Logo Przewdonik Katolicki

Miłość, jakiej uczy Jezus

Ks. Marek Dziewiecki
Fot.

Już pierwsze zdanie Katechizmu ukazuje specyfikę wiary chrześcijańskiej, gdyż wyjaśnia, iż wiara ta to efekt spotkania człowieka z Bogiem, który stwarza nas na swoje podobieństwo i powołuje do życia w miłości. Swoją miłość Stwórca najbardziej objawia przez swego Syna, którego posłał jako Odkupiciela i Zbawiciela, gdy nadeszła pełnia czasów (KKK, Wstęp, 1).

Już pierwsze zdanie Katechizmu ukazuje specyfikę wiary chrześcijańskiej, gdyż wyjaśnia, iż wiara ta to efekt spotkania człowieka z Bogiem, który stwarza nas na swoje podobieństwo i powołuje do życia w miłości. Swoją miłość Stwórca najbardziej objawia „przez swego Syna, którego posłał jako Odkupiciela i Zbawiciela, gdy nadeszła pełnia czasów” (KKK, Wstęp, 1).

 

W centrum wiary chrześcijańskiej jest zatem Jezus Chrystus.  Dzięki temu, że Bóg objawił się pierwszym ludziom i że towarzyszył ludzkości po grzechu pierworodnym, mogliśmy od najdawniejszych pokoleń uwierzyć w to, że On istnieje, że się o nas troszczy, że jest miłością, że nas kocha. Jednak tylko sam Bóg mógł nam do końca objawić sposób, w jaki nas kocha i w jaki każdy z wierzących w Niego  powinien naśladować. Żaden człowiek nie był w stanie opowiedzieć nam w pełni wiarygodnie i wyczerpująco o tym, jak nieodwołalnie, jak ofiarnie (aż do krzyża) i jednocześnie jak mądrze Bóg kocha człowieka.

Benedykt XVI przypomniał nam o tej podstawowej prawdzie Objawienia na początku Roku Wiary: „Sam Bóg ukazał się nam w Chrystusie, objawił swoje oblicze i stał się rzeczywiście bliskim wobec każdego z nas. Co więcej, Bóg objawił, że Jego miłość wobec człowieka, względem każdego z nas jest bez miary: na Krzyżu Jezus z Nazaretu, Syn Boży, który stał się człowiekiem, ukazuje nam w najjaśniejszy sposób, jak daleko posuwa się ta miłość – aż do daru z siebie, aż do całkowitej ofiary. (…) Wiara jest uwierzeniem w tę miłość Boga, która nie słabnie w obliczu niegodziwości człowieka, w obliczu zła i śmierci, ale jest zdolna do przekształcania wszelkiej formy zniewolenia, dając możliwość zbawienia” (Watykan, 24.10.2012.).

 

Istotą wiary chrześcijańskiej jest wiara w to, że Bóg kocha nas nieodwołalnie, poznawanie sposobu, w jaki kocha nas Jego Wcielony Syn oraz naśladowanie takiej właśnie miłości. Kochać jak Jezus, czyli według tych zasad, których On nas uczy, to najważniejszy sprawdzian, a jednocześnie najdojrzalszy owoc wiary przyjętej i praktykowanej. Miłość, którą Jezus nas pierwszy pokochał i której nas uczy, nie jest popędem, współżyciem seksualnym, uczuciem, zakochaniem, tolerancją, akceptacją, „wolnym związkiem”, ani naiwnością. Jego miłość to jednocześnie szczyt dobroci i mądrości. To najlepszy ze wszystkich możliwych sposobów odnoszenia się człowieka do człowieka. Przedmioty materialne są obojętne na miłość i nie interesują się miłością. Dla wszystkiego, co materialne, miłość jest bezużyteczna, a dla ludzi jest ona siłą i pokarmem, bez którego trudno żyć. Najbardziej upewniają nas o miłości ci, którzy potrafią cierpieć z nami i dla nas. Bóg o tym wie i dlatego postanowił upewnić nas o swojej miłości przez to, że pozwolił się przybić do krzyża.
Prawdziwa miłość między ludźmi jest zawsze naśladowaniem miłości Jezusa, a ta Jego miłość jest bezwarunkowa, wierna i ofiarna, a jednocześnie mądra. Upewnia nas o tym Jezus w przypowieści o synu marnotrawnym. Mądrze kochający ojciec – który jest symbolem Boga – nie wycofuje miłości, nie zsyła mu żadnych kar ani cierpień, a jednocześnie nie przeszkadza synowi ponosić bolesne konsekwencje błędów, które tenże syn popełnia. Ojciec wie, że na skutek cierpienia błądzący syn ma szansę zastanowić się i powrócić (por. Łk 11–32).
Chyba najbardziej zaskakuje nas fakt, że Jezus, który każdego człowieka kocha bezwarunkowo, nieodwołalnie i ofiarnie aż do oddania życia, każdemu – jak opisują to Ewangelie – okazuje tę miłość w inny, niepowtarzalny sposób. On uczy nas przez to miłości mądrej, czyli komunikowanej w sposób dostosowany do sytuacji i zachowania danej osoby.
 
Gdy Jezus spotykał ludzi szlachetnych, wtedy komunikował im miłość przez to, że ich na różne sposoby wspierał: przytulał, uzdrawiał, rozgrzeszał, stawiał za wzór, chronił, spełniał ich prośby, potwierdzał, że są błogosławieni (zob. np. Mt 8, 5–13; Mt 9, 1–2; Mt 9, 20–22; Mt 12, 49–50; Mk 5, 35–42; Łk 6, 20–23; Łk 7, 24–28; Łk 19, 1–10; J 8, 10–11; J 11, 38–44). Takim ludziom okazywał miłość z radością i w sposób, który zwykle uznajemy za jedyny sposób komunikowania miłości.
Gdy Jezus spotykał błądzących, to okazywał im miłość w zupełnie inny sposób. Takich ludzi nie tolerował, nie akceptował, lecz twardo upominał i stanowczo wzywał do nawrócenia: „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie” (Łk 13, 3; zob. też np. Mt 18, 6–10; Mt 18, 15; Mk 11, 15–17; Łk, 6, 41–41; Łk 7, 31–35; Łk 10, 13–16; ).
Gdy Jezus spotykał krzywdzicieli, wtedy się przed nimi bronił. Dla przykładu, nie pozwolił, by strącili Go ze skały w miejscowości, w której nauczał (zob. Łk 4, 28–30). Ukrywał się przed tymi, którzy chcieli Go zabić (zob. J 8, 59; J 11, 54). Bronił się przed Annaszem i Kajfaszem (zob. Mk 14, 62; J 18, 19–21), a także przed Piłatem (zob. J 18, 33–38; J 19, 11–12). Innym razem bronił się przed żołnierzem, który Go uderzył (zob. J 11, 23). Obrona przed krzywdzicielem jest wyrazem dojrzałej miłości, gdyż daje szansę na to, że krzywdziciel nie stanie się jeszcze większym krzywdzicielem i nie zaciągnie jeszcze większej winy. Przeciwnie, ma szansę zastanowić się, nawrócić i uratować przed potępieniem (zob. Mt 26, 64; Mk 14, 48–49). Dopiero wtedy, gdy Jezus nauczył nas kochać (ale nie wcześniej!), pozwolił przybić się do krzyża po, by nas upewnić o tym, że kocha bezwarunkowo. Oddanie się w ręce krzywdzicieli było jednak w postępowaniu Jezusa wyjątkiem, a nie regułą.
Gdy Jezus spotykał ludzi faryzejskich i przewrotnych, którzy z premedytacją usiłowali żyć kosztem innych ludzi, wtedy ich publicznie demaskował. Wyjaśniał tłumom ludzi dobrej woli, że ich uczeni w Piśmie i faryzeusze to plemię żmijowe i ślepi przewodnicy, których trzeba się strzec (zob. Mt 23, 2–33; Mt 26, 20–25; Mk 3, 22–30; Mk 7, 1–13; Mk 10, 13–16; Mk 12, 38–40; Łk 11, 37–52). Gdy natomiast spotykał ludzi, którzy kochali bardziej niż inni, to komunikował im miłość przez to, że ich wyróżniał, że okazywał im niezwykłe zaufanie i że zawierzał im losy Kościoła, czyli losy ludzi, których kocha nieodwołalnie (zob. J 21, 15–17).

W aspekcie miłości chrześcijaństwo wnosi jakościową nowość w stosunku do Starego Testamentu. „Jezus czyni miłość przedmiotem nowego przykazania” (KKK 123). Wcielony Syn Boży wprowadza ważną nowość co do miłości bliźniego. Otóż chrześcijanie są powołani do tego, by kochać bliźniego w sposób, w jaki Jezus nas pierwszy pokochał (por. J 13, 34). Tymczasem Stary Testament polecał, by kochać bliźniego tak jak siebie samego, czyli by sposób odnoszenia się do bliźniego był podobny do sposobu, w jaki dany człowiek odnosi się do samego siebie (por. Kpł 19, 18). Odkąd w Chrystusie ludzkość zobaczyła, w jaki sposób Bóg kocha człowieka, nie musimy już uczyć się miłości po omacku, ani opierając się na najbardziej niebezpiecznej z metod, jaką jest metoda prób i błędów. 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki