Logo Przewdonik Katolicki

Aborcja z werwą

Magdalena Guziak-Nowak
Fot.

Obrońcy życia pytają, czy PKN Orlen popiera zabijanie upośledzonych dzieci. Jeśli koncern nie opowie się za życiem, będzie bojkot konsumencki.

PKN Orlen przyznaje stypendia, promuje bezpieczeństwo na drodze, pomaga dzieciom z domów dziecka. Ale to nie wszystko. Ostatnią inicjatywą koncernu, która ma się wpisywać w szczytną ideę społecznej odpowiedzialności biznesu, jest konkurs „Polacy z werwą”. Nazwa nawiązuje do dostępnej na stacji uszlachetnionej benzyny „verva”. Organizatorzy zapewniają, że to nie typowy plebiscyt czy ranking popularności. „To nowa jakość – projekt, który ma na celu promowanie najzdolniejszych Polaków i ich osiągnięć, dzięki którym nasz kraj staje się nowoczesny i atrakcyjny” – czytamy na stronie WWW. Młode talenty rywalizują w siedmiu kategoriach: nauka, ochrona środowiska, innowacje w biznesie, kultura i sztuka, design i sport oraz medycyna. Problemem jest ta ostatnia.

Zamieszania narobiła znana z antyaborcyjnych wystaw Fundacja Pro – Prawo do Życia. Zaprotestowała przeciwko powoływaniu na jurora konkursu w kategorii medycyna prof. dr. hab. n. med. Mirosława Wielgosia – szefa Kliniki Położnictwa i Ginekologii w warszawskim Szpitalu Klinicznym Dzieciątka Jezus. Ponad rok temu okazało się, że dokonuje się tam aborcji eugenicznych, czyli zabija nienarodzone dzieci podejrzane o wady rozwojowe. Od tego czasu Fundacja Pro organizuje cykliczne pikiety przed szpitalem. Wysłała do dyrekcji wiele pism, na niektóre z nich otrzymała odpowiedzi. Wynika z nich, że aborcje przeprowadzane są na oddziale prof. Wielgosia.

Będzie bojkot?

Cała korespondencja Fundacji Pro z Orlenem jest upubliczniona na stronie www.stopaborcji.pl. – W ostatnim piśmie skierowanym do PKN Orlen poprosiliśmy o jasną deklarację, czy firma popiera prawo do życia chorych dzieci, czy prawo do ich zabijania – mówi Mariusz Dzierżawski, członek Rady Fundacji. – W tej sytuacji nie ma trzeciej drogi: jest albo życie, albo śmierć. Jeśli Orlen nadal będzie unikał odpowiedzi na tak jasno sformułowane pytanie, rozpoczniemy bojkot konsumencki – zapowiada. Nie wyklucza, że przyjmie on formę podobną do tej, którą obrali pro-liferzy ze Stanów Zjednoczonych. Działacze zza oceanu organizują m.in. pikiety przed hotelami, należącymi do sieci wspierającej największą organizację proaborcyjną w USA, Planned Parenthood. Pokazują zdjęcia dzieci zabitych podczas aborcji i informują, że dane hotele uczestniczą w popieraniu tego procederu.

Obrońcy życia, oprócz wspomnianej deklaracji, domagają się od Orlenu wykluczenia z grona jury prof. Wielgosia. Przedstawiciele firmy zapewniają, że ich celem nie jest ani włączanie się w spory ideologiczne, ani promowanie konkretnych nazwisk. Wybór lekarza uzasadniają jego dorobkiem naukowym. Fundacji Pro takie argumenty nie przekonują. – Mogę wskazać przynajmniej kilka osób, których dorobek naukowy jest nie mniejszy i które cieszą się nie mniejszym autorytetem, a przy tym nie odpowiadają za zabijanie dzieci – ripostuje Dzierżawski. Ma nadzieję, że nawoływanie do bojkotu nie będzie konieczne i że Orlen wycofa się z promowania prof. Wielgosia.

Orlen grozi

Jednak na razie nic na to nie wskazuje, a prawnicy koncernu straszą. „Informujemy, że upowszechnianie nieprawdziwych opinii nt. PKN Orlen lub Zarządu Spółki, które będą naruszać dobre imię lub renomę Koncernu, spotka się ze zdecydowaną reakcją prawną z naszej strony” (pismo z 14 sierpnia).

Ale fundacja nie boi się procesów, bo kłamać nie zamierza. „Podajemy i zamierzamy podawać wyłącznie prawdziwe informacje. Uhonorowanie Mirosława Wielgosia wskazuje na to, że PKN ORLEN popiera prawo do zabijania dzieci niepełnosprawnych w łonach matek” – pisze w ostatnim liście do Orlenu, który jak dotąd pozostał bez odpowiedzi. Poza tym w sprawach sądowych fundacja ma duże sukcesy. Na wokandzie odpierała m.in. zarzuty o „umieszczanie w miejscu publicznym nieprzyzwoitych treści” czy „wywoływanie zgorszenia”. Ciągnące się latami rozprawy odbywały się w Opolu, Białymstoku, Lublinie czy Łodzi. Fundacja Pro każdą z nich wygrała.

Niektórzy już protestują

–  Do tej pory chętnie tankowałem na Orlenie, ale przestałem – przyznaje Mariusz Dzierżawski. – Wiem, że na stacjach tej sieci wielu porządnych ludzi ciężko pracuje, aby zapewnić byt swojej rodzinie. I to nie jest ich wina ani ich problem. To kłopot zarządu Orlenu i jego polityki marketingowej. Już sama nazwa konkursu „Polacy z werwą” sugeruje, żeby wspierać nasze narodowe sukcesy, nasze polskie osiągnięcia. Ale jak to możliwe, że do promowania polskości wybrano człowieka, który jest odpowiedzialny za zabijanie małych Polaków? – pyta działacz pro-life.

W swojej deklaracji niekupowania na Orlenie Dzierżawski nie jest osamotniony. Bo choć jeszcze nie wiadomo, czy Orlen odwoła prof. Wielgosia z jury, wielu konsumentów zrezygnowało z oferty koncernu.

75 proc. Polaków jest pro-life

W pierwszej chwili można by pomyśleć, że skoro nie wiadomo za bardzo, o co chodzi, to na pewno o pieniądze. Tylko czy to na pewno dobry trop? Z ostatnich badań CBOS-u wynika, że 75 proc. Polaków jest przeciwnych aborcji. Popiera ją zaledwie 7 proc. naszego społeczeństwa. Zatem gdyby chodziło o zwykła ekonomię, Orlen powinien zaprosić do jury znanego pro-lifera, który rozdaje ulotki, organizuje antyaborcyjne wystawy itp. Tymczasem honoruje tym zaszczytem człowieka, który jest w naszym kraju jedną z twarzy aborcyjnego procederu. Może więc wcale nie jest tak, jak deklaruje, że odcina się od spraw ideologicznych, że światopogląd nie ma dla niego żadnego znaczenia. W końcu w zasadniczym starciu życie-śmierć koncern staje po tej ciemnej stronie. Gdyby to była tylko złośliwa plotka, to nawet w żaden sposób jej nie dementuje.

Przytoczone wyniki badań – że aż 75 proc. Polaków uważa aborcję za niedopuszczalną w  każdym przypadku – pozwalają wysnuć jeszcze jeden wniosek. Nieprawdą jest, że zwykły konsument nic nie może, bo to przecież taka ogromna korporacja. Gdyby wszyscy przeciwnicy aborcji, czyli trzech na czterech Polaków, przyłączyli się do bojkotu, to nawet monopolista dostanie po kieszeni. Tym bardziej że transport jest nierzadko znaczącym wydatkiem w domowym budżecie. My z mężem co miesiąc zostawiamy na stacji ok. 1000 zł. Do tej pory zasilaliśmy konto Orlenu, teraz tankujemy gdzie indziej. Gdyby kilka milionów Polaków postąpiło podobnie, nawet największy gracz gospodarczy musiałby się z nimi liczyć.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki