Logo Przewdonik Katolicki

Zaproszeni do małżeństwa

Kamila Tobolska
Fot.

Życie jest darem. Czy na co dzień zdajemy sobie z tego sprawę? Szczególną okazją do tego, byśmy sobie to uświadomili, jest Dzień Świętości Życia. Ma on podkreślić wartość małżeństwa i rodziny, w których powinno, według Bożego zamysłu, rodzić się i rozwijać ludzkie życie.

Dzień Świętości Życia jest odpowiedzią na wezwanie bł. Jana Pawła II zawarte w encyklice Evangelium vitae (Ewangelia życia). Ojciec Święty napisał w niej: „proponuję (...) aby corocznie w każdym kraju obchodzono Dzień Życia (...). Jego podstawowym celem jest budzenie w sumieniach, w rodzinach, w Kościele i w społeczeństwie świeckim wrażliwości na sens i wartość ludzkiego życia w każdym momencie i każdej kondycji” (nr 85). Encyklikę ogłoszono w 1995 r., a trzy lata później Episkopat Polski ustanowił Dzień Świętości Życia w uroczystość Zwiastowania Pańskiego, kiedy to Kościół czci Tajemnicę Wcielenia Syna Bożego. Obchodzona jest ona 25 marca, dziewięć miesięcy przed Bożym Narodzeniem. W całym kraju obchody Dnia Świętości Życia są impulsem do podejmowania inicjatyw i akcji na rzecz najbardziej bezbronnych – dzieci nienarodzonych. Szczególnie znana jest Duchowa Adopcja Dziecka Poczętego, czyli modlitwa w intencji Bogu wiadomego dziecka poczętego, którego życie jest zagrożone, i jego rodziców, odmawiana codziennie przez dziewięć miesięcy. Tradycyjnie też w wielu polskich miastach w Dniu Świętości Życia odbędą się Marsze dla Życia w intencji obrony życia poczętego i rodziny.

 

Nie żyj na kocią łapę!

W tym roku dzień ten wybrali na inaugurację swojej akcji także organizatorzy kampanii społecznej „Keep calm and don’t kocia łapa” (www.nakocialape.pl). To wspólna inicjatywa Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin działającego przy Konferencji Episkopatu Polski, Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny oraz Fundacji „Razem w rodzinie”. Nazwa kampanii nawiązuje do modnego dziś hasła marketingowego, które pochodzi jeszcze z czasów II wojny światowej. Kiedy Londyn był bombardowany przez niemieckie samoloty, a wśród jego mieszkańców zapanowała panika, rząd opracował plakat propagandowy ze słowami „Keep calm and carry on” („Zachowaj spokój i rób swoje”) i białą koroną symbolizującą, że są one przesłaniem króla Jerzego VI. Hasło kampanii mówi więc młodym: „Zachowaj spokój i nie żyj na kocią łapę”. Innymi słowy, poprzez obecność w mediach ma ona zachęcić młodych ludzi do zawierania sakramentalnych małżeństw i budzić wrażliwość społeczną na rosnącą od wielu lat liczbę związków partnerskich. Szczególną okazję do jej zapowiedzi stanowiło walentynkowe spotkanie narzeczonych z całego świata z papieżem Franciszkiem. Wówczas, w świetle kamer i blasku fleszy, jedna z polskich par wręczyła papieżowi koszulkę z napisem „Keep calm and don’t kocia łapa”. − Chcemy pokazać, że życie jest piękne, a ten kto kocha, kto żyje w miłości, nie wstydzi się powiedzieć: „To jest mój mąż, moja żona!”. Małżeństwo jest tym, do czego Bóg zaprasza mężczyznę i kobietę. Tam daje im pełnię swojej łaski i błogosławieństwa, a konkubinat po prostu jest grzechem − podkreśla ks. dr Przemysław Drąg, dyrektor Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin. Niestety, coraz częściej młodzi ludzie nie doceniają sakramentu małżeństwa. Zdarza się, że błądzą, raniąc nie tylko siebie, ale i innych...

 

Bez męskiego autorytetu

Ewa i Tomek Liszkowscy poznali się sześć lat temu w szpitalu. On odwiedzał tam swoją siostrę, która leżała w jednej sali z Ewą. Obydwoje byli wtedy w związkach. Choć początkowo nic nie wskazywało na to, że ich znajomość potrwa dłużej, to Pan Bóg miał inny plan na ich życie. Niewiele czasu minęło, a ich drogi zeszły się ponownie. Tomek po rozstaniu ze swoją dziewczyną szukał porady u znajomego księdza i tam ponownie spotkał Ewę, którą tego samego dnia zostawił chłopak. Swoją relację zaczęli budować przy Duszpasterstwie Akademickim, w które Ewa była już wcześniej zaangażowana. Nie wiedzieli, jak powiedzieć sobie, że pragną żyć w czystości do ślubu. Jednak okazało się, że dla obojga jest to jasne. Po półtora roku znajomości pobrali się. Nie przypuszczali, że ich przeszłość będzie miała tak ogromny wpływ na ich małżeństwo... – Moi rodzice rozstali się, gdy miałem siedem lat. Na co dzień brakowało mi męskiego autorytetu, więc stali się nim rówieśnicy. Robiłem wszystko, by znaleźć się w gronie tych „najfajniejszych”. Kiedy pojawiła się pornografia, również ją oglądałem, chcąc się im przypodobać. Konsekwencją był samogwałt i uzależnienie. Wraz z wiekiem kumple zaczęli sypiać z dziewczynami, więc dlaczego ja miałem być gorszy? – wspomina Tomek. Punktem zwrotnym w jego życiu była znajomość z pewną koleżanką, której wiara go zaintrygowała. Myślał, że tylko jej przekonania stoją na przeszkodzie, aby mógł z nią być, ale okazało się, że dziewczyna ma narzeczonego. Tomek postanowił wtedy sprawdzić, czym jest wiara i zaczął chodzić na spotkania Duszpasterstwa Akademickiego, z którym ona była związana. Pojechał nawet na rekolekcje, gdzie przeżył pierwszą po latach spowiedź. – Wtedy na nowo wróciłem do Kościoła. Postanowiłem też, że chcę żyć w czystości, ale nie do końca dobrze rozumiałem to pojęcie. Cały czas byłem uzależniony od pornografii i samogwałtu – wspomina Tomek.

 

W poszukiwaniu miłości

Ewa miała piękny przykład wiary w rodzinie i zawsze chciała żyć w czystości do ślubu. Mimo to jej życie nie potoczyło się tak, jak sobie wymarzyła. W poszukiwaniu miłości i własnej wartości poddała się nurtowi świata i wchodziła w zbyt bliskie relacje z chłopakami. – Czułam wyrzuty sumienia, lecz straciłam wiarę w czystą miłość między dwojgiem młodych ludzi. Dopiero w Duszpasterstwie Akademickim uświadomiłam sobie, że mogę i powinnam żyć inaczej. Tam dojrzałam do decyzji, że odtąd chcę żyć w czystości – opowiada Ewa. Przez tę decyzję rozpadł się jej ówczesny związek.

Po ślubie Ewy i Tomka okazało się że w swoje małżeństwo wnieśli wiele zranień. – W naszych relacjach przeszłość zaczęła dawać o sobie znać. Na szczęście nie musieliśmy radzić sobie z tym sami. W końcu przez sakrament małżeństwa fundamentem naszej relacji stał się Bóg. W tych wszystkich trudnych sytuacjach to Jego prosiliśmy o ratunek – mówią zgodnie małżonkowie. Rok po ślubie trafili do Ruchu Czystych Serc i, jak przyznają, Bóg zaczął ich uzdrawiać na całego. – Gdybyśmy wówczas mocno się Go nie chwycili, to dziś pewnie nie bylibyśmy razem – wyznaje Ewa. Podczas rekolekcji, na całonocnej adoracji, Tomek padł na kolana i prosił Boga, żeby uzdrowił go z uzależnienia od pornografii i samogwałtu, niszczących ich małżeństwo. I tak się stało. − Uświadomiłem sobie, że bez bliskiego kontaktu z Bogiem i sakramentów nie damy rady. Sakrament pojednania i Eucharystia stały się dla nas priorytetem – zaznacza Tomek, dodając, że żałują i przepraszają za wszystkie nieczyste relacje, którymi przez własną niedojrzałość poranili siebie i innych. Dziś są szczęśliwi, mają dwie córeczki: Tereska oręduje za nimi w niebie, a Marysia skończyła siedem miesięcy.

 

Życiowe osiągnięcie

Marta i Karol Wójtowiczowie są małżeństwem trochę krócej, bo od dwóch lat. O dobrego męża Marta zaczęła się modlić jeszcze jako nastolatka. Kiedy była na studiach psychologicznych, mama podarowała jej figurkę św. Józefa, bo – jak stwierdziła – „coś kiepsko jej idzie szukanie męża”. − Najpierw się oburzyłam, ale zaraz pomyślałam, że Pan Jezus nie może przecież odmówić św. Józefowi niczego, skoro ten był jego ziemskim opiekunem. Zabrałam więc figurkę ze sobą do akademika, a trzy miesiące później zjawił się w moim życiu Karol − opowiada. Zanim się poznali, Marta była w jednym ważnym dla niej związku. − Z perspektywy czasu widzę, że był mi on potrzeby, aby umieć samej zawalczyć o sposób, w jaki jako kobieta chcę być kochana. W sumie można powiedzieć, że mnie się udało. Zachowałam czystość do ślubu i to jest moje życiowe osiągnięcie, powód do dumy. Mam jednak świadomość, że to tylko i wyłącznie dar i łaska od Pana Boga. Wchodziłam w związek małżeński jako dziewica, ale nie oznacza to, że nie przechodziłam walki o czystość swojego serca i że po drodze nie upadałam − zauważa.

Karol wychował się w rodzinie, która jak mówi, nie przekazała mu silnej wiary. − O Bogu się nie rozmawiało, nie rozmawiało się również o seksie, który był tematem tabu. Już w dość wczesnych latach młodzieńczych natrafiłem na pornografię i związaną z nią masturbację. Pornografia sprawia, że kobieta postrzegana jest przez mężczyznę jako przedmiot, obiekt seksualny, służący zaspokajaniu jego egoistycznej potrzeby − wyznaje. Pierwszy jego związek oparty był więc w dużej mierze na doznaniach seksualnych. − Nie miałem wówczas pojęcia o tym, że prawdziwa miłość polega na czynieniu dobra drugiej osobie. Aby móc je wyświadczyć, trzeba często zrezygnować z własnych potrzeb, poświęcić samego siebie − zaznacza.

 

Kłamstwo i frazes

Bezpośrednio po tym związku Karol wszedł w kolejny, znowu oparty w głównej mierze na seksie przedmałżeńskim. Wejście w kolejny zbiegło się z jego nawróceniem, czyli osobistym spotkaniem z Jezusem, który wzbudził u Karola pragnienie przemiany życia. Jednak stanięcie na nogi nie przyszło mu łatwo. − Byłem na tyle przywiązany do swojego grzesznego życia, że trudno było mi zaakceptować konieczność trwania w czystości. Na szczęście nie byłem sam, Jezus był już obecny w moim życiu. Do Niego więc zwróciłem się o pomoc, a On przez różne doświadczenia, przeczytane książki, napotkanych ludzi, zaczął stopniowo otwierać moje oczy na prawdę − wspomina. To więź z Chrystusem, która tworzyła się przez modlitwę, czytanie Słowa Bożego, częstą spowiedź i Eucharystię pozwoliła mu radzić sobie z pokusami. − Trwanie w czystości było kuźnią, w której Bóg kształtował mnie na prawdziwego mężczyznę zdolnego do miłości, poświęcenia, podejmującego odpowiedzialność i panującego nad swoimi pożądliwościami − wyjaśnia. Dziewczyna, z którą był wówczas związany, odkryła jednak w sercu, że nie jest powołana do małżeństwa z Karolem. − To był dla mnie wielki cios, ale Jezus postawił mnie bardzo szybko na nogi i powołał do wyjazdu na wolontariat do Afryki − mówi. Po pewnym czasie, powróciwszy już do Polski, w Duszpasterstwie Akademickim, w którym dokonało się jego nawrócenie, spotkał swoją dawną koleżankę Martę. − Wystarczyło mi kilka chwil, zamienionych słów i spojrzenie, aby przekonać się, że to właśnie ta jedyna − przyznaje. Miesiąc temu na świat przyszła ich córka Hania. − Stwierdzenie, że seks pozwala się poznać w związku i dopasować, jest największym kłamstwem i frazesem. Właśnie jego brak sprawia, że bardzo szybko wychodzą nasze słabości, to czy umiemy przepraszać, kłócić się. Nie mieszkając ze sobą i nie współżyjąc, bardzo szybko wiedzieliśmy, na co nas stać. Wchodząc w małżeństwo, po roku znajomości mieliśmy wrażenie, że znamy się „od wieków”. A to dlatego, że bardzo dużo ze sobą rozmawialiśmy o nas samych, naszych relacjach, przekonaniach i przyzwyczajeniach wyniesionych z rodzinnych domów − podkreślają Marta i Karol. Na tym właśnie polegało ich „dopasowywanie się”.

 

Małżeństwo na niby

Jak podkreślają organizatorzy kampanii społecznej „Keep calm and don’t kocia łapa”, chcą poprzez nią nie tyle pokazać, że konkubinat jest zły, ile raczej uzmysłowić młodym ludziom, ile tracą, żyjąc w taki sposób. Według niektórych statystyk, aż w 75 proc. nieformalnych związków przynajmniej jedna osoba chce zawrzeć w przyszłości małżeństwo. Mimo to około 40 proc. z nich rozpada się jeszcze przed zawarciem formalnego małżeństwa. − Wniosek jest oczywisty, komfort takiego układu jest wątpliwy. Z jednej strony to niby-małżeństwo wymaga angażowania się na 100 proc., czyli mieszkania z drugą osobą, sypiania z nią, budowania specyficznych relacji społeczno-rodzinnych, dzielenia się pieniędzmi, obowiązkami, itp. Z drugiej strony nad tym „gniazdkiem” gdzieś w powietrzu wisi świadomość, że kiedy przyjdzie mniejszy bądź większy kryzys, to druga strona może sobie odpuścić i po prostu odejść − zauważa ks. Drąg. Inne z badań prowadzonych w USA czy w Kanadzie wykazały, że wiele małżeństw, które żyły wcześniej w konkubinacie, bardzo szybko się rozpada, a sam konkubinat nie daje żadnej gwarancji szczęśliwego małżeństwa.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki