Logo Przewdonik Katolicki

Dotrzeć do trudnego dziecka

Bogna Białecka
Fot.

Jesteście normalną, szczęśliwą rodziną. Jednak wasze nastoletnie dziecko nie zachowuje się tak, jak powinno. Co robić?

Wasze dziecko izoluje się, odmawia wykonywania swoich obowiązków domowych (uznając, że jest wykorzystywane przez rodzinę), odmawia uczestnictwa w życiu rodzinnym. Zdajecie sobie sprawę, że nie jesteście świętymi i pewnie popełniacie błędy (jak każdy rodzic), ale naprawdę swoje dzieci kochacie i staracie je wychować na dobrych, szczęśliwych i zaradnych ludzi. W waszym domu nie ma przemocy, nie ma problemu alkoholowego czy innych uzależnień, nie ma wielkich konfliktów. Jednak wchodząc w wiek dojrzewania, jedno z dzieci zaczyna się zachowywać, jakby było Kopciuszkiem, którego wszyscy wykorzystują, jednocześnie go nienawidząc. Co robić?

 

Kwestia perspektywy

Podstawa problemu leży w tym, że prawdopodobnie wasz nastolatek zaczął już jakiś czas temu budować sobie wewnętrzny, fikcyjny świat, w którym postrzega siebie jako ofiarę. Ludzie mają różną wrażliwość i konsekwencje tego mogą być szkodliwe. Przykład: Tomek i Darek to bracia. Mieli iść z tatą na mecz piłki nożnej, jednak okazało się, że ojciec musi wyjechać na delegację i nie może się wykręcić. Tomek przyjął to ze spokojem. Jest rozczarowany, ale zdaje sobie sprawę, że ojciec nie może w pracy pewnych rzeczy odmówić, boby tę pracę stracił. Zadowala się zastępstwem kuzyna, który pójdzie z chłopcami na mecz, i obietnicą rozegrania meczu domowego z tatą w weekend. Darek odebrał to zupełnie inaczej: „Tata tak naprawdę nas nie cierpi i się cieszy, że nie musi z nami iść na mecz. Delegacja to tylko wymówka”. W przeszłości rzeczywiście tata w złości powiedział Darkowi kilka raniących słów, od tego czasu syn zaczął jednak budować sobie fikcyjny świat, w którym cokolwiek ojciec zrobi, jest interpretowane jako fałsz, zdrada, obłuda. To ogromna pułapka, ponieważ w ten sposób sami siebie unieszczęśliwiamy. Dzieci najczęściej tego nie widzą. Wydaje im się, że istnieje tylko jeden sposób spojrzenia na sytuację. I nawet nie próbują sprawdzić, czy ktoś widzi to inaczej. Przykład: mama każe Asi przygotować kolację dla rodzeństwa. Intencja mamy: „Asia jest w tym najlepsza, robi to najsprawniej, zna gusty pozostałych dzieci. Ja muszę dokończyć zlecenie, bo mi nie zapłacą, jak tego dziś nie prześlę”. Odbiór Asi: „Znów zwala wszystko na mnie, traktuje mnie jak służącą i mną pogardza, a sama bawi się komputerem”. A zatem podstawą naprawy relacji jest uświadomienie, że przynajmniej połowa problemów wynika z różnicy w interpretacji wydarzeń w rodzinie. Gdybym miała pokusić się o napisanie początku rozmowy, która miałaby pomóc dziecku w spostrzeganiu świata w bardziej pozytywny sposób, proponowałabym od zaproszenia go na lody czy dobre ciasto, tak żeby z założenia mieć więcej czasu dla siebie i dziecka (bez perspektywy zajmowania się innymi sprawami – np. wyłączając telefon). Zaczynając od zapewnienia o swoich pozytywnych intencjach, podkreślenia tego, że bardzo swoje dziecko kocham (to warto powiedzieć wprost) i zależy mi na jego dobru, opowiedziałabym pewną historię.

 

Historia o mnichu i wędrowcach

Pewnego dnia człowiek podróżujący pieszo z jednej wioski do drugiej spotkał po drodze mnicha, pracującego w polu. Mnich powiedział: „Witaj, wędrowcze”, na co podróżny ukłonił się i powiedział: „Jeśli nie masz nic przeciw temu, chciałbym ci zadać pytanie. Opuściłem właśnie wioskę w górach i idę do wioski w dolinie, by tam zamieszkać, ale zastanawiam się, jak tam jest?” – spytał podróżny. „Opowiedz mi, jak ci się mieszkało we wiosce w górach?” – odpowiedział pytaniem mnich. „Och, tam było okropnie. Ludzie byli niechętni podróżnym, z nikim nie można było normalnie porozmawiać. Starsi moralizowali, młodzi unikali rozmów, dzieciaki robiły głupie dowcipy... Powiedz mi, czego mogę się spodziewać po ludziach z doliny?” – zapytał podróżny. „Strasznie mi przykro, lecz jestem przekonany, że w dolinie doświadczysz tego samego, co w górach”. Podróżny zwiesił głowę w cichej desperacji i powlókł się dalej.

Kilka miesięcy później inny podróżny wędrował z wioski w górach ku wiosce w dolinie. Także napotkał mnicha i spytał o to samo. A mnich zadał dokładnie to samo pytanie co pierwszemu wędrowcowi: „I jak tam było?”. „Ach, wspaniale. Czułem się częścią wielkiej rodziny. Starsi z chęcią służyli radą, dzieci śmiały się i żartowały ze mną, ludzie byli otwarci i hojni. Smutno mi opuszczać to miejsce, będę je zawsze z radością wspominać. No, ale dosyć o mnie, powiedz mi ojcze, jak jest w dolinie?” – zapytał jeszcze raz. „Jestem przekonany, że w dolinie doświadczysz tego samego, co w górach” – odpowiedział mnich, a ucieszony podróżny powędrował dalej.

 

Perspektywa i miłość

Historia ta pokazuje, jak wiele z tego, w jaki sposób przeżywamy nasze życie, jak wiele z naszych doświadczeń zależy od nastawienia. Jeśli z góry zakładam, że to, co mi się przydarzy, będzie złe, a ludzie mnie nienawidzą, będę każdy gest, każde słowo interpretować tak, by potwierdziły moje założenia. Gdy pozwolę sobie na założenie, że rodzina mnie kocha, a rodzice pragną mojego dobra, łatwiejsze okaże się zaakceptowanie i przebaczenie tych momentów, w których naprawdę popełniają błędy, a także łatwiejsze będzie dostrzeżenie dobra bez podejrzeń o obłudę, tam gdzie to dobro i miłość naprawdę się wyrażają. Jeśli dziecko to zrozumie, mamy w kieszeni połowę sukcesu.

Drugi element pracy nad relacją to zwracanie uwagi, by częściej naszemu dziecku okazywać miłość. Być może będzie potrafiło odpowiedzieć na pytanie, kiedy czuje się naprawdę kochane. Wtedy wystarczy robić to częściej. Dla wielu nastolatków taka refleksja jest jednak poza ich możliwościami. Być może sami zaobserwujemy takie momenty, być może będziemy musieli poeksperymentować. Polecam w tym zakresie koncepcję zawartą w książce Pięć języków miłości Gary Chapmana.

 

A co jeśli nawet nie chce nas słuchać?

Zdaję sobie sprawę, że podstawowy problem to skłonienie dziecka do rozmowy. Stąd pomysł wyjścia gdzieś w sympatyczne miejsce (lody, cukiernia) tylko z dzieckiem, by nikt nie przeszkadzał. Wyszukałam w kilku tzw. fachowych książkach jeszcze kilka zdań wytrychów na rozpoczęcie rozmowy. Może coś z tego Państwu się przyda?

„Gdybyś mógł pojechać gdzieś na rok na stypendium, zamieszkać w innym kraju, z inną rodziną, z kim chciałbyś zamieszkać i dlaczego?”

„Wydaje mi się, że czujesz się nieszczęśliwa, Kocham cię, dlatego chcę ci pomóc.”

„Gdy rozmawiamy, czuję, jakbyś nawet nie słyszał, co mówię. Wtedy zaczynam się denerwować i nie jesteśmy w stanie się dogadać. Co może pomóc Ci w szczerej rozmowie ze mną?”

„Kocham Cię, chcę Twojego dobra i dlatego chcę porozmawiać. Co ty o tym sądzisz?”

„Moja mama i ja umiałyśmy się dogadywać, bo byłam traktowana jako osoba jej równa. Nie w sensie decyzyjnym (to nie ja rządziłam w domu), ale w tym sensie, że miałam prawo mówienia, co myślę, wyrażania swojej opinii. Chciałabym, żeby z nami było tak samo”.

Jeśli wszystko inne zawiedzie, napisz list. Wyjaśnij swoje uczucia, troskę, oczekiwania. Poproś o rozmowę lub o odpisanie. Niektórym nastolatkom łatwiej jest przelać myśli na papier, bo zbyt obawiają się konfrontacji w rozmowie bezpośredniej.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki