Polka w Wersalu

Na kilka miesięcy Zamek Królewski w Warszawie przemieni się w Wersal z czasów Marii Leszczyńskiej, polskiej żony Ludwika XV. Wystawa zorganizowana we współpracy z pałacem w Wersalu chce przybliżyć losy polskiej królewny, babki trzech królów Francji oraz zapoznać ze sztuką dworską tego okresu.
Czyta się kilka minut

 

Ponad sto obiektów, dzieł sztuki, ukazuje historię jak z bajki. Historię córki przebywającego na emigracji króla Stanisława, która pokonała kilkadziesiąt dziewcząt i kobiet w rozgrywce o rolę żony francuskiego króla. Na dodatek, nawet po tym, jak jej wnukowie zasiedli na tronie Francji, do dziś wciąż więcej wiadomo o kochankach Ludwika XV niż o Marii Leszczyńskiej. Taki los – historia lubi skandale. Tymczasem Maria Leszczyńska, katoliczka z Polski, skromna i miła, nie robiła wokół siebie zbytniego zamieszania. Jej życie upłynęło w otoczeniu bogatej i wyrafinowanej sztuki, sama lubiła otaczać się ludźmi kultury. Wystawa pokazuje wszystkie etapy jej życia na królewskim dworze pod Paryżem: ślub, macierzyństwo, kochanki jej męża, krąg najbliższych przyjaciół, zamiłowanie do muzyki i malarstwa, dekoracje i wyposażenie jej apartamentów oraz wersalskie życie codzienne i odświętne. Niemal wszystkie eksponaty pochodzą z francuskich kolekcji. Sam Pałac w Wersalu użyczył na wystawę aż 60 wyjątkowej klasy dzieł należących do stałej ekspozycji.

Osiem lat wierności

Co robi na wystawie dokument potwierdzający pełne zdrowie Marii Leszczyńskiej? Specjalne konsylium lekarskie musiało potwierdzić swoimi podpisami, że kandydatka na żonę Ludwika XV nie jest bezpłodna, nie choruje na epilepsję, nie ma garba i zrośniętych palców. Francuskie służby specjalne pisały w raporcie: „Nie jest bardzo piękna, ale ujmuje delikatnością, intelektem, mądrością i zachowaniem. Jest uosobieniem wszelkich cnót”. Szybko powstały plotki o jej rzekomych defektach i chorobach. Nie ma się co dziwić, została wybrana spośród niemal setki kandydatek, a zawistników wśród odrzuconych było sporo. Tym bardziej że Maria Leszczyńska była po prostu uboga. Wybór drugiej córki zdetronizowanego króla Polski był oczywiście wyborem politycznym, wiadomo było, że to małżonka najbezpieczniejsza, która nie uwikła Francji w żadne konflikty i podejrzane sojusze polityczne. Ludwik XV nie miał nic do powiedzenia, miał zaledwie 15 lat i był słabego zdrowia, więc ze ślubem się spieszono, aby szybko mógł przyjść na świat potomek. Z tego powodu kierowano się też wiekiem przyszłej małżonki – powinna być nie za młoda, ale też nie za stara. W sam raz na rodzenie dzieci. O swoim losie w pewnym momencie powiedziała: „ciągle się kochać, ciągle chodzić w ciąży i ciągle rodzić”. Na początku jednak nie było tak źle, bo na szczęście młodzi zakochali się w sobie. W atmosferze skandalu – bo pewne kręgi uważały ten wybór za mezalians – odbył się ślub w 1725 r. w kaplicy pałacu Fontainbleau. Dzieci szybko się rodziły, choć syn  przyszedł na świat dopiero jako czwarte dziecko. W sumie królowa Maria urodziła dziesięcioro dzieci: osiem dziewczynek i dwóch chłopców. Kiedy miała 35 lat, podobno dowiedziała, się, że kolejna ciąża może się dla niej skończyć śmiercią i to z tego powodu zamknęła drzwi sypialni przed swoim mężem. Ludwik XV szybko znalazł pocieszycielki, z których najsłynniejszą była Madame de Pompadour. Maria Leszczyńska o tym drugim życiu doskonale wiedziała, usunęła się w cień i cierpiała w samotności. Może dlatego miała opinię smutnej, a według Casanovy, którego podjęła kolacją, była osobą „raczej nudną i bardzo osamotnioną”. A jednak to nie do końca prawda o polskiej królowej. Miała swoje małe przyjemności i niewielki, lecz wierny krąg przyjaciół; przede wszystkim była osobą inteligentną i dobrze wykształconą, o rozległych zainteresowaniach. Grała w karty, nawet uprawiała hazard, lubiła dobrze zjeść, szczególną słabość przejawiała do słodyczy, słuchała dużo muzyki. Miała wielki wpływ na rozwój muzyki na królewskim dworze, unowocześniła wersalski repertuar. Sprowadziła do Wersalu słynne genialne dziecko – ośmioletniego Mozarta, a nawet rozmawiała z nim po niemiecku, co było potem na dworze ze zdziwieniem komentowane. Także na jej zaproszenie przyjechał słynny kastrat Farinelli i inni znani muzycy. Co tydzień urządzała koncerty polskich chórów, a nawet sama śpiewała, chociaż podobno „głosik miała cienki, choć miły”. Po ojcu odziedziczyła nie tylko zamiłowanie do muzyki, ale i do malarstwa.

Królowa Maria malarka

W Wersalu urządziła sobie pracownię, w której malowała, choć trzeba przyznać, że bez specjalnego talentu – co do tego historycy sztuki są zgodni. Na wystawie w Zamku Królewskim można zobaczyć dekoracyjne obrazy z gabinetu chińskiego, które malowała z pomocą profesjonalnych artystów – tak przynajmniej sądzą historycy. Musiała otrzymać w rysunku wykształcenie, zadbał o to jej ojciec, Stanisław Leszczyński, który też przejawiał w tym kierunku zainteresowanie. Jej chińskie obrazy powstały w roku 1761, kiedy królowa miała już 58 lat. W tamtych czasach była już więc starszą panią, a mimo to brała lekcje rysunku, obrazy „chińskie” sama wymyśliła, a praca nad nimi była dla niej wielką przyjemnością. Choć istnieją podania, że kiedy odchodziła od sztalug, poprawkami zajmowali się malarze z prawdziwego zdarzenia. Historycy sztuki uważają, że samodzielnie wykonała trzy z ośmiu obrazów, niestety te najsłabsze. Te „chińskie” obrazy razem z meblami sprowadzonymi z Chin stanowiły wyposażenie jej gabinetu. Zapisała go w spadku księżniczce de Noailles, pisząc w dokumencie, że „obrazy mojego gabinetu są moim własnym dziełem, mam nadzieję, że Pani zachowa je z miłości do mnie”. Polska królowa na francuskim tronie jeszcze chętniej zamawiała obrazy u słynnych wówczas malarzy i dekorowała wersalskie komnaty. Swoje pokoje ozdabiała scenami pastoralnymi, między innymi ukazującymi pory roku. Wykonał je w 1749 r. Jean-Baptiste Marie Pierre.

Wersal kobiet

Pudrowe kolory, różowe i niebieskie odcienie – przesycona słodyczą jest atmosfera wersalskiej sztuki dworskiej XVIII w. Podobny klimat ma warszawska wersja Wersalu, która do stycznia mieści się w salach wystaw czasowych na Zamku Królewskim. Zdobią je fragmenty dekoracji apartamentu królowej, w tym cykl obrazów Pięć zmysłów pędzla Jeana-Baptiste’a Oudry’ego, lecz najważniejsze są portrety, które chętnie zamawiała. Najpierw oficjalny portret pary królewskiej: Ludwik XV w płaszczu koronacyjnym, obok niego Maria w złotej sukni kładzie rękę na królewskiej koronie. Autorem obrazu jest Jean-Baptiste van Loo. Pięć lat później sportretował królową Alexis Simon Belle – stojącą w pięknej biało-granatowej sukni z pękiem białych lilii w ręku. Jean-Marc Nattier, nadworny malarz, portretował Marię Leszczyńską wiele lat później, w 1748 r. Na obrazie Maria w czerwonej sukni wygląda niezwykle zwyczajnie, bez królewskiego blichtru. Niewiele władczyń mogło – i chciało – pozwolić sobie na taki prywatny portret przy książce. Zamiast chęci władzy i próżnego życia mamy tu obraz kobiety niezwykle skromnej. Sama zamówiła taki właśnie obraz, do którego chciała pozować bez atrybutów władzy. Za to obrazy przedstawiające jej córki Nattier malował w panującej rokokowej konwencji. Królewna Henrietta pozuje jako Flora, lecz najbardziej królowa lubiła portret najmłodszej, Louise. Nattier tworzył głównie portrety stylizowane, często przedstawiając pozujące damy jako boginie Olimpu, tak jak w przypadku faworyty króla, Madame de Pompadour pokazanej jako Diana. Jako ciekawostkę dodam, że ten tak popularny na dworze królewskim malarz zmarł w nędzy, całkowicie zapomniany. Spośród innych artystów obecnych na wystawie należy wymienić Hyacinthe’a Rigauda, Alexandra Roslina, Pierre’a Goberta czy Josepha-Marie Viena. Trzeba też wspomnieć, że Maria Leszczyńska jako gorliwa katoliczka zamawiała również obrazy o tematyce religijnej, sama wykonała kilka portretów świętych, które później podarowała zakonowi w Compiegne. Ufundowała szkołę dla dziewcząt i zakon augustianów w Wersalu, gdzie miała spędzić ostatnie lata swego życia, gdyby przeżyła swego męża. Wystawa w Zamku Królewskim przenosi nas w czasy Marii Leszczyńskiej, której młodość zaczęła się niczym bajka, a za życie w luksusie i przy boku króla przyszło królowej Marii zapłacić dużą cenę. Wszystkie gromadzone luksusowe przedmioty i dzieła sztuki o tej cenie niestety przypominają.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 40/2013