Logo Przewdonik Katolicki

Niebo na ziemi. Od zaraz

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

z biskupem pomocniczym archidiecezji częstochowskiej Antonim Długoszem, o Eucharystii jako spotkaniu z Bogiem, o religijnej schizofrenii i nienadzwyczajności Pierwszej Komunii Świętej, rozmawia Łukasz Kaźmierczak

z biskupem pomocniczym archidiecezji częstochowskiej Antonim Długoszem, o Eucharystii jako spotkaniu z Bogiem, o religijnej schizofrenii i nienadzwyczajności Pierwszej Komunii Świętej, rozmawia Łukasz Kaźmierczak

 
Wiele jest określeń Eucharystii: Sakrament Ołtarza, Komunia Święta, Najświętsza Ofiara, Wieczerza Pańska itd. Które z nich jest Księdzu Biskupowi szczególnie bliskie?
– Mnie niezmiennie szokuje, że Pan Jezus będąc Bogiem, staje się w Eucharystii własnością każdego z nas. I to my wyznaczamy częstotliwość, a nawet konkretną godzinę spotkania z Nim. To jest coś absolutnie niezwykłego.
Jest takie popularne stwierdzenie: „spotkamy się z Panem Bogiem po śmierci”. Staram się uświadamiać ludziom, że my nie musimy aż tak długo czekać. Jeden z francuskich piosenkarzy śpiewał, żeby nie czekać na śmierć, po to, by spotkać się z Bogiem, bo kiedy przyjmujemy Komunię św., to już na ziemi przeżywamy niebo. A więc Eucharystia jako spotkanie z Bogiem.
 
I „Sakrament Sakramentów”.       
– O tak, wszystko zmierza do Eucharystii. To jest szczyt naszego zjednoczenia z Jezusem na ziemi. Komunia św. to przeżycie nieba. Bo jeśli mam Pana Jezusa, to jestem w niebie.

 

Trudno to pojąć w normalnych „ludzkich” kategoriach.

– Bo nie ma religii, która wyniosłaby człowieka tak bardzo jak nasza. A tę wielką zmianę przynosi Jezus Chrystus. Przypomnijmy sobie, jak w Starym Testamencie odnoszono się do Boga. Żydzi lękali się Go. Salomon zbudował świątynię, w której przechowywano największą żydowską świętość, Arkę Przymierza. Ale nikt nie mógł tam wchodzić. Jedynie raz w roku arcykapłan, i to z wielkim lękiem, wstępował  do miejsca świętego, aby skropić krwią zwierząt rogi Arki Przymierza. I zaraz potem szybko wychodził, bo uświadamiał sobie, że zbliżył się do Boga obecnego w tym znaku. Dopiero na zewnątrz kapłan skrapiał pielgrzymów ową krwią, która miała symbolizować Przymierze z Panem.

 

A potem przychodzi Pan Jezus…  

– Którego można dotknąć, porozmawiać z nim i każdy ma do niego prawo. Siada z ludźmi z marginesu społecznego – ku zgorszeniu tych, którzy rzekomo byli czyści – rozmawia z celnikami, broni cudzołożnicy, uzdrawia trędowatych i ślepych. A przecież uważano wówczas, że takie choroby czy ułomności to kara za wcześniejsze grzechy – własne albo  rodziców. Jezus pokazuje natomiast prawdziwą Miłość. Wszystko zmienia.

 

I staje się Chlebem Życia. Bardzo lubię to określenie.

– To przepiękne słowa: Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił, kto spożywa moje ciało, pije moją krew, ten ma życie wieczne.

A kiedy próbują Go obwołać królem po cudzie rozmnożenia chleba, mówi im: dałem wam pokarm, po którym znowu jesteście głodni. Ja mam inny pokarm: moje ciało i moją krew. I to wcale nie jest przenośnia, jak niektórzy uważają.

 

Wielokrotnie w Piśmie Świętym pada przecież stwierdzenie: prawdziwie to jest moje ciało.

– W dogmacie wiary mamy zapisane, że Jezus Chrystus naprawdę jest obecny w sposób substancjalny i rzeczywisty pod postaciami chleba i wina. Oczywiście w Komunii św. przyjmujemy całego Jezusa, zarówno pod postacią chleba, jak i pod postacią wina.

 

Jak to rozumieć?

– Oddzielna konsekracja ukazuje tajemnicę śmierci Pana Jezusa, która w sposób bezkrwawy dokonuje się podczas Ostatniej Wieczerzy, a w sposób krwawy na Krzyżu. Chleb symbolizuje Wieczerzę, a wino krew przelaną na Krzyżu. I tu, i tu obecny jest cały Jezus Chrystus.

 

Ktoś kiedyś powiedział, że Eucharystia jest dla chrześcijanina źródłem każdej miłości.

– Komunia św. nie jest tylko dla tego człowieka, który ją przyjmuje. Taki człowiek, oczywiście w zjednoczeniu z Panem Jezusem, ma być tak oddany ludziom jak Chrystus jest im oddany. Niektórzy mówią, że Pan Jezus nie jest twoją prywatną własnością. A więc pamiętaj, przyjmujesz Go, aby być dla innych. I to trzeba sobie uświadomić – im częściej przyjmuję Komunię św., tym bardziej powinienem być otwarty na drugiego człowieka.

I tu mi się ciągle przypomina modlitwa siostry Faustyny Kowalskiej: „Panie Jezu daj mi Twoje oczy, bym nimi patrzyła na ludzi, daj mi Twoje ręce, abyś przez nie mógł czynić dobro, daj mi Twoje serce, abym nim kochała każdego człowieka”. To jest właśnie prawdziwe przesłanie eucharystyczne: być przedłużeniem słów i czynów Pana Jezusa.

 

I mogą to pojąć nawet ośmioletnie dzieci?

– Zdaje się, że wiem, do czego zmierza pańskie pytanie. Ja zupełnie nie zgadzam się z opiniami osób, które uważają, że dzieci powinny później przystępować do Pierwszej Komunii Świętej. W tej sprawie nie zmieniam zdania, choć wiem, że teraz każdy biskup ordynariusz może indywidualnie decydować o tym terminie. Ja jednak świadomie wracam do postawy papieża Piusa X, który dopuścił dzieci do Komunii św., o ile tylko dziecko było w stanie rozróżnić chleb konsekrowany od chleba niekonsekrowanego i miało świadomość, co jest dobre, a co jest złe.

 

To wystarczy?

– Jestem przekonany, że tak. Tymczasem ja mam wrażenie, że ci, którzy postulują późniejszą Komunię św., chcą tak naprawdę imputować dzieciom swoją religijność. A to poważny błąd. Dziecko bowiem na swój własny sposób przeżywa zjednoczenie z Panem Jezusem. I jeżeli

czasem zachowa się w Kościele tak czy inaczej, a nawet wszystkich regułek nie wypowie, nie znaczy od razu, że jest źle przygotowane do Komunii św. Dziecko ma dobrze przeżyć spotkanie z Jezusem przebaczającym nam grzechy, Jezusem, który jest naszym pokarmem. To jest najważniejsze.

Pamiętajmy także, że Eucharystia jest nie tylko śmiercią, ale i zmartwychwstaniem Pana Jezusa. Niech dzieci przyjmują Jezusa jako Boga, który oczywiście oddaje za nie życie, ale przed wszystkim je kocha. Niech one cieszą z tego spotkania, a nie tylko ciągle smucą.

 

A tzw. wczesna Pierwsza Komunia Święta?

– Tę idę również popieram. Mówiono mi zresztą, że właśnie z grona tych wczesnokomunijnych chłopców wielu zostaje później księżmi. 

 

Najwięcej pewnie i tak ostatecznie zależy od samych rodziców.

– To jest absolutnie kluczowa kwestia, rodzice są przecież pierwszymi katechetami. Dziecko na przykładzie rodziców powinno doświadczać, że Jezus jest obecny w rodzinie i że ona naprawdę jest Kościołem domowym. Patrząc na tatę i mamę, dziecko musi widzieć, że należy rozmawiać z Panem Jezusem w modlitwie, że trzeba liczyć się z przykazaniami Bożymi, że rodzina powinna rozmawiać ze sobą, że bardzo ważna jest celebracja stołu. Wtedy łatwiej zrozumie i przeżyje to, czym jest wspólnota eucharystyczna, czym jest ołtarz.

Pamiętajmy, że do siódmego roku życia dziecko formuje swoją postawę wiary. To jest tak naprawdę jego przedszkole wiary. I jeśli zostanie w tym okresie dobrze uformowane, to nawet jeżeli przeżyje w czasie dojrzewania kryzys wiary, na pewno prędzej czy później wróci do Chrystusa. Tylko że to od początku musi być jasny, spójny przekaz. Bo najgorsza jest religijna schizofrenia.

 

Schizofrenia?

– Owszem, schizofrenia, czyli sytuacja kiedy wymagamy od dziecka, a sami tego nie robimy:

nie modlimy się, nie chodzimy do kościoła, nie przystępujmy do Komunii św. Kiedyś pewne dziecko zapytało mnie: proszę księdza, a kiedy ja będę taki stary jak tatuś? A dlaczego chcesz być od razu stary? – zainteresowałem się. Bo wtedy już nie będę musiał się modlić…

Albo znam takie paradoksy, że rodzice przywożą dziecko na katechezy przed Pierwszą Komunią Świętą, ale do kościoła sami już nie wchodzą. Co sobie wówczas myśli dziecko? A przecież rodzice do pewnego wieku są dla niego największymi autorytetami.

 

Jeżeli Pierwsza Komunia Święta, to także pierwsza spowiedź. Trudny moment dla dziecka.

– Bez wątpienia dzień spowiedzi św. jest tak samo ważny, jak dzień Komunii św.

Szczególnie istotna jest tutaj osoba pierwszego spowiednika. To musi być ktoś, kto zna dobrze mentalność dziecka, kto będzie mu w pełni pomagał, kto będzie jego przyjacielem.

Idealna sytuacja to taka, kiedy dzieci odbywają pierwszą spowiedź przy swoim katechecie, którego dobrze znają i któremu ufają. Koniecznie trzeba stworzyć przy tym taką atmosferę, żeby dziecko nie bało się spowiedzi, żeby to nie był dla niego wielki stres. Żeby spowiadał ksiądz, który w razie czego podsunie nawet dziecku stosowną formułkę. Bo bywa, że pierwsza spowiedź niektóre dzieci naprawdę bardzo wiele kosztuje.

 

Znam przypadki, które kończyły się urazem do konfesjonału na całe lata.

– To prawda, ja również spotkałem się z tego rodzaju historiami. Dlatego też tak istotna jest wspomniana przeze mnie wcześniej znajomość mentalności dziecka. Mój pierwszy spowiednik, wielki mariolog, ale niezbyt dobry znawca dziecięcej psychiki, zadał mi jako pokutę odmówienie cząstki Różańca. A ja bym w ogóle nie dawał pokuty w formie modlitwy, bo to powoduje pejoratywne doświadczenie modlitwy. Staram się raczej stosować praktyczne pokuty, opierając się na materii grzechu. Pytam, który grzech się najczęściej powtarza – przykładowo „jestem nieposłuszny”. I ja wtedy mówię: to postaraj się dziś i jutro zrobić wszystko to, o co cię rodzice poproszą. Taka pokuta wiąże się więc częściowo z usunięciem wyjawionego grzechu.

 

Jeszcze inna kwestia – wielu rodziców po Pierwszej Komunii Świetej mówi: dziękuję, już się nachodziłem do kościoła.

– Kiedyś polemizowałem z rodzicami, którzy pytali mnie, czy podtrzymuję tezę, że pierwsza spowiedź i Pierwsza Komunia Święta nie są czymś nadzwyczajnym, tylko jednym z etapów wtajemniczenia, czyli zjednoczenia z Panem Jezusem.

Tak, ja ciągle podkreślam: to nie jest coś nadzwyczajnego. Tymczasem często z winy niektórych duszpasterzy, którzy niewiadomo jak eksponują pierwszą spowiedź i Komunię św. – a nawet obciążają rodziców wielością spotkań, głównie tych organizacyjnych – dochodzi do „przegrzania” uroczystości. Rodzice tak się umęczą tymi przygotowaniami, że po Pierwszej Komunii Świętej niektórzy z nich mówią: już się moje dziecko „sprawiło”, już się nie muszę nim zajmować. 

 

Można temu jakoś zapobiec?

– Trzeba mówić od samego początku – nawet już wtedy, kiedy dziecko jest w wieku przedszkolnym – proszę państwa, pierwsza spowiedź i Pierwsza Komunia Święta nie są niczym nadzwyczajnym. Owszem, Eucharystia jako taka jest rzeczą niezwykłą, ale każda Eucharystia, nie tylko pierwsza, po niej będą przecież następne.

Powtarzam: nie róbmy z tego fajerwerków. Nawet nie musimy kupować dziecku specjalnych ubrań, przygotowywać wielkiej uroczystości. Kiedyś do Pierwszej Komunii Świętej szło się w pożyczonym ubraniu i starych butach. Tak samo zupełnie niepotrzebne są te wszystkie drogie prezenty. Najważniejszy prezent, jaki rodzice oraz rodzice chrzestni mogą dać dziecku, to samemu pójść w jego intencji do spowiedzi i Komunii św. Niczego więcej już nie potrzeba.

 

 

Antoni Długosz – biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej, dr habilitowany teologii biblijnej. Autor Biblii dla dzieci Dobry Bóg mówi do nas. Pismo Święte dla dzieci oraz kilkunastu innych religijnych książek dla najmłodszych. Nagrał także kilka płyt z piosenkami dla dzieci, m.in. Chrześcijanin tańczy i Chrześcijanin śpiewa. Od wielu lat występuje w programie katolickim dla dzieci „Ziarno” w TVP 1 oraz w audycjach na antenie Telewizji Trwam i Radia Maryja. W styczniu 2007 r. na wniosek częstochowskich dzieci został Kawalerem Orderu Uśmiechu.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki