Logo Przewdonik Katolicki

Pasterz trudnych czasów

Monika Białkowska
Fot.

Mijający rok w województwie śląskim był obchodzony jako Rok kard. Augusta Hlonda. Przy okazji warto również archidiecezji gnieźnieńskiej przypomnieć, kim był jej pasterz trudnych czasów II wojny.

Mijający rok w województwie śląskim był obchodzony jako „Rok kard. Augusta Hlonda”. Przy okazji warto również archidiecezji gnieźnieńskiej przypomnieć, kim był jej pasterz trudnych czasów II wojny.

Na Górnym Śląsku jest niewielka wieś Brzęczkowice. To właśnie tam żył niegdyś dróżnik kolejowy Jan z żoną Marią. W lipcu 1881 r. urodziło im się drugie dziecko: syn, któremu dali na imię August.

 

Z Brzęczkowic do Gniezna

Nie wiedzieli wtedy jeszcze, że zostanie księdzem, biskupem, kardynałem. Wychowywali go tak samo, jak pozostałych dwanaścioro dzieci, ucząc solidnej pracy i modlitwy. Kiedy chłopak miał 12 lat, postanowił wyruszyć w daleki świat, do Włoch, do Turynu. Chciał uczyć się w prowadzonym przez salezjanów zakładzie wychowawczym dla młodzieży z Polski. Salezjanie zachwyceni byli zdolnościami Augusta, a August zachwycony był założycielem zgromadzenia, zmarłym ledwie kilka lat wcześniej ks. Janem Bosko. Zachwyt sięgał tak daleko, że gdy tylko August Hlond skończył 16 lat, wstąpił do zgromadzenia salezjanów. Już jako kleryk trafił na studia do Rzymu, zdobywając doktorat z filozofii, a w międzyczasie redagując po polsku miesięcznik „Wiadomości Salezjańskie”. Później przez krótki czas pracował w Polsce jako wychowawca w salezjańskim zakładzie w Oświęcimiu, a następnie, po studiach teologicznych, przyjął w Krakowie święcenia kapłańskie. Był 1905 rok. Kolejne dwa lata ks. August miał spędzić na jeszcze jednych studiach: w Krakowie i we Lwowie, zgłębiając literaturę polską.

Tak młody ksiądz, z tak gruntownym wykształceniem, był prawdziwym skarbem dla przełożonych, dlatego właśnie jemu powierzono tworzenie nowej placówki salezjańskiej w Przemyślu, a następnie prowadzenie zakładu wychowawczego w Wiedniu. Dziesięć lat później był już prowincjałem całej prowincji salezjańskiej, obejmującej Austrię, Węgry i południowe Niemcy.

W 1919 r. ks. August przypadkowo spotkał abp. Achille Rattiego: duchowni zaprzyjaźnili się, nie wiedząc jeszcze, że już wkrótce jeden z nich zostanie papieżem, a drugi – prymasem Polski. To właśnie Pius XI mianował Hlonda najpierw administratorem apostolskim dla ziemi śląskiej, następnie w 1925 r. biskupem nowo utworzonej diecezji katowickiej i wreszcie w 1929 r. – arcybiskupem gnieźnieńsko-poznańskim. Zaledwie osiem lat wcześniej Polska po 150 latach odzyskała niepodległość.

 

Biskup swojego czasu

Kiedy dziś słucha się nagrań homilii prymasa Hlonda, zadziwia wszystko: jego głos i wyraźnie w nim słyszalny autorytet, niezwykle bogaty język, styl i moc słowa. Mówiąc do ludzi, bezlitośnie gromił zło, krzepiąc jednocześnie wizją wielkiego posłannictwa Polski. Przemówienia i listy pasterskie to jednak tylko niewielka część gigantycznej pracy, jaką wykonywał. Abp Hlond organizował zjazdy i kongresy misyjne i eucharystyczne, opiekował się wielomilionową emigracją, zakładając specjalnie z myślą o niej Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej. Rozwijał Akcję Katolicką, w czasach wielkiego kryzysu gospodarczego troszczył się o ubogich i bezrobotnych. Uświadamiał, że rodzina jest najważniejszą komórką społeczną, demaskował niebezpieczną działalność masonerii, czytając wcześniej uważnie ich dokumenty i cytując je w swoich wystąpieniach. Zwracał uwagę na niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą ideologia komunistyczna, i podkreślał konieczność uzdrawiania Polski na fundamencie moralności chrześcijańskiej. Sprzeciwiał się planom wprowadzenia prawa małżeńskiego, stwarzającego możliwość zawierania małżeństw cywilnych i rozwodów.

Był biskupem niezwykle nowoczesnym, pierwszym purpuratem, który odważył się latać samolotem, grał na fortepianie, próbował nawet komponować.

 

Wojenne raporty

Kiedy wybuchła II wojna światowa, pojechał do Warszawy na naradę do prezydenta Mościckiego. Miał też odprawić nabożeństwo w intencji pokoju i przewodniczyć Konferencji Episkopatu. Do domu wrócić już nie mógł: w tym czasie Poznań błyskawicznie został zajęty przez Niemców. Prymas uległ wówczas naleganiom nuncjusza i polskiego rządu i zdecydował się na wyjazd do Rzymu. Tam opiekował się uchodźcami, ale też głośno mówił o losie Polaków pod hitlerowską okupacją. Opracował dwa raporty, zawierające relacje naocznych świadków i demaskujące hitleryzm w oczach świata. To one sprawiły, że choć nie wszyscy wierzyli w tak przerażające relacje, zaczęto zwracać uwagę na ofiary nazizmu.

W 1940 r. prymas wyjechał z Włoch do Francji, do Lourdes. Tam wspólnie z ks. Baraniakiem, późniejszym biskupem, opracowywali kolejny raport, opisując całokształt prześladowań na terenie Polski. Później internowany trafiał kolejno do Hautcombe i do Paryża, gdzie żył odizolowany od najbliższych, pod dozorem policji, a następnie do Bar-le-Duc w Normandii i do Wiedenbruck we Westfalii, wciąż pod policyjnym nadzorem. Odmówił podpisania propagandowych niemieckich odezw, skierowanych do Polaków, choć w zamian obiecywano mu wolność.

Uwolniony został przez wojska amerykańskie w Wielkanoc 1945 r., już w lipcu był z powrotem w Polsce, entuzjastycznie witany przez wiernych.

 

W ruinach

Kardynał wrócił do kraju zniszczonego przez wojnę. Pracę zaczął od porządkowania administracji kościelnej na Ziemiach Odzyskanych. Siedzibę prymasowską przeniósł z Gniezna do Warszawy, stając na czele metropolii warszawsko-gnieźnieńskiej. Wiedząc, jak ważna jest obrona Kościoła przed złem, dokonał aktu poświęcenia narodu Niepokalanemu Sercu Maryi: było to drugie w świecie (po Portugalii) takie wypełnienie prośby, przekazanej przez Maryję podczas objawień w Fatimie. Utworzył radę, której celem było zbieranie funduszy na odbudowę zniszczonych przez wojnę świątyń.

Na skutek infekcji po operacji wyrostka robaczkowego zmarł przed południem 22 października 1948 r. w szpitalu sióstr elżbietanek na warszawskim Mokotowie. Wieczorem w przeddzień swojej śmierci mówił do zebranych przy łóżku współpracowników: „Nie traćcie nadziei. Lecz zwycięstwo jeśli przyjdzie – będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Panny. W tej walce, która się toczy między gromadą szatanów i Chrystusem, tych, którzy wierzą, że są wezwani, odwoła do nieba i będzie, jak chce sam Bóg. Walczcie z ufnością. Pod opieką błogosławionej Maryi Dziewicy pracujcie... Zwycięstwo wasze jest pewne. Niepokalana dopomoże wam do zwycięstwa”. Umierając zaś, wyznał: „Zawsze kochałem Polskę i będę się w niebie za nią modlił”.

Pochowany został zgodnie ze swoim życzeniem w ruinach warszawskiej katedry.

 


„Kardynał Hlond należał do prymasów – więźniów stanu. Był więźniem dla Imienia Chrystusowego. Jest to największy zaszczyt i łaska, jakiej mógł doznać, albowiem radością jest cierpieć dla Imienia Chrystusowego. Kardynał Prymas Hlond cierpiał za kościół w Polsce i za Ojczyznę. Wraz z duchowieństwem, które zapełniło w latach okupacji obozy koncentracyjne, wraz z całym narodem cierpiał za Polskę, w której prawo do wolności nigdy nie zwątpił. Będąc poza granicami kraju, usilnie zabiegał o to, by nieustannie przypominać światu o istnieniu Polski.

Jest to bodaj, w latach wojny i okupacji, największą jego zasługą. Nie mógł tego wykonać, gdyby pozostał w kraju, albowiem w kraju zamknięto wszystkim usta. Lecz biły tu jeszcze gorące serca i prężyły się umysły, wierząc Bogu, który jest Ojcem ludów i narodów, że wpierw czy później okaże się, że On rządzi światem. Wierzył w to usilnie Kardynał Prymas Hlond. Był przecież – przez wiarę i miłość – optymistą…”.

Kard. Stefan Wyszyński, przemówienie wygłoszone w Gnieźnie w 25. rocznicę śmierci kard. Augusta Hlonda, 22 października 1975 r.


 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki