Logo Przewdonik Katolicki

Uśmiechajcie się mądrze

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Tych rysunków nie da się pomylić z żadnymi innymi. Czarny tusz, biała kartka, charakterystyczna kreska w rękach Arkadiusza Gacparskiego zamieniały się w śmiertelnie zabawną broń satyry politycznej.

 

Tych rysunków nie da się pomylić z żadnymi innymi. Czarny tusz, biała kartka, charakterystyczna kreska – w rękach Arkadiusza Gacparskiego zamieniały się w „śmiertelnie zabawną” broń satyry politycznej.

Miałem szczęście poznać Arka osobiście. Ale nawet bez tej osobistej znajomości mógłbym pewnie powiedzieć, że wiem, jakim był człowiekiem. Bo jeśli – jak twierdzą niektórzy – dzieła artysty oddają w pewien sposób jego osobowość, to w przypadku Arka Gacparskiego było tak z całą pewnością. Niezwykle błyskotliwe, wręcz powalające na kolana celnością obserwacji, siłą skojarzeń, wyróżniające się inteligentnym, czasem nieco przewrotnym humorem, odważne, bezkompromisowe. Kropka w kropkę takie jak ich Twórca.

W tym roku obchodziłby 30-lecie swojej działalności  artystycznej. Niestety, okolicznościowych fanfar nie było. Arek zmarł w kwietniu br. po długiej i ciężkiej chorobie, w wieku zaledwie 51 lat. Zostały po nim dziesiątki, setki, tysiące niepowtarzalnych rysunków – niezmiennie bawiących, głębokich, wiercących do bólu, niedających spokoju. I zadziwiająco aktualnych.

 

Bez znieczulenia

„Arkadiusz Gacparski – rysuje złośliwie i tendencyjnie” – napisała kiedyś o nim jedna z czołowych salonowych gazet. Nosił to określenie z dumą, jak najcenniejsze odznaczenie i najlepsze „docenienie” swojej pracy. I płacił za nie oczywiście wysoką cenę. A przecież mógł mieć wszystko. Sławę, pieniądze, wystawy, zaszczyty. Jego kreską zachwycali się najwybitniejsi mistrzowie tego gatunku, mówiono, że będzie następcą Szymona Kobylińskiego. Arek wybrał jednak drogę niepokorną. Rysował bezkompromisowo i bez znieczulenia o tym, co go naprawdę boli i co widzi za oknem. Nie bał się uderzać w „święte krowy” i samozwańcze ikony III RP. I za to spotkała go publiczna anatema i nieformalny zakaz publikacji w tzw. wiodących tytułach. – To był świadomy wybór Arka. Nie spijaliśmy salonowej śmietanki, ale nie miałam o to do niego pretensji. Arek powtarzał: nie mamy zbyt wiele, ale za to każdego dnia możemy śmiało spojrzeć sobie w lustro – opowiada Iwona Gacparska, żona artysty.    

Straszna niesprawiedliwość. Bo ci, którzy nie bali się terroru politycznej poprawności mówili wprost: Gacparski to najwybitniejszy współczesny rysownik satyryczny w Polsce. – To był geniusz kreski i ciętej puenty. Dostawał tekst do zilustrowania, czytał go i najczęściej  po kilku zdaniach odstawiał, mówiąc „nie czuję tego”. A po dziesięciu minutach przynosił gotowy rysunek. I to taki, że boki zrywać – wspomina dziennikarz Piotr Tomczyk, który przez kilka lat miał okazję współpracować  z Arkiem w redakcji „Dziennika Poznańskiego” oraz tygodnika „Wielkopolanin”. Tomczyk przywołuje pierwszy z brzegu rysunek Gacparskiego, stworzony w okresie tzw. afery Olina, czyli sprawy domniemanej współpracy premiera Oleksego z radzieckim KGB. – Wszyscy wokół mówili tylko o Olinie. Olin to, Olin tamto. No i Arek zilustrował to w taki sposób: mały chłopczyk wskazuje na telewizor, gdzie widać jakąś łysą postać i mówi: „Tata, tata, znowu pokazują Olina”. Na co ojciec ze stoickim spokojem, nie odrywając wzroku od gazety, odpowiada: „To Kojak, synu” – śmieje się Tomczyk.

 

Scenki rodzajowe

Był rok 1979. Arek Gacparski, niezwykle uzdolniony uczeń liceum plastycznego w Szczecinie, podszedł do płotu stoczni szczecińskiej i zawiesił na nim rysunek wyrażający dosadnie, co sądzi o komunistycznym systemie. Tak zaczęła się jego przygoda z poważną karykaturą i satyrą w wymiarze politycznym. A lista miejsc, w których publikował, jest naprawdę bardzo długa: począwszy od „Polityki” i „Szpilek” – gdzie ukazywały się jego pierwsze rysunki – poprzez „Głos Szczeciński”, „Kurier Szczeciński”, „Dziennik Poznański”, „Tygodnik Poznaniak” „Wielkopolanin”, magazyn „Pinezki” „Gazetę Polską” i wiele, wiele innych. Gacparski znany był także powszechnie ze swoich poglądów wolnorynkowych i wolnościowych, przez wiele lat rysował zresztą dla tygodnika „Najwyższy Czas”  – to wtedy powstał m.in. słynny rysunek-manifest: „Świnie się zmieniają, ale UPR zlikwiduje koryto”.

Iwona Gacparska podkreśla, że Arek uwielbiał także rozmawiać i spotykać się z ludźmi wszystkich stanów i wszelkich profesji. Z tych rozmów czerpał potem pełnymi garściami inspiracje do swoich rysunków. – Arek bardzo kochał ludzi. I z tego kochania zrodziły się chyba najlepsze jego „dymki” – uważa Iwona. Wiele z nich do dziś nie straciło nic ze swej aktualności, właściwie cały czas oddają nasze „tu i teraz”. Jeden z rysunków: urzędnicy państwowi stoją z groźnymi minami nad rodziną zasiadającą do obiadu. Któryś z domowników komentuje: „Rząd jak zwykle chce naszego dobra. A my mamy go już tak niewiele”. Albo: syn prosi o pomoc  w zadaniu domowym. Ma napisać wypracowanie na temat „Co to jest honor?”. Ojciec z niedowierzaniem upewnia się: „A może to chodziło o honorarium?”. I trzecia próbka: reporter telewizyjny indaguje bezdomnego pchającego wózek ze złomem: „Czy to pański biznes?”. Ten odpowiada: „Nie, 90 procent ma Kulczyk”. Ot, cały Gacparski...

Ale Arek był artystą iście renesansowym. „Jego najukochańszą muzą była Muza Teatru. Teatr uważał niemal za świętość i właśnie tu realizował się w pełni jako scenograf, autor karykatur i portretów. A jak teatr to i plakat, który był dla Gacparskiego czymś zupełnie wyjątkowym. (…) Plakaty jego autorstwa zdobiły foyer niejednego teatru w Polsce” – czytamy na stronie internetowej artysty. Do tego dochodziły jeszcze liczne ilustracje do książek dla dzieci oraz karykatury i portrety znanych postaci życia społecznego i kulturalnego. Bo mieć rysunek robiony kreską Gacparskiego, to było naprawdę coś.

 

Ulica imienia artysty

W ostatnich latach Arek wrócił do swojego ukochanego, rodzinnego Szczecina; bardzo zaangażował się w miejscowe życie artystyczne, znów tworzył ulubione scenografie teatralne i portretował znane osobistości życia lokalnego. Dość nieoczekiwanie nawiązał także świetne kontakty z kibicami miejscowej Pogoni. To na ich prośbę zaczął malować ogromne, efektowne oprawy kibicowskie; robił to właściwie charytatywnie. Bardzo go za to szanowali.

Ale przede wszystkim ciągle rysował swoje niepowtarzalne satyry na rzeczywistość. Nawet wtedy, kiedy był już bardzo chory. Właściwe do samego końca. – W tych ostatnich dniach  bardzo dużo modliliśmy się wspólnie: Arek, ja i nasza córka Aniela. Kilka dni przed śmiercią powiedział: „Ja już się nie boję. Już jest dobrze” – mówi Iwona Gacparska.

A po śmierci Arka nieoczekiwanie wszystko się zmieniło. Nagle został doceniony, rozpoznany, wyciągnięty na światło dzienne. Za życia nie dostał nic, za to teraz otworzyła się na całą szerokość szuflada z nagrodami. Kiedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że jest chory, Arek śmiał się często: zobaczycie, jak wam będzie dobrze po mojej śmierci. Wszyscy artyści tak mieli” – wspomina Iwona.

No i stało się. Arek otrzymał pośmiertnie medal za zasługi dla Szczecina oraz honorową odznakę Gryfa Zachodniopomorskiego. Ba, wszystko wskazuje na to, że już niedługo Gacparski może mieć w Szczecinie pamiątkową ławkę i ulicę swojego imienia. Doceniają go i ci z lewa, i ci z prawa. W Polskę, dzięki staraniom niezmordowanej Iwony,  ruszała właśnie wystawa rysunku satyrycznego „Kreską Gacparskiego”. Po Szczecinie odwiedza Poznań, za chwilę będzie w Warszawie i w kolejnych polskich miastach. – To jest wystawa prac wielkiego i odważnego człowieka, bardzo niepokornego artysty, ale bardzo pokornego patrioty. A dla mnie osobiście postaci stanowiącej wielką inspirację, pokazującej, że nie trzeba za wszelką cenę szukać poklasku i oglądalność, że można być absolutnie wiernym sobie, swojej tożsamości i prawdzie. Bo tyko to się ostatecznie liczy – mówi Tomasz Wolny, dziennikarz TVP i organizator poznańskiej wystawy prac Arkadiusza Gacparskiego. A Iwona Gacparska dodaje: – On patrzy z góry i cieszy się, że ludzie przychodzą oglądać jego rysunki. Zatem oglądajcie, uśmiechajcie się, ale także w tym całym śmiechu myślcie. Myślcie samodzielnie. Tego by chciał Arek.



 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki