Logo Przewdonik Katolicki

Od czasów Kolumba

Ks. Piotr Gąsior
Fot.

Jeździła tam św. Joanna Beretta Molla. Modlił się Jan Paweł II. Dlaczego i my nie mielibyśmy się udać do tego przeuroczego i naprawdę kultowego miejsca?

Dla Joanny Beretty Molli była to wspaniała eskapada. Zaczynała się koło domu dziadków w miejscowości Viggiona położonej na północno-zachodnich stokach Jeziora Maggiore niedaleko Szwajcarii. Biegła wzgórzami a następnie brzegiem Jeziora Orta. A kończyła po około 70 km na Świętej Górze (Sacro Monte) usytuowanej na wysokiej skarpie wznoszącej się nad miejscowością Varallo.

 

Inicjatywa na wieki

Takiego pomysłu i takiej lokalizacji nie powstydziliby się najwięksi architekci czy projektanci zagospodarowania przestrzeni. Chwała więc franciszkaninowi Bernardino Caimiemu, który się zdecydował rozpocząć to wyjątkowe dzieło. Podróże kształcą i w jego przypadku powiedzenie to na pewno nie było bez pokrycia. Jako kustosz Świętego Grobu w Jerozolimie chciał swoim ziomkom, którzy nigdy nie byliby w stanie pojechać do Palestyny, przybliżyć miejsca i wydarzenia z życia Pana Jezusa. Z zachowanych dokumentów dowiadujemy się o tym wyjątkowym braciszku św. Franciszka, że był to człowiek nietuzinkowy. Miał pasję, potrafił wywoływać u ludzi pozytywne emocje, dzięki którym pomagał wiernym w ich niemal namacalnych doświadczeniach religijnych. W dzisiejszych czasach najprawdopodobniej zabijaliby się o niego dyrektorzy największych scen teatralnych świata, producenci filmowi czy organizatorzy festiwali. Jak zwykle do każdego dużego przedsięwzięcia potrzebni są wpływowi patroni. Dla ojca Bernarda okazał się nim być książę Mediolanu Ludovico il Moro. Stosowne prace, po uprzedniej zgodzie notarialnej mieszkańców Varallo z 14 kwietnia 1493 r., rozpoczęły się pod koniec XV w. Lecz sama kaplica Grobu Pańskiego istniała już wcześniej.

 

Wyśmienita lokalizacja

Scenografia miejsca wybranego pod przyszłą bazylikę, klasztor i 45 kaplic jest wręcz boska. Nie boimy się takiego stwierdzenia, bo któż jak nie Pan Bóg stoi u początku każdego dzieła stworzenia. Zaś piękno przyrody i ukształtowanie terenu na tej górze to dzieło naprawdę wyjątkowe. Oczami wyobraźni jesteśmy w stanie zobaczyć panią doktor Joannę Berettę, która wraz z najbliższą rodziną lub znajomymi staje nad samym skrajem skały i patrzy na wijącą się, wyglądającą z wysokości około 150 m jak maleńka niebiesko-biała wstążka, rzekę Sesia i wpadający do niej potok Mastallone. Dobrze, że zadbano o stosowne kamienne ogrodzenie. Przepaść widziana z tego miejsca może przyprawić o zawrót głowy. Przy dobrej widoczności widać również ośnieżone szczyty alpejskie. Może właśnie jest to ten fragment pasma Monte Rosa, gdzie Gianna z takim powodzeniem się wspinała. Nieco zmęczeni możemy przysiąść na jednej z ławeczek i podziwiać układ drzew i klombów. Przyroda północnej Italii nie poskąpi nam ze swego bogactwa gatunków, form, zapachów i barw. Godne zachwytu są nawet takie zwyczajne, a jednak  niezwyczajne ścieżki. Z jednej strony żadna nie jest kopią poprzedniej. Z drugiej strony uświadamiamy sobie, iluż pielgrzymów musiało już po nich wędrować. Ile ludzkich kolan w geście pokornej, błagalnej modlitwy je wygładzało.

 

Razem ze świętymi

Wśród słynnych pątników znanych Polakom, oprócz św. Joanny, zawitali tam m.in. papież Jan Paweł II i jego niebieski orędownik św. Karol Boromeusz. Ojciec Święty odwiedził to sanktuarium 3 listopada 1984 r. Wszedł do podziemia głównej świątyni dedykowanej Matce Bożej Wniebowziętej, czyli do kaplicy Zaśnięcia Niepokalanej. Odmówił Różaniec. Potem oglądał wszystko z zainteresowaniem. Patrzył na tysiące wotów. Bardzo wiele dotyczy łask otrzymanych przez rodziny, zwłaszcza dzieci. Są również takie, które dowodzą pomocy Boga w sytuacjach ekstremalnych, jak np. wypadki budowlane, drogowe czy inne katastrofy. O tamtejszej papieskiej wizycie świadczą pozostawione fotografie i tablice pamiątkowe. Z kolei Karol Boromeusz przybył do Varallo w 1584 r. Kroniki wspominają, że najchętniej i najdłużej modlił się przy kaplicy Grobu Pańskiego. Potomni na pamiątkę tamtych wizyt przygotowali specjalną kaplicę również dla niego. Widzimy tam figurę kardynała i pokój, gdzie odpoczywał, przybywając na Sacro Monte. Natomiast święta z Magenty doczekała się nawet specjalnego kącika modlitewnego w jednej z bocznych kaplic bazyliki. Przed ołtarzem ku czci św. Anny – matki Maryi ustawiono specjalną instalację z wizerunkiem Gianny. Jej czciciele stawiąją świece i przypinają wokół zdjęcia i kokardki z becików swoich maleństw. Proszą świętą mamę o opiekę nad nimi. Dlatego też Joanna znów – podobnie jak wtedy, gdy w 1952 r. nad pobliskim jeziorem Orta służyła bezpłatną pomocą lekarską podczas organizowanych tamże wakacyjnych kolonii parafialnych – jest otoczona dziećmi, które tak bardzo kochała.

 

Jakby na żywo

Można zapytać, po co tyle tysięcy osób przybywa na tę włoską Kalwarię? I czy wystarczy uzasadnienie, że jest to pierwsze Sacro Monte w Italii, a nawet w całej Europie? Otóż chyba ważniejszy jest fakt, iż mamy tu rzeczywiście do czynienia z „Ziemią Świętą w miniaturze”. Najsłynniejsi artyści Piemontu i Lombardii zatroszczyli się, aby każdy, kto postawi tam  swoją stopę, odjechał z wrażeniami, których upływający czas nigdy nie zatrze. Przez około 150 lat  kilkudziesięciu malarzy i rzeźbiarzy namalowało około 4 tys. postaci i wykonało 400 figur. Szukając najlepszego określenia na zwiedzanie poszczególnych kaplic, przychodzi mi na myśl tylko jedno słowo „film”. Ukazane sceny z historii zbawienia, począwszy od stworzenia Adama i Ewy, są ukazane tak sugestywnie, że patrząc, nie można od nich wręcz oderwać oczu. Postaci są normalnej wielkości, figury przypominające konkretne osoby są uchwycone w ruchu, a twarze, zwłaszcza ich mimika, wydają się być jakby zatrzymane w kadrze. Na to wszystko spoglądamy pod różnym kątem, przesuwając się od jednego do drugiego otworu umieszczonego w kratach otaczających kaplice. Niektóre z ukazanych wydarzeń (zwłaszcza pokazujących mękę Chrystusa) są tak przejmujące, że mogą dorosłych (nie mówiąc o małych dzieciach) wręcz przerazić. Siła oddziaływania tak realistycznej Biblii pauperum (Biblia ubogich) musiała być ogromna w czasach, kiedy nie było jeszcze telewizji i kina, ale jest wyjątkowa również dziś.

 

Nakarmieni duchowo i estetycznie możemy mieć ochotę na małe co nieco. Zachęcam do skorzystania z kawiarenki tuż przy wyjściu ze strefy sacrum. Cappuccino podają doskonałe. A wypicie jej w zaciszu napowietrznej winnicy rzucającej na nas miły cień to czysta przyjemność. Być może św. Joanna również z tego miejsca i takiej formy relaksu skorzystała. Znając jej upodobania i gustowanie w dobrych słodyczach możemy z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że na pewno.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki