Logo Przewdonik Katolicki

Boża normalność

Justyna Sowa
Fot.

Poznaliśmy się na Oazie. Ja byłem animatorem grupy, do której należała Kasia. Śmiejemy się, że uformowałem sobie żonę. Choć prawdą jest, że dopiero po skończonej formacji zacząłem o niej myśleć poważnie. I taki był nasz początek rozpoczyna rozmowę Bartłomiej Piwowarczyk.

Poznaliśmy się na Oazie. Ja byłem animatorem grupy, do której należała Kasia. Śmiejemy się, że uformowałem sobie żonę. Choć prawdą jest, że dopiero po skończonej formacji zacząłem o niej myśleć poważnie. I taki był nasz początek  – rozpoczyna rozmowę Bartłomiej Piwowarczyk.

 

Wspólnie twierdzą jednak, że miłość dojrzewała w nich powoli i spokojnie. Nie było żadnego niekontrolowanego wybuchu uczuć. Chodzili razem do szkoły i na Oazę, potem zaczęli się poznawać... W końcu zaprosił ją do teatru. Żona Kasia przyznaje dziś, że wtedy jeszcze nie wiedziała, co się święci. – Miałam 18 lat i imponowało mi to, że jest inny od chłopaków, których znam. Wreszcie pojechali razem na rekolekcje dla narzeczonych (choć sami jeszcze narzeczonymi nie byli). – Chcieliśmy jechać na wspólne rekolekcje, a akurat w tym czasie odbywały się tylko takie – tłumaczy Kasia. – Tam pierwszy raz pomyślałam sobie, że on mógłby być moim mężem. – Oboje także modliliśmy o dobrego współmałżonka. Osobno, jeszcze wtedy, gdy się nie spotykaliśmy – dodaje Bartek. – Cały czas więc trwaliśmy przy Panu Bogu. Na rekolekcjach dla narzeczonych przeprowadziliśmy wiele rozmów, poznaliśmy się lepiej. Pisaliśmy też do siebie listy. I tam odkryliśmy wspólny kierunek: że chcemy mieć dużą rodzinę, drewniany domek.
 
Bez ćwierkania
Czas narzeczeństwa rozpoczął się od zaręczyn. – Pamiętam, że kiedy tego dnia wracaliśmy z filharmonii, bo tam mnie Bartek najpierw zabrał, to dostałam SMS-a z gratulacjami od kolegi. I zastanawiałam się, o co mu chodzi! Chwilę potem sama się przekonałam – uśmiecha się Kasia.
Oboje przyznają, że w ich narzeczeństwie nie było ćwierkania. Po prostu spokojnie przygotowywali się do małżeństwa. Nie do ślubu (jaka sala, data, sukienka), ale właśnie do małżeństwa, czyli do wspólnego życia razem. Następnego dnia po zaręczynach pojechali do Częstochowy i… od tamtej pory odwiedzają Jasną Górę co roku. Teraz także z córkami Danusią i Marysią.
 
Przemycanie Pana Boga
Bartłomiej jest pasjonatem piłki nożnej. – Mnie za to piłka nigdy nie fascynowała – mówi Kasia. – Nawet ostatnio uświadomiłam sobie, że na żadne mecze męża nie chodziłam. Nie byłam jego fanką, nawet czasem denerwowałam się, kiedy musiał iść na trening, zamiast pobyć ze mną dłużej – tłumaczy dalej. – Dopiero niedawno zaczęłam się bardziej interesować. – Żona była ze mną na kilku meczach reprezentacji i nawet się jej podobało. – To znaczy nie jestem zafascynowana bieganiem za piłką i dalej nie wiem, co to jest spalony, ale powiedzmy, że ten sport stał mi się bliższy – z uśmiechem prostuje żona.
Dziś piłka nożna stanowi utrzymanie rodziny. Bartek bowiem założył szkółkę, która prężnie się rozwija. Ćwiczy w niej ponad 250 dzieciaków, zatrudnionych jest prawie dziesięciu trenerów. Ale nie tylko treningi są tam ważne. – Stawiamy na wychowanie chłopców. Mamy swój dekalog, chcemy, by nasi wychowankowie byli w przyszłości dobrymi ludźmi, mężami, ojcami, współpracujemy z ich rodzicami, a przy okazji staramy się przemycać Pana Boga – opowiada Bartłomiej. – Dwa razy w roku organizujemy imprezy. Jedna to mikołajki, druga – zakończenie sezonu. Mamy wtedy wspólną Mszę św., a potem inne atrakcje. Na obozach piłkarskich zawsze chodzimy na niedzielną Eucharystię, chyba że rodzice zawodnika wyrażą pisemny sprzeciw, wtedy muszę to uszanować – tłumaczy trener.
 
Czas dla dzieci, czas dla żony
Bartek przyznaje, że bardzo lubi swoją pracę i że zajmuje mu ona wiele czasu. Czasem więc trudno jest znaleźć go jeszcze dla rodziny, ale stara się ze wszystkich sił. – Osobno traktuję czas dla dzieci, a osobno dla żony. Jeśli chodzi o ten pierwszy, to kiedy tylko mogę, czytam przed snem dziewczynkom bajki. Pilnuję, by było tak codziennie – mówi Bartek. Co do czasu dla żony, to stanowią go choćby randki, na które wciąż (dzięki pomocy rodziny) regularnie chodzą. – Lubimy wyjść do teatru, na spacer, do restauracji. Bardzo o to dbamy – mówią. – To ważny czas budowania relacji. Cała nasza rodzina na tym korzysta. A dzieci już wiedzą, że raz na jakiś czas wychodzimy gdzieś sami – tłumaczą. Z drugiego pokoju odzywa się mała Danusia, która potwierdza, że wraz z młodszą siostrzyczką wiedzą o randkach rodziców i akceptują ten proceder. – Ja większość czasu spędzam w domu z dziewczynkami, więc kiedy możemy gdzieś wyjść, jest to dla mnie ogromna radość – mówi Kasia. Szczególnie miło wspominają kurs małżeński, w którym uczestniczyli w ubiegłym roku w Kamieniołomie Jana Pawła II.
Co wieczór ustalają plan na następny dzień. Takiego stylu życia uczą córeczki – znają rytm dnia, a to daje im poczucie bezpieczeństwa. Małżonkowie dbają także o to, by choć jeden posiłek dziennie jeść wspólnie, przy zapalonej świeczce. – To bardzo scala rodzinę – z przekonaniem mówi Kasia. Pilnują tego, mimo iż żadne z nich nie wyniosło takiej praktyki z domu rodzinnego.
A w wakacje całą rodziną wyjeżdżają nad polskie morze. – Czekamy na to z utęsknieniem i radością zbierając środki do skarbonki i rezygnując z innych dobrodziejstw. Dla nas to piękne wspomnienia z wyjazdów kolonijnych, dla dziewczynek zabawa w piasku i naciąganie rodziców na gofry i lody.
 
Czasem się podśmiechują
Kasia pracuje w Poradni Życia Rodzinnego. – Spotykam się z narzeczonymi i małżonkami i jest to dla mnie ciekawe doświadczenie. Przychodzą, by porozmawiać o swoim małżeństwie lub by zażegnać kryzys. Czasem tylko pojawiają się narzeczeni „po podpis na papierze”. – Rozmawiam z nimi wszystkimi. Najwięcej mówię o naturalnych metodach planowania rodziny i obalam mity na ten temat. Przychodzą osoby z kartami obserwacji, by im coś wytłumaczyć, pomóc. Sama także dzielę się z nimi swoim, choć jeszcze niewielkim, doświadczeniem małżeńskim. Kasia podkreśla, że niezwykle miłe są takie wizyty, kiedy pojawiają się kobiety w różnym wieku (narzeczone i mężatki) i proszą, by nauczyć je naturalnych metod, bo chcą zacząć je stosować. – Inni patrzą na mnie z przymrużeniem oka albo mówią, że nie znają nikogo, kto stosuje naturalne metody planowania rodziny. Odpowiadam im wtedy z uśmiechem, że w takim razie już znają. Piwowarczykowie nie kryją się bowiem z tym, że korzystają z naturalnych metod. – Ja w swoim środowisku także mówię o tym wprost i rzeczywiście czasem się ze mnie podśmiechują, ale zdecydowana większość szanuje ten wybór i próbuje się czegoś więcej dowiedzieć – wtrąca Bartek.
Oboje małżonkowie potwierdzają, że to cementuje ich związek, choć nie jest łatwo. – Ale wszystko to, co kosztuje trochę wysiłku, potem jest piękniejsze – mówi Kasia. – O tak, kiedy mija czas czekania na siebie, jest bardzo pięknie – dodaje Bartek z uśmiechem. – Bardzo ważne jest tu wsparcie męża. A czas czekania na siebie uczy cierpliwości. Również do siebie.
 
Jednym głosem
Mówią, że się kłócą. Ale zaraz potem godzą. – Uważam, że to również jest ważne, żeby się dobrze pokłócić – mówi Kasia. – Potem napięcie z nas schodzi, jest czas wyciszenia i spokoju. – Wydaje mi się, że ostatnio coraz mniej jest takich sytuacji – z zastanowieniem dodaje Bartek. – To wynika chyba z tego, że coraz lepiej się znamy i rozumiemy, wiemy, czym się wzajemnie wkurzyć i wiemy co zrobić, żeby konflikt zażegnać – tłumaczy.
Także w wychowaniu dziewczynek chcą kierować się dobrymi zasadami. – Staramy się mówić jednym głosem – stwierdza Kasia. – To nie znaczy, że zawsze we wszystkim się zgadzamy, ale jeśli któreś z nas powie coś wcześniej, to drugie, z zasady, nie podważa zdania współmałżonka przed dziećmi. Ewentualnie potem wspólnie o tym rozmawiamy.
– Czego mogę wam życzyć? – Pytam na koniec. – Jeśli chodzi o rzeczy materialne, to zdecydowanie własnego domu. Codziennie modlimy się w tej intencji, oddajemy nasze plany Panu Bogu i czekamy. Tak, dziś zdecydowanie wszystkie drogi prowadzą do... domu.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki