Logo Przewdonik Katolicki

Ocalić to, co przetrwało

Błażej Tobolski
Fot.

Nie powinniśmy się wstydzić pamięci o naszych małych ojczyznach, o ziemi naszych przodków. Jeśli bowiem zapomnimy o tym, skąd się wzięliśmy, i o dziedzictwie, które otrzymaliśmy, co przekażemy naszym dzieciom?

Nie powinniśmy się wstydzić pamięci o naszych „małych ojczyznach”, o ziemi naszych przodków. Jeśli bowiem zapomnimy o tym, skąd się wzięliśmy, i o dziedzictwie, które otrzymaliśmy, co przekażemy naszym dzieciom?

 

Nieco wyblakła, czarno-biała fotografia, a na niej staruszkowie na tle wiejskiej chaty. Bardzo wymowny jest fakt, że kobieta trzyma w rękach, oprócz chusteczki, różaniec, a mężczyzna – książeczkę, zapewne do nabożeństwa, bo przed przeszło wiekiem trudno było na wsi o inną literaturę niż religijną. – To moi pradziadkowie: Marianna i Stefan w 1905 r. Obchodzili wówczas tu, w Kaczorach, 50. rocznicę ślubu – opowiada Maria Piosik, dodając, że jej rodzina mieszka w tych stronach już od kilku wieków i ma wśród przodków zarówno Niemców, jak i Polaków, a nawet Szwedów. Jak przyznaje, czuje się tu mocno „zakorzeniona”. Docenia także to, że swoją historię ma prawie na wyciągnięcie ręki i z tym większą pasją ją zgłębia. – Dzięki pamiątkom, dokumentom i opowieściom rodzinnym znam swoje korzenie. Jestem też bogata tą tradycją duchową i wartościami religijnymi i patriotycznymi, które przekazywane były z pokolenia na pokolenie. A to jest fundament, który musimy szanować i pielęgnować – przekonuje. Podobnie jak pani Maria, myślą również inni mieszkańcy Kaczor i okolic. To przede wszystkim z ich pasji do odkrywania historii powstała wystawa „Wiara naszych przodków – co przetrwało...”.
 
Kraniec Krajny
Należy wyjaśnić, że Kaczory to obecnie licząca blisko 3 tys. mieszkańców wieś gminna w powiecie pilskim. Położona jest ona na zachodnim krańcu Krajny, malowniczego regionu, pełnego lasów, jezior i pomorenowych wzniesień, jakby wciśniętego między Wielkopolskę a Kaszuby. Te nadgraniczne tereny na północ od bagnistej doliny Noteci już od czasów Bolesława Krzywoustego stanowiły własność królewską. Jednak dopiero w początkach XVI w. rozpoczęto tu intensywniejsze zabiegi osadnicze. W tym czasie, dokładnie 500 lat temu, po raz pierwszy w źródłach pojawia się też nazwa Kaczory. Zaczyna się też lepiej udokumentowana historia tych trenów, na których przez wieki żyli obok siebie polsko- i niemieckojęzyczni katolicy oraz Niemcy wyznania ewangelickiego. Także w II Rzeczypospolitej, kiedy ziemie te znalazły się w jej granicach. Dopiero po II wojnie światowej miejsce przesiedlonych na zachód Niemców zajęli nasi rodacy, którzy musieli opuścić Kresy.
 
Między pokoleniami
Niezwykle ciekawe dzieje tego regionu, obfitujące w wiele pięknych i trudnych wydarzeń i przypadający w tym roku jubileusz wsi oraz zamiłowanie do rodzimej historii grupy pasjonatów, przyczyniły się do powstania Stowarzyszenia Przyjaciół Kaczor i Okolic. Ono natomiast podjęło się przygotowania wystawy, która zjednoczyła mieszkańców wokół rodzinnych tradycji związanych z wiarą. Więcej nawet, w jakiś sposób wzmocniła lub też zawiązała na nowo więzi między pokoleniami żyjącymi na kaczorskiej ziemi. – To nasze pierwsze wspólne przedsięwzięcie w ramach stowarzyszenia, które zresztą świetnie wpisuje się w nasze cele. Chcemy bowiem odkrywać, dokumentować i popularyzować wiedzę o tutejszej historii, kulturze i żyjących tu ludziach, zwłaszcza wśród osób związanych z Kaczorami i okolicznymi wsiami – wyjaśnia Maria Piosik, prezes stowarzyszenia.
Wystawa, otwarta 2 lutego w miejscowym kościele parafialnym, ukazuje materialne świadectwa obecności wiary w życiu codziennym przodków. Idealnie więc wpisuje się również w przeżywany w Kościele Rok Wiary. Wśród prezentowanych na niej eksponatów znajdują się m.in. zabytkowe modlitewniki, katechizmy, egzemplarze „Przewodnika Katolickiego” z XIX i początku XX w. oraz przedmioty kultu religijnego, takie jak krzyże, różańce, relikwiarze, szkaplerze czy święte obrazy przekazywane z pokolenia na pokolenie. A każdy z nich ma własną, wartą poznania historię.
 
Krzyż w butelce
Nie sposób opowiedzieć ich wszystkich, ale nie można też przejść obojętnie chociażby wobec „wymodlonych” stronic (co widać szczególnie po ich brzegach), modlitewników czy noszących znaki upływającego czasu pierwszokomunijnych pamiątek. Za nimi stoją bowiem konkretni ludzie z ich wiarą wystawianą nieraz na nie lada próby. Najwięcej zachowało się rzeczy drobnych, poręcznych, które łatwo było wziąć ze sobą w czasie wojennej tułaczki lub zsyłki. Ot, choćby krzyż z narzędziami Męki Pańskiej umieszczony w... niewielkiej buteleczce. Wykonał ją w 1916 r. biorący udział w I wojnie światowej Edmund Przybył z Morzewa, a na wystawę ofiarowała jego córka mieszkająca w Kaczorach. Z kolei ks. kanonik Jerzy Ptach, proboszcz parafii w pobliskim Śmiłowie, do której niegdyś należały wszystkie okoliczne wsie, udostępnił zabytkową, drewnianą chrzcielnicę używaną w latach 1836–1967. – Rok Wiary to czas, kiedy sięgamy też do korzeni naszej wiary, w tym także do chrztu. Warto więc zatrzymać się przez chwilę nad chrzcielnicą, przy której ochrzczona została większość starszych mieszkańców Kaczor i okolic – podkreśla kapłan.
 
Tam wszystko zostało
Jak się dowiaduję, na tych terenach szczególnie czczona była św. Teresa od Dzieciątka Jezus. – Jej relikwiarzyk, noszony wówczas jedynie przez siostry zakonne, dostała w 1946 r. moja mama. Była wtedy w szpitalu, z którego usuwano właśnie pracujące w nim dotąd zakonnice. Jedna z nich ofiarowała go mamie, prosząc, aby przekazała go swoim dzieciom – opowiada Maria Piosik. Jeszcze przed wojną rozprowadzane były tu również obrazki z wizerunkiem tej świętej jako cegiełki na budowę kościoła w Różyszczach na Wołyniu. W tamtych stronach żyli jeszcze wówczas dziadkowie Mieczysława Bilejczyka, jednego ze współorganizatorów wystawy. Jak wspomina, jego ojciec przyjechał do Kaczor w 1945 r. ze Stanisławowa. Dziadek natomiast, zesłany na Sybir, walczył w armii gen. Andersa. – Nie miałem szczęścia poznać domu moich dziadków. Tam, na Kresach, zostało wszystko, co mieli, udało im się jednak ocalić i przekazać wiarę. Teraz tutaj wraz z rodziną zapuszczam korzenie i staram się poznawać historię tego regionu, nie zapominając jednak o bolesnej przeszłości – zaznacza pan Mieczysław.
 
Wystarczała mi Ewangelia...
Wypatrzyłem też pośród prawie 200 eksponatów zgromadzonych na wystawie dość niepozorny i niezbyt duży, wykonany z metalu ryngraf, przedstawiający Matkę Bożą Wileńską na tle orła w koronie. – Odziedziczyłam go po ojcu, tokarzu Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w Pile. Został tam wykonany po kryjomu w 1950 r. w czasach stalinowskich w kilku zaledwie egzemplarzach, które otrzymali jedynie zaufani koledzy. Jego matrycę zapewne zniszczono – wyjaśnia Jadwiga Kieruj z Kaczor, dodając, że za takie rzeczy groziły wówczas ciężkie roboty.
Pamiątką, o której też lepiej było kiedyś nie wspominać, jest ewangeliarz należący do nieżyjącego już Antoniego Gapińskiego, stolarza z Kaczor, który służył w wojsku we wrześniu 1939 r. jako sanitariusz. Zawiera on dedykację współwięźnia z niemieckiego obozu jenieckiego w Jabłonnej-Legionowie ks. Jana Ziei, człowieka legendy, uczestnika wojny polsko-bolszewickiej, kapelana Szarych Szeregów i Komendy Głównej Armii Krajowej (ps. Rybak) oraz pułku Baszta w powstaniu warszawskim, a także działacza opozycji niepodległościowej w PRL. Ta właśnie książka doskonale obrazuje jego życiowe credo: „Wystarczała mi Ewangelia, wierzyłem w nią i według niej chciałem żyć”.
Dzisiaj żyjemy w czasach kiedy – jak się wydaje – można już swobodnie mówić i o naszej trudnej historii najnowszej, i o wierze, która niekiedy wręcz trzymała przy życiu naszych przodków. Tym bardziej więc trzeba nam podjąć to, często pozostające w zapomnieniu, dziedzictwo. Inaczej, skazując je na niepamięć, utracimy je bezpowrotnie dla następnych pokoleń.
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki