Logo Przewdonik Katolicki

Owady atakują

Renata Krzyszkowska
Fot.

To wojna i to w dodatku taka, którą przegrywamy. Co roku o tej porze gryzą nas komary, meszki, osy, pszczoły szerszenie, a nawet biedronki. Obecnie zmasowany atak przeprowadzają zwłaszcza komary, a jest ich tak dużo, że możemy już mówić o pladze.

Tak duża, jak w tym roku, liczebność komarów może być spowodowana m.in. spóźnioną wiosną. Z powodu chłodów wiosenne komary się nie wylęgły, a potem nagle nastąpiła ich kumulacja. Pojawiły się komary wiosenne razem z tymi nieco późniejszymi. W walce z nimi nie jesteśmy całkiem bezradni, o ile tylko nie zlekceważymy przeciwnika. Najważniejsze to dobrze go rozpoznać. A jest on nie byle jaki. Komary żyją na ziemi już od wielu milionów lat i jest ich ponad 3000 gatunków, w Polsce ok. 50. Odgrywają w przyrodzie ważną rolę, m.in. są pożywieniem dla ryb, gadów, płazów i ptaków. Niestety mogą przenosić wiele chorób, na szczęście głównie w tropikach. Do jednej z najgroźniejszych należy malaria, na którą choruje 250 mln ludzi na świecie. Komary żyjące w Polsce na szczęście nie roznoszą chorób, ale i tak potrafią zatruć życie, a zwłaszcza wakacyjny wypoczynek. Samce żywią się nektarem kwiatów, samice wolą krew ludzi i zwierząt, nie tylko ssaków, ale także płazów i gadów, a nawet innych owadów. Z krwi przyswajają białko, które jest im niezbędne do wyprodukowania jaj, nawet do tysiąca na raz. Samice składają je w wodzie. Niestety tej wiosny jej nie brakowało. Z jaj wylęgają się larwy, które z czasem przekształcają się w poczwarki i na koniec w osobniki dorosłe. Łatwo nas namierzają m.in. po zapachu zawartego w naszym pocie amoniaku i wydychanym dwutlenku węgla. Mówiąc wprost, traktują nas jak chodzące bufety. W czasie picia krwi komarzyca wydziela feromon, który zwabia kolejne samice. Właściwie z komarami dałoby się wytrzymać, gdyby nie fakt, że ich ślina ma w swym składzie substancje silnie drażniącą naszą skórę. Po ukłuciu szybko zaczyna więc nas swędzić, piec i puchnąć. W takiej sytuacji nie ma mowy o udanym grzybobraniu, wędkowaniu czy relaksie na działce. No chyba, że mamy z komarami tak dobre relacje jak św. Róża z Limy (zmarła w 1617 r.), która w swej samotni mieszkała z tysiącami komarów i żaden ani razu jej nie ugryzł. Jak powiedziała „Weszłam w przyjaźń z komarami i umówiłam się z nimi, że nie będziemy się wzajemnie krzywdzić. Postanowiliśmy, że nie tylko będziemy w zgodzie przebywać pod jednym dachem, ale że one w miarę sił będą mnie wspierać w wychwalaniu Boga”.

 

Chroń się kto może

Nam chyba jednak pozostaje skorzystanie z dostępnych w sprzedaży repelentów (od łac. repellere – odstraszać, odrzucać), czyli kremów, żeli i preparatów w sprayu, a nawet kadzidełek zniechęcających owady do ataku. Dobrze nadają się też naturalne olejki, m.in. goździkowy, z trawy cytrynowej, cynamonowy, anyżkowy, lawendowy czy sosnowy, ale nie działają zbyt długo i mogą uczulać. Zwłaszcza w przypadku dzieci dobrze jest rozcieńczyć je wodą lub alkoholem i spryskać ubranie, a nie skórę. Zawsze też należy pamiętać o odpowiednim ubiorze i moskitierach w oknach lub choć nad miejscem, gdzie śpimy. Gdy już dopadnie nas komar, miejsce ukłucia posmarujmy preparatem łagodzącym powstałe podrażnienia skóry. Dobrze też na opuchnięte miejsce przyłożyć okład z Altacetu czy choćby plasterek surowego ziemniaka lub cebuli. Ukłucie komara rzadko jest przyczyną poważniejszych komplikacji, ale jeśli zaatakowały dziecko i skóra wygląda szczególnie nieładnie, a temperatura ciała wzrasta, można zgłosić się do lekarza, który przepisze leki przeciwhistaminowe.

Niestety, w ciągu jednego sezonu pojawia się kilka pokoleń komarów. Specjaliści twierdzą, że jeśli lato będzie wilgotne, będą nam one towarzyszyły nawet do początków jesieni. Od kilku lat atakują nas także biedronki, a dokładnie ich azjatycka odmiana. Bardzo przypomina naszą biedronkę, ale zwykle jest od niej nieco większa. Po jej ugryzieniu zostaje ślad, i może też dochodzić do powstawania odczynów alergicznych. Jednak spośród wszystkich polujących na nas owadów najbardziej drapieżnymi wydają się meszki. Jest ich ok. 50 gatunków. Nie kłują, tylko rozrywają skórę swoimi małymi szczękami i zlizują krew. W miejscu pokąsania pojawia się często stan zapalny. Ranki długo się goją, szczególnie u osób chorych na cukrzycę i z zaburzeniami krążenia, u których wszystkie rany trudniej się leczą. Lekarze radzą, by nie dotykać pogryzionych miejsc, bo łatwo możemy zainfekować ranę. Jedyne, co możemy zrobić, to zdezynfekować ją np. wodą utlenioną.

 

Inwazja żądeł

Najwięcej strachu budzą jednak owady błonkoskrzydłe, czyli osy, pszczoły, trzmiele i szerszenie. Właśnie teraz przypada ich czas rozrodu, dlatego są szczególnie aktywne. Niestety owady te budują swoje gniazda blisko siedzib ludzkich, np. w komórkach, na strychach, pod okapami dachów czy pod balkonami. O tej porze roku w całym kraju straż pożarna interweniuje codziennie nawet setki razy wzywana przez zaniepokojonych mieszkańców. Strażacy wyposażeni w odpowiednie kombinezony, chemicznie ogłuszają owady i przenoszą gniazda do lasu. Gdy zagrażający ludziom rój jest głęboko schowany w trudno dostępnym miejscu, np. w murze budynku, strażacy muszą po prostu go zamurować i te, które są w środku niestety giną. Za usunięcie gniazda nie płacą osoby wzywające, ale akcja taka nie jest tania, poza tym odciąga strażaków od innych ważnych zadań. Zawsze należy się dobrze zastanowić, czy owady rzeczywiście komuś zagrażają, by nie wzywać pomocy pochopnie.

 

Niebezpieczne wstrząsy

Według statystyk co roku kilkanaście osób umiera wskutek ukąszenia owadów błonkoskrzydłych, choć dane te uważa się za niedoszacowane. Bezpośrednią przyczyną śmierci jest najczęściej wstrząs anafilaktyczny występujący w ciągu 10–15 minut od chwili użądlenia. Dotyczy to osób uczulonych na jad. Najpierw chory zaczyna mieć dreszcze, występuje uogólniona pokrzywka, potem pojawia się obrzęk, wymioty, zawroty głowy, ucisk w klatce piersiowej. Do tego dołączają się kłopoty w oddychaniu, świsty, zaburzenia mowy i połykania. Na końcu chory traci przytomność, sinieje, dochodzi do ostrej niewydolności krążenia. Osoby uczulone powinny w sezonie letnim zawsze mieć przy sobie strzykawkę z adrenaliną oraz lek przeciwhistaminowy w tabletkach i użyć je natychmiast po użądleniu. Zastosowanie adrenaliny i pozostałych leków nie zwalnia z konieczności wezwania pogotowia ratunkowego lub udania się do szpitalnego oddziału ratunkowego. Żadnego ukąszenia nie należy lekceważyć, bowiem nigdy nie wiadomo, czy nie jesteśmy uczuleni na jad owadów. Zawsze, o ile to możliwe, należy wyciągnąć żądło. Jeśli nawet nie doznamy wstrząsu, niebezpieczne jest każde użądlenie w szyję lub w gardło (jeśli połkniemy owada). Powstały po użądleniu obrzęk może na tyle utrudnić oddychanie, że się udusimy. Nawet jeśli zostaliśmy użądleni w nogę czy palec, dobrze zgłosić się do lekarza. Z roku na rok wzrasta bowiem częstość dużych reakcji miejscowych. Lekarz zdecyduje, czy podać miejscowo i doustnie lek przeciwhistaminowy, w cięższych przypadkach także leki z grupy glikokortykosteroidów oraz antybiotyk w przypadkach nadkażenia bakteryjnego w miejscu po ukąszeniu. Wysoce skuteczną metodą zapobiegania poważnym reakcjom po ukąszeniach jest przeprowadzane odczulanie jadem owadów, do którego kwalifikację przeprowadza lekarz alergolog.


Co robić, by nie być łatwym celem owadów błonkoskrzydłych?

 

– chodzić w obuwiu zakrywającym stopy i stroju z długimi nogawkami i długimi rękawami

– unikać noszenia odzieży w jaskrawych kolorach

– nie używać perfum i dezodorantów o intensywnym zapachu

– unikać jedzenia na świeżym powietrzu, zwłaszcza niebezpieczne jest picie słodkich napojów z ciemnych butelek lub puszek, bo można nie dostrzec owada, który wszedł do środka

– nigdy nie atakować owadów, samodzielnie nie usuwać ich gniazd, bez potrzeby nie zbliżać się do nich, a także do uli i pasiek

– stosować dostępne w sprzedaży środki odstraszające owady

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki