Logo Przewdonik Katolicki

Niezłomny biskup kresowy

Ryszard Gromadzki
Fot.

Zmarły pod koniec grudnia ubiegłego roku abp Ignacy Tokarczuk był nie tylko wielkim pasterzem Kościoła, ale i wzorem Polaka. Wywodzący się spod kresowego Zbaraża hierarcha był niczym rycerze sprzed wieków, odpierający w tym miejscu hordy tatarsko-kozackie, nieustraszonym obrońcą wiary.

 

Cóż szczególnego było w osobowości tego „ostatniego kresowego biskupa”, co postawiło go w rzędzie największych postaci polskiego Kościoła ostatnich dziesięcioleci? Ze świadectw i wspomnień wyłania się kapłan żarliwej wiary i niezłomnego charakteru. Nieugięty w czasach komunistycznego zniewolenia. Biskup, którego ogromny wkład w tworzenie Kościoła w diecezji przemyskiej trudno przecenić. W czasach pasterzowania bp. Tokarczuka w Przemyślu w latach 1966–1993 wybudowano w tamtejszej diecezji blisko 400 kościołów (w zdecydowanej większości bez zezwolenia władz), utworzono 220 nowych parafii. Ten ewenement w skali polskiego Kościoła był możliwy dzięki niezwykłej jedności arcybiskupa z wiernymi i kapłanami diecezji. Jedności, której w żaden sposób nie potrafili podważyć komuniści, mimo że zarówno na przemyskiego pasterza, jego kapłanów, jak i wiernych zaangażowanych na rzecz Kościoła przez cały ten czas spadały szykany i prześladowania. Abp Tokarczuk tę jedność powierzonego sobie Kościoła lokalnego wymodlił i niejako „zaprogramował” już na początku swojej posługi w Przemyślu. Podczas ingresu w tamtejszej katedrze 6 lutego 1966 r. mówił, zwracając się do kapłanów i wiernych: „Kochajcie i szanujcie lud Boży naszej diecezji, naszego kraju. (…) Zaklinam Was: kochajcie, szanujcie i naprawdę ze czcią i z wielkim braterstwem odnoście się do ludu Bożego. A ty, ludu Boży, szanuj i kochaj swoich kapłanów. (…) Dzisiaj kapłan jest nieraz osamotniony, bo jest tylko człowiekiem i ma tyle ludzkiej siły, co każdy z Was. I może czasem cierpieć, może się czasem załamywać, jest często szkalowany, nieraz opluty, oczerniany, nie może się bronić i czuje nieraz ciężko swoje opuszczenie i samotność. Miejcie serca dla kapłanów, bo służą wielkiej sprawie, w wymiarach historycznych, dla Narodu i dla Kościoła”. Wezwania wypowiedziane przez biskupa przemyskiego trafiły na podatny grunt. Tamtejszy Kościół cieszył się i cieszy się nadal licznymi powołaniami, a wspólnota wiernych jest żywa i prężna. Wielka w tym zasługa zmarłego hierarchy.


Świadek totalitaryzmów

Ignacy Tokarczuk był rówieśnikiem niepodległej Polski. Urodził się w 1918 r. w kresowym Zbarażu, mieście opromienionym bohaterską obroną tamtejszej twierdzy przed nawałą kozacko-tatarską w czasie powstania Chmielnickiego. Po ukończeniu w 1937 r. miejscowego gimnazjum został klerykiem Wyższego Seminarium Duchownego we Lwowie, a jednocześnie podjął studia teologiczne na Uniwersytecie im. Jana Kazimierza. Naukę przerwał wybuch II wojny światowej i zajęcie Lwowa przez Armię Czerwoną. Okupanci zamknęli seminarium, a młody kleryk musiał ukrywać się przez rok przed przymusowym wcieleniem do sowieckiego wojska. Od września 1940 r. kontynuował studia w konspiracyjnym seminarium. W czerwcu roku 1942 z rąk biskupa pomocniczego lwowskiego Eugeniusza Baziaka otrzymał święcenia kapłańskie. W latach 1942–1944 ks. Tokarczuk był wikarym w parafii Złotniki k. Podhajec. W 1944 r. ostrzeżony o wyroku śmierci, który wydali na niego ukraińscy nacjonaliści spod znaku UPA, uchodzi do Lwowa. Tam do listopada 1945 r. był wikariuszem w jednej z parafii. Pod koniec 1945 r. na zawsze opuszcza swoją kresową ojczyznę. Przeżycia okresu wojennego, doświadczenie totalitaryzmu sowieckiego i hitlerowskiego, ukraińskie ludobójstwo na Polakach, którego był bezpośrednim świadkiem wywarły bardzo silny wpływ na osobowość przyszłego arcybiskupa. Był on głęboko przeświadczony, że swoje ocalenie z wojennej pożogi zawdzięcza Bożej Opatrzności. To przeświadczenie ugruntowało jego wiarę, nadało siły i charyzmatu jego kapłaństwu. Wojenne przeżycia utwierdziły w nim też przekonanie co do zbrodniczej natury komunizmu. Ks. Tokarczuk uważał komunizm za zło, któremu chrześcijanin ma obowiązek się przeciwstawić. W tej postawie był bardzo konsekwentny, nigdy nie było w niej żadnego „światłocienia”.

 

Wróg Polski Ludowej
Ks. Tokarczuk naraził się komunistom zaraz po przyjeździe ze Lwowa, jako proboszcz  parafii Chrystusa Króla w Katowicach. Władze duchowne chcąc uchronić młodego księdza przed represjami, skierowały go studia na Katolicki Uniwersytet Lubelski. Zwieńczył je doktoratem z filozofii chrześcijańskiej w 1951 r. Krótko był asystentem na Wydziale Filozofii KUL, ale porzucił tę pracę w proteście przeciwko wprowadzeniu na uczelnię komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej. Kolejne lata kapłaństwa księdza Tokarczuka znaczy praca duszpasterska w Olsztynie i warmińskich parafiach, wykłady w olsztyńskim seminarium. Na początku lat 60. wraca jako nauczyciel akademicki na KUL. W 1965 r. prymas Wyszyński wysuwa jego kandydaturę do godności biskupa przemyskiego. Wiąże się z tym ciekawa historia. Na mocy porozumienia z komunistycznym rządem, w tamtym czasie prymas przedstawiał władzom państwowym trzech kandydatów na zwolnioną stolicę biskupią. Kandydatury opiniowali premier i urząd do spraw wyznań. Z nieznanych powodów PRL-owski premier Cyrankiewicz „przegapił” pismo kard. Wyszyńskiego, co prymas natychmiast wykorzystał, rekomendując papieżowi Pawłowi VI ks. Tokarczuka na biskupa przemyskiego. Papież potwierdził wolę prymasa. W ten sposób „zdeklarowany wróg ludowego państwa” – jak określali Tokarczuka komuniści – wszedł w skład Episkopatu Polski. „Wyjechałem wtedy na tydzień do klasztoru ojców Bernardynów w Leżajsku, aby przemyśleć plan działania, swoją strategię, możliwości”wspominał abp Tokarczuk podczas sesji IPN w Rzeszowie w 2002 r.„W ciągu tego tygodnia najpierw pomyślałem: jestem rzucony na głęboką wodę, jestem człowiekiem, który jest sam, samotny. Stanęło przede mną ogromne zadanie. Nie mam ani przyjaciół, ani nikogo, na kim mógłbym się oprzeć. Zresztą i najlepsza przyjaźń by nie wystarczyła. Więc powiedziałem sobie: mnie tylko zostaje Pan Bóg. Kiedy się na Nim oprę, będę się trzymał konsekwentnie, mogę wiele wycierpieć, ale nie przegram”.
Pasterz nieugięty
Nowy biskup przemyski z niesłychaną energią zabrał się do pracy. Wbrew komunistom nowe kościoły i kaplice powstawały wysiłkiem wiernych w różnych częściach diecezji. Taki sposób działania bardzo spajał lokalne społeczności, tworzył solidarność tak silną, że partia, SB i milicja musiały w końcu ustąpić, obawiając się wybuchu zamieszek. Bp Tokarczuk był nieustannie inwigilowany i szykanowany. SB starała się go wszelkimi sposobami skompromitować, rozpowszechniając materiały o jego rzekomej współpracy z Niemcami i Ukraińcami w czasie okupacji. Biskup pozostawał nieugięty. Osławiony departament „D” bezpieki zajmujący się represjonowaniem duchowieństwa, przez wiele lat działał przeciwko przemyskiemu ordynariuszowi. W latach 70. przedstawiano go jako główną przeszkodę na drodze „normalizacji stosunków państwo–Kościół”. Starano się poróżnić bp. Tokarczuka z innymi biskupami, przeciwstawiać go księżom z jego własnej diecezji, wreszcie kompromitować w Watykanie. Ta strategia przyniosła pewien skutek. W drugiej połowie lat 70. podczas wizyty w Rzymie biskup Przemyśla poddany został najcięższej, jak po latach przyznawał próbie. Spotkał się tam wówczas z abp Luigim Poggim, odpowiedzialnym za relacje Watykanu z PRL, i usłyszał, że jego złe stosunki z partią przeszkadzają planom Stolicy Apostolskiej w polityce wschodniej. Abp Poggi starał się przekonać biskupa Tokarczuka do złagodzenia jego stosunku do komunistów. „Powiedziałem: ja tego nie mogę zrobić. Uważacie, że szkodzę, to mnie zwolnijcie. Ale ja się na ustępstwa nie zgodzę. Zmienić się nie mogę, bo to nie jest awanturnictwo; ja nikogo nie atakuję, ja tylko się bronię, kiedy władze, partia atakuje nas – społeczeństwo, Kościół” –wspominał po latach biskup Przemyśla. Opatrzność zrządziła, że po kilkunastu latach podczas pontyfikatu Jana Pawła II abp Poggi odwiedził Przemyśl i przeprosił abp. Tokarczuka za tamtą rozmowę. „Ksiądz miał rację, ksiądz wiedział to, czego myśmy nie wiedzieli” – przyznał gość z Watykanu.
 
Przyjaciel „Solidarności”
Nieugięta postawa wobec komunistów, niezłomna wiara i patriotyzm sprawiły, że w latach 70. bp Tokarczuk był już niekwestionowanym autorytetem dla całej antykomunistycznej opozycji. Po wprowadzeniu stanu wojennego angażował się w pomoc internowanym i represjonowanym. Szczególnie bliskie były sprawy rolników i wsi. Był wieloletnim opiekunem NSZZ Solidarność Rolników Indywidualnych, szczególnie po jej delegalizacji. W tym miejscu pozwolę sobie na osobiste wspomnienie. Pamiętam dobrze, jak bardzo poruszony kazaniem bp. Tokarczuka był mój ojciec, uczestniczący we wrześniu 1982 r. w pierwszej ogólnopolskiej pielgrzymce rolników na Jasną Górę. „Co za odważny człowiek” – mówił z podziwem o ordynariuszu z Przemyśla. Biskup kielecki Kazimierz Ryczan w homilii wygłoszonej podczas mszy pogrzebowej abp Tokarczuka powiedział znamienne słowa: „Ksiądz arcybiskup był solidarny i wierny osobom świeckim. Przyjeżdżali do niego dysydenci, ludzie opozycji, ludzie prześladowani. Dlaczego do bp. Tokarczuka? A do kogo mieli jechać? Inni milczeli. Bp Tokarczuk niósł nadzieję, był oparciem, nie gasił słabych płomieni. Przekonywał, że należy wytrwać, by zwyciężyć”.
 
Ostatni biskup polskich Kresów
Sędziwy hierarcha z Przemyśla ze wszech miar godzien był wyróżnienia, którym kilka lat temu obdarzył go śp. prezydent Lech Kaczyński, przyznając mu Order Orła Białego Abp Ignacy Tokarczuk całe swoje życie walczył „o Kościół, o Polskę, o Boży ład w świecie”. W tej walce nie uznawał kompromisów. Do Niebieskiej Ojczyzny odszedł ostatni biskup polskich Kresów, prawdziwy hetman Ducha.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki