził się w Moskwie w maju 1924 r. Rodzice byli walczącymi o lepsze jutro bolszewikami, całym sercem oddanymi rewolucji. Ich losy potoczyły się typowo dla wiernych idei komunistycznej mieszkańców Kraju Rad. Ojciec, pierwszy sekretarz lokalnego komitetu partii w Niżnym Agile, został rozstrzelany już w 1937 r. Matkę, sekretarza rajkomu, skazano na dziesięć lat w łagrze. Spędziła tam lat osiemnaście. Bułata i jego brata wychowywała babka. Podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej postanowił przerwać naukę i zgłosił się na ochotnika do wojska. Osiemnastolatka wysłano na front. Był kilkakrotnie ranny, a z traumą doświadczeń wojennych zmagał się przez całe życie. Ten temat był najważniejszym w jego twórczości. Po wojnie skończył eksternistycznie wydział filologiczny na uniwersytecie w Tbilisi i został nauczycielem w wiejskiej szkole w okolicach Kaługi. Na fali odwilży wstąpił nawet do partii. Wkrótce wróciła z zesłania jego matka – w 1956 r. została zrehabilitowana, a Bułat Okudżawa przeniósł się do Moskwy. Wiersze pisał już wcześniej, były dla niego sposobem na zmierzenie się z dramatem wojny i śmierci. Podobno publicznie pierwszy raz wziął do ręki gitarę i w gronie przyjaciół w 1960 r. zaśpiewał kilka piosenek. Od tego czasu jego popularność zaczęła rosnąć: od publiczności złożonej z przyjaciół po kilkutysięczne tłumy na koncertach, na których zawsze był nadkomplet. Nigdy jednak nie nazywał siebie kompozytorem albo pieśniarzem, lecz po prostu poetą.

 

Wody chrztu

Partia nie była zachwycona – i słusznie – Okudżawa zerwał z tym całkowicie. Jego wiersze były więc dostępne początkowo tylko w drugim obiegu. Swoje poglądy na bieżącą sytuację wyrażał w powieściach historycznych, których był autorem. Ich akcja działa się w XIX w., a bohaterowie, choć z góry skazani na przegraną, walczyli z tyranią w imię wyższych wartości. Cenzura jakoś nie potrafiła połączyć ich akcji z radziecką teraźniejszością i powieści mogły być wydawane w normalnym obiegu. Ale to dzięki wierszom świat pokochał Okudżawę. Agnieszka Osiecka wspominała swoje pierwsze spotkanie z Bułatem: „Siedzieliśmy wszyscy, skuleni, wokół pianina, w łopocie serca, w przejmującej radości, w cieple ludzkim, ba – gorąco ze szczęścia nam było – i Bułat nam śpiewał swoje piosenki głosem, który przechodzi człowiekowi przez serce – jak przez głośnik – jakby to serce nasze samo śpiewało…”. Stał się głosem jednego pokolenia, i następnego też. Kilka lat przed śmiercią wydał paraautobiograficzne Wędrówki pamięci, w których rozprawiał się z komunizmem swego dzieciństwa. Przeżył ten okrutny diaboliczny system, nie zapijając się, nie zdradzając, nie siedząc w więzieniu. Udało mu się uciec w sztukę szczerą, bez konieczności pójścia na układy. A przecież wszyscy dokładnie wiedzieli, co on poprzez te swoje pieśni mówi. O jego chrzcie na łożu śmierci istnieje pewna opowieść. Dziesięć lat przed śmiercią męża żona Olga pojechała odwiedzić jeden z klasztorów, w którym mieszkał znany starzec, ojciec Jan. Rozmawiała z nim przez dwie godziny, przede wszystkim o mężu ateiście. Bardzo martwiła się o niego. Starzec uspokoił ją, mówiąc, przyjdzie czas, że ona sama go ochrzci. Wtedy nie mieściło jej się to w głowie, tym bardziej że starzec nawet dodał, że jeśli nie będzie miała pod ręką wody święconej, może zrobić to zwykłą wodą, z kranu. Tak wyprorokował, bo o tym wszystkim przypomniała sobie Olga w Paryżu, w szpitalu, kiedy lekarze mówili, że jej mąż jest w stanie krytycznym. Tym bardziej że przed samą śmiercią nieoczekiwanie Bułat zwierzył się żonie, że pragnie chrztu. Był niepocieszony, gdy okazało się, że jest za późno, żeby wołać księdza. Na szczęście Olga wiedziała, że do chrztu w sytuacji śmierci nie tyle potrzebny jest ksiądz, ile wiara. Bułat odpowiedział, że chciałby na chrzcie przyjąć imię Iwan – Jan. 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki