Logo Przewdonik Katolicki

Rysy na szkle

Małgorzata Szewczyk
Fot.

Zwolennicy i lobbyści metody in vitro w Polsce mają problem. Jak na ironię, nie wywołali go przeciwnicy tej procedury ani, jak pewnie chciałoby wielu, Kościół. Sprawa jest na tyle poważna, iż znalazła się w prokuraturze. Czy w Polsce handluje się ludzkimi embrionami?

 
Nie wszystko wygląda tak różowo, jak nas przekonują. Pieczołowicie pielęgnowaną idyllę na temat zapłodnienia „na szkle” po raz kolejny niszczą konkretne wydarzenia ukazujące jak na dłoni problemy, które ta procedura tworzy. Tym razem wszystko dzieje się w Poznaniu.
Szok i niedowierzanie

Do prokuratury Poznań–Wilda wpłynęło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w związku z możliwością uszkodzenia lub zniszczenia zarodków z in vitro. Sprawa dotyczy kliniki okulistycznej Lexum, w której znaleziono pojemnik do przechowywania zarodków. Kilka lat temu w tym samym miejscu, gdzie obecnie mieści się Lexum, znajdowała się prywatna klinika, w której przeprowadzano zabiegi in vitro. Doniesienie do prokuratury złożyło nowe kierownictwo kliniki okulistycznej. Kiedy wydawało się, że opinia publiczna jeszcze dobrze nie zapoznała się z tymi faktami, jak grom z jasnego nieba spadła kolejna wiadomość.

Na temat zjawiska sprzedaży zarodków w Polsce wypowiedział się minister sprawiedliwości Jarosław Gowin. „Nie mamy żadnych gwarancji, że nie dochodzi do handlu embrionami. Przeciwnie, myślę, że możemy być pewni, że do takiego handlu dochodzi i możemy z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że na embrionach dokonuje się rozmaitych ekspertyz” – stwierdził w TVN24. Dodał, że – jak podejrzewa – nadliczbowe zarodki z Polski sprzedawane są do Niemiec, a tam poddawane eksperymentom medycznym. „W sprawie poznańskiej wszystko wskazuje na to, że życie ludzkie straciły dziesiątki, oby nie tysiące ludzkich istnień” – podsumował szef resortu sprawiedliwości. Kilka dni później, wyjaśniał na swojej stronie internetowej: „W związku z przekazem medialnym, jakobym sugerował istnienie zorganizowanej formy handlu ludzkimi embrionami, oświadczam, że moje słowa zostały wyjęte z kontekstu i niezgodnie z moimi intencjami przedstawione jako wypowiedź urzędowa ministra sprawiedliwości”. Chociaż wielu odsądziło ministra Gowina od czci i wiary za jego wypowiedź, okazało się, że poznańska sprawa nie jest jedyną w Polsce. Już sześć lat temu bankrutująca Art Medica ze Szczecina sprzedała warszawskiej klinice sprzęt po in vitro, a wraz z nim… słój z kilkudziesięcioma zarodkami. Chociaż sprawę do prokuratury w Szczecinie zgłosili rodzice, którzy nie wiedzieli, że ich zarodki zostały przekazane do stolicy, dochodzenie zostało umorzone. Jak widać, kwestie związane z in vitro powinny budzić prawdziwy niepokój. Konsekwencje mogą być bardzo poważne. Od zamrażania i magazynowania ludzkich embrionów prosta droga do tego, że nikt tak naprawdę nie będzie wiedział, czy nie będą one wykorzystywane w przemyśle.

Wolna amerykanka?

Jarosław Gowin w 2008 r. przygotowywał ustawę bioetyczną w oparciu o niemieckie prawodawstwo biomedyczne. Potwierdził, że informacje o handlu zarodkami przekazywali mu sami lekarze pracujący w klinikach in vitro. Był to też powód, dla którego zgodził się kompromisowy projekt ustawy bioetycznej. Słowom ministra Gowina nie potrafił zaprzeczyć ani ich potwierdzić Bolesław Piecha (PiS), nowy senator w okręgu rybnickim. „Przy polskim bałaganie i wolnej amerykance jest to możliwe” – zauważył w „Kropce nad i”, komentując wypowiedź ministra sprawiedliwości. Czy to, o czym mówił minister Gowin, jest przerażające? Nie, jeśli posiada się rzetelną wiedzę na temat procedury in vitro. Takie działania są wkalkulowane w tego typu metodę. Celem procedury poczęcia poza ustrojem matki jest „wytworzenie człowieka w laboratorium i przeniesienie go mechanicznie do organizmu matki” – jak napisali autorzy niedawno opublikowanego dokumentu opracowanego przez Zespół Ekspertów ds. Bioetyki Konferencji Episkopatu Polski, któremu przewodniczy abp Henryk Hoser, O wyzwaniach bioetycznych, przed którymi stoi współczesny człowiek. Biskupi, opisując liczne zagrożenia związane z realizacją poczęcia w sztucznych warunkach, wskazują na konsekwencje stosowania tej metody. „W procedurze tej tworzy się większą liczbę zarodków i poddaje się je selekcji. Część z nich jest w przewidywalny sposób narażona na zniszczenie lub przeznaczona do zamrożenia” – napisano w dokumencie. Autorzy wskazują też na niebezpieczeństwa stosowania diagnostyki przedimplantacyjnej. Na tej podstawie dokonuje się selekcji ludzi w fazie zarodkowej. Sprawdza się rozwój embrionów i pozostawia przeważnie jeden, ten najlepiej oceniany. Pozostałe zostają przeznaczone do selektywnej aborcji. Argumenty Kościoła nie są bezzasadne, lecz opierają się na prawie człowieka do życia nie tylko w oparciu o prawo Boże, ale i – przede wszystkim –  na prawo naturalne. Na marginesie warto zauważyć, że sam dokument wywołał ogromny rezonans w mediach, bowiem od razu znalazł on szerokie grono przeciwników. Tym razem  ów antykościelny jazgot przecięła sprawa poznańska. Tym, którzy chcieliby wytoczyć armaty stronniczości argumentacji świadczącej przeciw metodzie in vitro,  warto przypomnieć, że w październiku 2011 r. Europejski Trybunał Sprawiedliwości wydał orzeczenie, w którym głosi, że zarodki ludzkie jeszcze przed wszczepieniem do organizmu kobiety są nosicielami godności osoby ludzkiej i w związku z tym zakazane są eksperymenty i handel nimi. Czy i dlaczego zatem w Polsce może dochodzić do takich sytuacji?

Luka w prawie

Dziś w naszym kraju w zasadzie wszystko co dotyczy in vitro jest dozwolone. Polski wymiar sprawiedliwości jest bezbronny wobec sprzedaży embrionów, ponieważ w polskim prawie jest luka. Wszystko toczy się bardzo powoli. Do tej pory Polska nie ratyfikowała podpisanej w 1997 r. konwencji bioetycznej Rady Europy. Dokument ten stanowi próbę określenia podstawowych praw związanych z nowoczesnymi zabiegami biomedycznymi. Do najważniejszych przedstawionych w nim zasad należy nakaz poszanowania integralności i godności każdej osoby oraz respektowania jej interesu i dobra jako przeważających nad interesem społeczeństwa i nauki. Konwencja zakazuje praktyk eugenicznych, zwłaszcza selekcji płci. Zabronione jest  też tworzenie embrionów ludzkich dla celów naukowych. Jeżeli natomiast prawo zezwala na przeprowadzanie takich badań, powinno zapewnić embrionom odpowiednią ochronę. Warto przypomnieć, że we wrześniu ubiegłego roku pod dokumentem apelującym do polskich parlamentarzystów o wprowadzenie ustawowego zakazu stosowania procedury „in vitro” jako drastycznie niehumanitarnej oraz o szerokie upowszechnienie naprotechnologii i zapewnienie jej pełnej refundacji z NFZ podpisało się 300 naukowców. Podkreślali, że sztuczne zapłodnienie metodą in vitro niesie za sobą niszczenie poczętych już istot ludzkich – ginie ich od 60 do 95 proc. Dlaczego Polska nie ratyfikowała jeszcze tego dokumentu, skoro już w lipcu ma ruszyć program in vitro? Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz poinformował 23 kwietnia, że „gotowe są regulacje”, dotyczące tego programu.  Jakie będą, zobaczymy. Tymczasem czekamy na rzetelne śledztwo w sprawie zarodków,  czyli nienarodzonych dzieci z  Poznania. Może tym razem nie zostanie ono umorzone.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki