Logo Przewdonik Katolicki

Czy prace domowe to zadanie kobiety?

Bogna Białecka
Fot.

Czy we współczesnym małżeństwie można jeszcze mówić o dbaniu o dom, jako zadaniu kobiety? Czy jest możliwy sprawiedliwy podział prac? Co oznacza partnerstwo w tym zakresie?

„Nie będę służącą mężczyzny” – to hasło spotykane współcześnie nie tylko na zjazdach feministek, lecz także obecne w większości czasopism dla kobiet czy w rozmowach koleżanek. Wydaje się, że nadszedł kres czasów, gdy to kobieta wykonywała większość prac domowych. Celebrytki z kobiecych pisemek są zawsze wyemancypowane, dokonują sprawiedliwego podziału zadań z „partnerem” bądź wynajmują służącą. Nie chcemy być kuchtami, chcemy być paniami domu.

Gdy prace domowe są problemem

Joanna wykonuje tzw. wolny zawód. Jako grafik pracuje w domu. Zajmuje się też trójką dzieci, przy czym dwoje starszych uczy samodzielnie  w ramach tzw. edukacji domowej. Gdy Marek wraca z pracy, stara się przełączyć na tryb „pełnoetatowego taty”. Bawi się z dziećmi, kąpie je i czyta im bajki, gdy już leżą w łóżkach. Sprawa prac domowych jest cały czas kwestią drażliwą. Po części związane to jest z licznymi zobowiązaniami obojga rodziców, po części ze względu na brak czasu na odpoczynek. Joanna skarży się: „Mam zlecenia zawodowe, ale i tak opieka nad dziećmi jest dla mnie priorytetem. Marek jednak nie potrafi zrozumieć bałaganu wciąż obecnego w naszym domu. Uważa, że gdy wraca z pracy, dom powinien być wysprzątany”. Marek jest dobrze zorganizowany, udało mu się wynegocjować z żoną jeden wieczór tygodniowo przeznaczony na koszykówkę z kolegami: „Nie rozumiem Aśki – mówi. – Namawiam ją, by przynajmniej raz w tygodniu poszła do kina czy spotkała się z przyjaciółkami, a ona twierdzi, że jej się nie chce. Potem narzeka, że nie ma czasu dla siebie”. Jest to autentyczny problem. Gdy jedna osoba jest tak zmęczona obowiązkami, że nawet nie ma siły, by aktywnie odpocząć, trzeba coś zmienić. Składa się na to kilka spraw, często jednak jest tak, że po prostu mężczyźni nie są często świadomi ogromu pracy, jaką codziennie należy wykonać, by rodzina funkcjonowała prawidłowo.

Nie muszę być służącą

W internecie krąży zabawna anegdota o kobiecie, która pewnego dnia postanowiła rzeczywiście nic nie zrobić w domu, i o przerażającym chaosie, który zastał jej mąż po powrocie z pracy. Warto, by każdy mężczyzna ją sobie przeczytał. Nie jest bynajmniej przesadzona. Bardzo potrzebne jest też, by mężczyzna te domowe prace dostrzegał i chwalił. To nie jest tak, że dobry obiad jest czymś, „co się należy”. Słowa miłości, pochwały, komplementy i czułość są ważną częścią dobrego małżeństwa. Z drugiej strony, kobietom często się wydaje, że mężczyzna sam powinien się domyślić, co trzeba zrobić w domu. Mark Gungor ujmuje problem następująco: „Kobiety myślą: gdyby mnie naprawdę kochał, to powinien sam się domyślić. Nie powinnam go w ogóle musieć prosić”. To też nie jest tak. Mężczyźni z reguły lubią konkrety. A zatem wskazujmy konkretne zadania. Ważna jest przy tym forma – nie pretensja, nie wymówka, a właśnie prosty komunikat. Co jednak robić, jeśli mimo kilkakrotnego wyrażenia prośby mąż nadal się nie wywiązuje? Cóż. Na kilku znajomych panów dobrze podziałał obrazek znaleziony w internecie: rozwalona pralka i podpis: „Gdy mężczyzna obiecał, że coś zrobi, to to zrobi. Nie trzeba mu o tym przypominać co pół roku”. Można też uświadomić mu logiczne konsekwencje zwlekania: „Jeśli chcesz mieć czyste ubrania, potrzebna mi jest sprawna pralka. Załatw naprawę”.

Trzeci problem to współczesny zanik poczucia służby wobec rodziny, nadawanie temu negatywnego znaczenia. Niektóre rodziny funkcjonują na takiej zasadzie, jakby dom był drugim zakładem pracy. Trzeba pewne rzeczy zrobić, to się robi. Jak jest szansa się wymigać – niech inni to zrobią. Mam pewne obowiązki, co ponadto – ląduje  „poza opisem stanowiska pracy”. Lepiej jednak traktować prace domowe właśnie jako służbę wspólnocie. Dzięki temu, że razem dbamy o dom i dzieci, tworzymy prawdziwą wspólnotę. Prace wykonujmy z miłości do rodziny, nie dlatego „bo tak trzeba”. Może się to wydać dziwne, ale postawa, jaką przyjmujemy, wykonując konkretne zadania, może nam pomóc zachować pogodę ducha lub wręcz przeciwnie – sprawić, że poczujemy się nieszczęśliwi. Gdy zamiatam podłogę, myśląc: „Tworzę czysty, ciepły dom dla moich bliskich”, jestem szczęśliwsza, niż gdy myślę: „Oczywiście wszyscy bezmyślnie śmiecą i brudzą, a kto ma posprzątać, ja, czyli służąca”.

Czy można równo podzielić obowiązki domowe?

Jak jest naprawdę? Nigdy nie będzie równo i sprawiedliwie. Próby tworzenia i ścisłego przestrzegania list prac domowych, połączone z odhaczaniem, kto ile kiedy zrobił, z reguły zawodzą. Nie tylko nie pomagają w lepszej organizacji, ale pogłębiają chaos. Przykład: Wojciech miał zrobić pranie, jednak w tym czasie postanowił pomóc córce wykonać zadanie domowe. Kiedy żona chciała wrzucić wyprane rzeczy do suszarki, odkryła, że prania po prostu nie było. Co oznacza też, że córka nie będzie wieczorem prasować ubrań. Co ciekawe, badania naukowe pokazują, że w podziale prac domowych występują różnice w zależności od relacji. W konkubinatach większość prac jest wykonywana przez kobiety. One też ponoszą większość wydatków związanych z domem, na przykład na środki czystości. Konkubinaty są bardziej podobne do relacji na stancji studenckiej niż w prawdziwym domu. Studenci zasadniczo sprzątają na stancji w wersji minimum, a ci, którym bardziej zależy na czystości, ładzie czy przyjemnym zapachu, podejmują dodatkowy wysiłek. W konkubinacie zwykle to kobieta bardziej zwraca uwagę na te kwestie, a „partner” korzysta z okazji. W dobrych małżeństwach podział prac jest dość trudny do określenia. Wszystkie prace jakoś zostają wykonane, ale gdyby spróbować dokładnie opisać, co kto zrobił, byłoby trudno to odtworzyć. Wiadomo tyle, że i mąż, i żona mają w to swój wkład. Z kolei autentycznie „partnerski” podział prac domowych, gdzie rzeczywiście mężczyzna wykonuje dokładnie tyle samo zadań co kobieta i oboje się z tego rozliczają (np. w postaci arkusza), charakteryzuje związki, które zakończą się rozpadem, rozstaniem (w przypadku konkubinatu) lub rozwodem (w przypadku małżeństwa). Scott Stanley, dyrektor Centrum Studiów nad Rodziną i Małżeństwem z uniwersytetu w Denver, tłumaczy to tak: „Pary zwykle zaczynają prowadzić ewidencję prac domowych dopiero, gdy czują się zestresowane, gdy zanika więź między nimi. Konflikty związane z pracami domowymi nie dotyczą prób poprawy funkcjonowania domu, lecz są wyrazem głębszego, bardziej podstawowego problemu – poczucia wyczerpania”. Stanley dodaje, że w dobrym małżeństwie nie ma rywalizacji ani wzajemnego rozliczania się z wykonanych prac. Co więcej, w prawdziwym życiu nigdy nie udaje się uzyskać doskonałej równowagi w obciążeniu zadaniami. Można jednak sprawić, by domownicy mieli większe poczucie wspólnoty i odpowiedzialności.

W kierunku głębszej wspólnoty

Podstawą jest rozmowa zamiast narzekania i nagabywania. Niedawno czytałam anegdotę o świętym, do którego przyszła kobieta po poradę, gdyż jej mąż wcale nie pomagał w domu, tylko narzekał i robił awantury. Święty polecił jej, by zapukała do niedaleko położonego klasztoru i poprosiła o wiadro wody z cudownego źródełka. Gdy mąż wróci z pracy, ma wziąć do ust łyk tej cudownej wody i trzymać, jak długo się da. Zdarzył się cud. Po tygodniu kobieta wróciła z radosną wieścią, że mąż na nowo stał się kochającym, pomocnym człowiekiem. Święty wytłumaczył, że to nie była zasługa „cudowności” wody, lecz tego, że zamiast reagować na narzekania męża pretensjami, milczała. Do kłótni potrzeba dwóch stron... O problemach rozmawiajmy zatem na spokojnie, bez pretensji i wymówek. Jeśli rzeczywiście jedna z osób jest przytłoczona zadaniami, porozmawiajcie, w jaki sposób to rozwiązać, pamiętając, że rodzina jest jak naczynia połączone. Gdy cierpi jedna osoba, cierpią wszyscy.

Pamiętajcie też przy tym, że czasami problemem nie są prace domowe same w sobie. Narzekanie na niewłaściwą technikę sprzątania łazienki może być nieświadomym sposobem wyrażania poczucia odrzucenia czy potrzeby większej czułości lub bliskości. Może potrzebne jest wam szczere zastanowienie się: „Co właściwie się między nami dzieje? Niepokoi mnie, w jaki sposób radzimy sobie z codziennymi problemami. Porozmawiajmy o tym”.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki