Logo Przewdonik Katolicki

Bohater drugiego planu

Magdalena Guziak-Nowak
Fot.

Rozmowa z ks. kanonikiem Ryszardem Honkiszem, proboszczem parafii św. Jakuba Apostoła w podkrakowskich Więcławicach Starych, o muszli przegrzebka i poszukiwaniu zagubionych pielgrzymów.

Przyjaźń od zawsze czy miłość od pierwszego wejrzenia. Jak to było z Księdzem Proboszczem i św. Jakubem?

– Ani tak, ani tak. Wiedziałem, oczywiście, że św. Jakub był jednym z apostołów najczęściej występujących u boku Jezusa. Był wszędzie tam, gdzie Piotr i Jan: podczas przemienienia na górze Tabor, wskrzeszenia córki Jaira czy modlitwy w Ogrodzie Oliwnym. Został także pierwszym męczennikiem wśród apostołów. Odkrywanie tej postaci rozpoczęło się jednak wtedy, kiedy byłem już proboszczem w Więcławicach Starych. W 2006 r. przygotowywaliśmy uroczystości związane z 250. rocznicą rekonsekracji kościoła. Wtedy zacząłem na nowo odkrywać św. Jakuba. Do myślenia dało mi też to, że gdy potem tworzyliśmy Małopolską Drogę św. Jakuba, w wielu kościołach znajdowaliśmy jego figury w zakrystiach, bocznych ołtarzach.

Taki „mistrz drugiego planu”?

– Tak. Zawsze ustępował miejsca Maryi. Było to związane z bardzo silną i charakterystyczną dla Polski pobożnością maryjną. Jego wizerunki odkryto na nowo, gdy drogi jakubowe zaczęły przeżywać swoją drugą młodość i nabożeństwa ku jego czci stały się bardziej popularne.

Tak bardzo popularne, że warto na ich temat przygotować międzynarodową konferencję?

– Tak. 8 września skończyło się Światowe Spotkanie Bractw i Stowarzyszeń św. Jakuba oraz VI Międzynarodowa Konferencja Naukowa „1200 lat pielgrzymek do grobu św. Jakuba w Santiago de Compostela”. Przyjechali na nie czciciele z 17 krajów, m.in. USA, Japonii, Rosji, Białorusi, Anglii, Irlandii i Czech. To już szóste takie spotkanie, a pierwsze miało być ostatnim. Po pierwszym został jednak niedosyt, więc zorganizowaliśmy drugie i trzecie. Potem musiało odbyć się czwarte, bo obchodziliśmy 30. rocznicę tzw. Aktu Europejskiego, który w 1982 r. podpisał bł. Jan Paweł II. Przed dwoma laty na spotkaniu Bractw w Utrechcie w Holandii zaprosiłem uczestników do Polski, a oni potraktowali to zaproszenie bardzo serio. Zresztą, ku zaskoczeniu całej Europy, że w Polsce cokolwiek się dzieje. Kiedy byliśmy w Holandii, zdumienie budziła też moja obecność, czyli księdza. Droga św. Jakuba funkcjonuje w świadomości wielu społeczeństw, ale nie wszędzie ma ona wymiar duchowy.

To jak się przygotować do pielgrzymowania ze św. Jakubem, żeby nie była to zwykła wycieczka, atrakcja turystyczna?

– Jeśli ma to być z rozwagą, to wcześniej trzeba troszkę pochodzić na krótszych dystansach. Niezbędne są dobre buty i... jak najmniej bagażu. Znajomy ksiądz opowiadał, jak kolejne kilometry weryfikują zawartość plecaka. Pierwszych 25 km prawie przebiegł. Po kolejnych 25 usiadł. Wtedy się zastanowił i wyjął wszystko co zbędne. Zostały tylko brewiarz i różaniec – to w pierwszej kolejności, potem bielizna osobista, szczoteczka do zębów i przybory kosmetyczne. Bo po przejściu iluś kilometrów, każde 10 dag zmienia się w kilogram.

Od średniowiecza pątnicy wyruszali w intencjach pokutnych. Pielgrzymka do Santiago de Compostela to rekolekcje w samotności. Nastawione na medytację, kontemplację. Oczywiście, ważne jest też spotkanie na szlaku drugiego człowieka i doświadczenie jego serdeczności. Taką zwykłą ludzką życzliwość o wiele łatwiej zauważyć i docenić, kiedy nie pielgrzymujemy w grupie.

Mówi się, że niektórzy wychodzą na szlak jako turyści, a wracają jako pielgrzymi. Św. Jakub ma w sobie to „coś”, że potrafi dokonać w człowieku wewnętrznej przemiany. Nagle pielgrzym zauważa, że świat nie wziął się z niczego, ale jest dziełem Bożej ręki. Człowiek zmaga się ze swoimi słabościami i przeciwnościami losu, rozumie, że najważniejsze są nie dobra materialne, ale duch.

A formacja na szlaku? Jest opracowana jakaś szczególna „formuła”?

– To zadanie dla Bractw św. Jakuba. W wielu miejscach powstają modlitewniki. My też pracujemy nad modlitewnikiem i śpiewnikiem.

Czym jeszcze zajmują się bractwa?

– Powstawały one w celu opieki nad pielgrzymami. Z historii znamy na przykład bożogrobców czy maltańczyków. Podobnie Bractwa Jakubowe – z mniejszymi lub większymi tradycjami rycerskimi – broniły pątników i troszczyły się o infrastrukturę, m.in. organizując noclegi. Teraz pełnią tę samą rolę. Do Bractwa św. Jakuba przy naszej parafii w Więcławicach Starych należy ok. 50 osób z całej Polski, w tym blisko 15 to parafianie. Noclegi przygotowujemy na wikarówce. W ciągu miesiąca zatrzymuje się u nas 5–6 pielgrzymów. Czasem trzeba po nich wyjechać autem, kiedy nocą zabłądzą w Zagórzycach albo Łuczycach (śmiech).

Czy Księdza Proboszcza także można spotkać na szlaku?

– W roku jubileuszowym 2010 przeszedłem ostatnie 120 km do Santiago, a Drogą Małopolską chodzę regularnie i czasem poprawiam oznakowanie. Rok temu zrodziła się inicjatywa, by co miesiąc organizować przejście kolejnego fragmentu. Zaczęliśmy w Sandomierzu, a w papieskim październiku chcemy dojść pod okno na Franciszkańskiej 3.

Natomiast w przyszłym roku planujemy tygodniowymi etapami wyruszyć do Santiago, aby dotrzeć tam w kolejnym roku jubileuszowym 2021. Trasa będzie podzielona na 200-250-kilometrowe odcinki, żeby można je było pokonać w czasie standardowego urlopu.

A propos oznakowania. Wiem, że dla czciciela św. Jakuba to prymitywne pytanie, ale muszę je zadać. Dlaczego muszla?

– Szlaki Jakubowe można poznać po muszli. Mówi się, że wszystkie drogi prowadzą do Santiago i tak należy odczytywać kierunek. Ta strona muszli, gdzie zbiegają się wszystkie wgłębienia, pokazuje kierunek, w którym należy iść. W innych krajach spotkaliśmy się z odwrotnym oznakowaniem, ale na szczęście zawsze są jeszcze zwykłe, żółte strzałki.

A dlaczego akurat taki symbol? Jak głosi legenda, pewien bogacz ścigał jelenia. Zwierzę zniknęło w ciemności, a człowiek zapuścił się w gęstą mgłę, aż wpadł do morza. Gdy zaczął tonąć, modlił się do św. Jakuba. Cudownie ocalał, ale całe jego ciało było oblepione muszlami.

Nie bez znaczenia jest również samo morze. W średniowieczu ludzie uważali, że 100 km na zachód od Santiago jest koniec świata, bo tam zaczynał się ocean. Dlatego wielu pielgrzymów, którzy zdążali do Santiago, po odwiedzeniu grobu św. Jakuba, wyruszali w dalszą wędrówkę. Gdy doszli do oceanu, zrzucali swoje stare ubrania i prali je lub palili. Rok temu zauważyłem, że zwyczaj ten nadal jest kultywowany, bo znalazłem na plaży kilka zgaszonych ognisk, a w nich strzępów ubrań i butów.

Co więcej, dzisiaj po ukończeniu pielgrzymki można otrzymać w Santiago tzw. compostelkę, czyli świadectwo pielgrzyma. Ale kiedyś było inaczej. Na potwierdzenie odbytej pielgrzymki zabierało się do domu występujące na plaży nad Atlantykiem muszle przegrzebka. To one znajdują się z oznakowaniu szlaków.

Ciekawostką jest, że ślady wielu miejsc w Europie, z których wyruszali pielgrzymi, odkryto podczas ekshumacji pochówków. Czcicieli św. Jakuba, którzy w swoim życiu dotarli do patrona, grzebano razem z przyniesionymi z Hiszpanii muszlami.

Komu poleca Ksiądz Proboszcz taką formę pielgrzymowania?

– Każdemu, kto szuka swojej drogi.

 


Warto wiedzieć

W wytyczeniu głównych punktów Małopolskiej Drogi św. Jakuba najważniejsze znaczenie miało rozmieszczenie kościołów św. Jakuba Starszego Apostoła, położonych na wyraźnej linii ciągłej od Sandomierza przez Kotuszów, Szczaworyż, Probołowice, Pałecznicę, Niegardów, Więcławie Stare (na zdjęciu) do Krakowa (Kazimierz) i dalej: Sankę, Palczowice i Racibórz. Niewielkie odległości pomiędzy tymi miejscowościami przemawiają według historyków za istnieniem w średniowieczu szlaku pątniczego do grobu św. Jakuba Starszego Apostoła w Santiago de Compostela. Mediewiści podkreślają, że istniejące do dziś świątynie św. Jakuba położone na tym szlaku mogły pełnić rangę kościołów stacyjnych. Ich usytuowanie w bliskiej odległości od siebie (nieprzekraczającej niekiedy 30 km na odcinku Sandomierz – Kraków) umożliwiało przejście kolejnych odcinków drogi w ciągu jednego dnia. Długość Małopolskiej Drogi św. Jakuba z Sandomierza do Krakowa wynosi 192 km.

(źródło: ulotka)

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki