Logo Przewdonik Katolicki

Być synem miłującego Ojca

Ks. Mariusz Pohl
Fot.

Często gdy zrobimy coś złego, boimy się, jak Bóg zareaguje, co pomyśli ksiądz, co powiedzą ludzie. Te lęki nas paraliżują i odbierają trzeźwość myślenia. Przypowieść o synu marnotrawnym uczy: nie odchodź, nie podejmuj pochopnych decyzji, sprzecznych z Bożą wolą, a jeśli już odejdziesz i pogubisz się, wracaj czym prędzej.

Wszyscy dobrze znamy tę przypowieść i wzruszamy się nią. Akcent kładziemy zwykle na moment powrotu i niespodziewanego przyjęcia przez ojca. Rzeczywiście, jego reakcja była zaskakująca, budząca zdziwienie i oburzenie starszego brata. W zasadzie jesteśmy gotowi przyznać mu rację: postawa taty nie jest zbyt wychowawcza. Tymczasem to właśnie w tej postawie kryje się najważniejsze przesłanie przypowieści, wręcz cała kwintesencja Ewangelii.

Zwątpienie w miłość

Podstawowy walor dydaktyczny tej przypowieści nie zawiera się w scenie powrotu i spotkania z ojcem, lecz w pierwszych zdaniach opowiadania. Uczy ono, że człowiek ponosi skutki swoich wyborów, że trzeba przewidywać konsekwencje, bo będzie się ponosić odpowiedzialność za swoje decyzje. Syn podjął pochopną decyzję, beztrosko przepuścił pieniądze i to się zemściło. To jest pierwsze przesłanie przypowieści: odejście człowieka od Boga, wzgardzenie Jego zasadami, miłością i bliskością srodze się mści na człowieku. Ilu nieszczęść można by sobie zaoszczędzić, gdyby wyciągnąć z tej prawdy praktyczne wnioski i odpowiednio je zastosować.

Fundamentalny grzech odejścia od Boga i wzgardzenia Jego mądrością i prawem, poza obrazą Boga, dla człowieka oznacza same kłopoty i pociąga za sobą dalszą eskalację niemoralności. Po raz pierwszy ten schemat uwidocznił się przy grzechu pierworodnym. Na pierwszy rzut oka Ewa z Adamem nie uczynili właściwie nic złego: zerwali tylko owoc. Nie chodziło jednak tylko o jedzenie, ani nawet o nieposłuszeństwo wobec zakazu. Chodziło o coś znacznie więcej: o zniszczenie zaufania, zwątpienie w Bożą miłość, czyli ostatecznie o odrzucenie Boga. To jest praprzyczyna i korzeń każdego grzechu – zerwanie więzi z Bogiem. A dalej idzie już z górki: zło krzewi się samo i nabiera tragicznych w skutkach, szkodliwych i bolesnych kształtów.

Podobny schemat zrealizował się także w przypadku syna marnotrawnego. Najpierw odszedł od ojca, i to w atmosferze zarozumiałej pewności siebie i bezdusznych roszczeń. Potem nastała krótka i burzliwa epoka beztroski, używania i rozpusty, a na koniec czas biedy i upokorzenia. Na szczęście sytuacja kryzysowa, a właściwie dosięgnięcie dna, wyzwoliła w nim trwogę i właściwe skojarzenia: jedynym ratunkiem w takiej sytuacji jest powrót do domu ojca, choćby w charakterze najemnika.

Zaślepieni pychą

Warto się wczuć w jego przeżycia i myśli. Z jednej strony bezsilna rozpacz i brak jakichkolwiek perspektyw, z drugiej – poczucie winy, wstyd, obawa przed wymówkami, upokarzającym przyjęciem i niepewną przyszłością. W dzisiejszych czasach fałszywa duma i rozpacz stanowiłyby pewnie dla wielu przeszkodę nie do pokonania. Niektórzy woleliby wejść na drogę przestępstwa lub stać się bezdomnym, niż z pokorą prosić o przebaczenie. Wspomnijmy historię młodego chłopaka, który na basenie kąpielowym nieopatrznie wspiął się na wysoką wieżę do skosów akrobacyjnych. Kiedy stanął na szczycie, perspektywa skoku go przeraziła. Gdy jednak w dole zobaczył kolegów, jeszcze bardziej przeraził się ich drwin. Zamiast bezpiecznie się wycofać i zejść po drabince zaryzykował skok i niestety poturbował się, uderzając o powierzchnię wody. Koledzy i tak się śmiali, a w dodatku zarzucili mu głupotę: a kto ci kazał skakać, nie mogłeś normalnie zejść?

W naszej relacji z Bogiem mamy do czynienia z podobnym schematem myślowym: boimy się, jak Bóg zareaguje, co pomyśli sobie ksiądz, co powiedzą ludzie, jak ja będę wyglądał. Te lęki nas paraliżują i odbierają trzeźwość myślenia. Przypowieść o synu marnotrawnym uczy: nie odchodź, nie podejmuj pochopnych decyzji, sprzecznych z Bożą wolą, a jeśli już odejdziesz i pogubisz się, wracaj czym prędzej. Nie brnij w rozpacz i w sytuacje bez wyjścia. Droga powrotu jest zawsze, trzeba tylko odważyć się, by ją wybrać. Niestety, pycha nas często zaślepia i nie pozwala dostrzec najprostszego rozwiązania.

„Lepszy” starszy brat

Ale przypowieść niesie jeszcze jeden przekaz i wzorzec dydaktyczny: postać drugiego brata. Wydawać by się mogło, że w porównaniu z rozrzutnym bratem ten jest porządny, pracowity, lojalny i wierny. Na pewno tak. Taki człowiek sprawdziłby się doskonale jako pracownik czy zarządca, ale do roli syna to nie wystarczy. W niespodziewanej sytuacji powrotu wyrodnego brata w starszym nagle wyzwolił się cały, skrywany przez lata, ładunek resentymentu, żalu, pretensji, zazdrości, a ostatecznie niewolniczej podległości i lęku. Można odnieść wrażenie, że ten starszy brat w ogóle nie rozumiał ojca ani siebie, swojej roli i pozycji. Nie potrafił być synem, a więc i nie potrafił traktować ojca jako ojca. Wyrządził mu krzywdę i sprawił ból, podobnie jak tamten brat, choć zrobił to na zupełnie inny sposób. Jemu zabrakło zaufania, miłości i szczerości, zabrakło bliskiej i serdecznej relacji, jaka powinna łączyć ojca z synem.

I to jest główny problem wiary wielu z nas. Sprowadzamy swoją wiarę tylko do niewolniczej moralności lęku, do asekuracyjnej taktyki przymilania się i religijnej poprawności. W naszej religijności jest więcej pozorów, dyplomacji i kalkulacji aniżeli szczerej miłości i pokory. Choć być może trudno byłoby nam coś konkretnego zarzucić, ale też i nie byłoby za co pochwalić. I jeden, i drugi brat są dla chrześcijan raczej znakami przestrogi niż wzorami do naśladowania. Nie tak powinna wyglądać wiara.

Gdzie zatem szukać wzorców? Jest jeden niedościgły: Jezus Chrystus, Jednorodzony Syn Ojca. To prawda, że Jego pozycja, tożsamość i byt są zupełnie poza zasięgiem naszych możliwości, ale przez ufne zjednoczenie i pokorne naśladowanie możemy uczestniczyć w Jego doskonałym synostwie. Tylko w Jezusie możemy wołać „Ojcze nasz”.


 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki