Wymiany międzynarodowe w szkołach to dziś powszechna praktyka. Ta jednak, o której tu mowa, różni się od innych zasadniczo. Nie była to bowiem wizyta kilkunastu osób z innego kraju, z którymi trzeba „zakolegować się” na jakiś czas głównie po to, by podszkolić język.
Tu od samego początku było zupełnie inaczej, bo do Polski przylecieli bardzo bliscy ludzie z bardzo dalekiego kraju. A wszystko zaczęło się od dramatycznych wydarzeń, które dwa lata temu wstrząsnęły światem.
Hasło „piszemy!”
11 marca 2011 r. północno-wschodnią część Japonii nawiedziło ogromne trzęsienie ziemi. Jego następstwem były fale tsunami, które z potężną siłą uderzyły w niemal całe wschodnie wybrzeże Japonii, osiągając nawet 29 m wysokości i wdzierając się do 10 km w głąb lądu. Dziesiątki tysięcy ofiar, ogromne zniszczenia…
S. Ewa Mierzwa, dyrektorka Gimnazjum i Liceum Sióstr Prezentek w Krakowie, wspomina rozmowę z Hiroshim Hyodo, dyrektorem krakowskiej szkoły języka japońskiego Sunstar, rodowitym Japończykiem i tatą dwóch uczniów szkoły sióstr prezentek. Zapytała go wówczas, jak można pomóc jego rodakom dotkniętym tak straszliwym kataklizmem. I właśnie wtedy zrodził się pomysł napisania listów do Japonii. Listów, które byłyby wyrazem wsparcia słownego i modlitewnego polskich uczniów dla tych z Kraju Kwitnącej Wiśni. I tak też się stało. Hasło „piszemy!” zostało rzucone zarówno w szkole językowej pana Hyodo, jak i u sióstr prezentek. Rozpoczęło się wielkie pisanie. Uczniowie z zaangażowaniem przelewali na papier wyrazy swej solidarności z poszkodowanymi. Wkrótce 1200 listów wysłano do żeńskiej szkoły w Sendai, mieście, które ucierpiało w wyniku kataklizmu.
Listy dotarły i sprawiły ogromną radość adresatkom. Tym bardziej że wśród dziewcząt były takie, które w ciągu kilku godzin zostały na świecie zupełnie same.
Zechcieli się spotkać
I tak dwa końce świata połączyło serdeczne wsparcie i otwarte serca. Każdy polski uczeń wysłał list do konkretnej dziewczynki. Na tym się jednak nie skończyło. Szybko bowiem korespondencja tradycyjna przerodziła się w tę elektroniczną, a poprzez wzajemne e-maile nigdy niewidzące się na żywo osoby nawiązały silne i piękne więzi.
A ponieważ szkoła w Japonii, z którą nawiązano kontakt, również jest katolicka, także siostry zadzierzgnęły wzajemne relacje. I tak pisali do siebie, i pisali i w ich głowach zaczęła kiełkować myśl o spotkaniu…
Nie wolno ściskać
– Dramat stał się początkiem przyjaźni – powiedział podczas uroczystego powitania w Krakowie prof. Kazuhiko Abe, wicedyrektor szkoły w Sendai, który wraz z siostrą i 23 uczennicami przybył do Polski. Dla siostry i dziewczynek była to pierwsza wizyta w Polsce, pierwsza w Europie i w ogóle pierwsza tak daleka podróż.
Zanim jednak do tego doszło, polska strona odbyła intensywne przygotowania. – Od grudnia odbywały się spotkania przed marcową wizytą gości z Japonii – wspomina s. Ewa Mierzwa. –Odbyło się ich chyba dziesięć! Omawialiśmy szczegóły, bo chcieliśmy jak najlepiej ich ugościć. Jak najbardziej „po polsku”.
Siostra wspomina z uśmiechem, że trzeba było także poznać i nauczyć się podstawowych zwyczajów Japończyków. I tak uczniowie, nauczyciele i siostry, z siostrą dyrektor na czele, notowali w pamięci, że w Japonii nikogo nie ściska się na powitanie, a już w ogóle gdy widzi się go po raz pierwszy, bo to niedopuszczalne przekroczenie granicy intymności. Że Japończyk nigdy nie będzie siąkał nosa w obecności innych osób, gdyż jest to niestosowne. Że ich sposób jedzenia troszkę różni się od naszego – oni makaronu nie wkładają do buzi widelcem, ale w specyficzny sposób wciągają. – I przede wszystkim nie potrafią narzekać – podsumowała s. Ewa. – Zawsze są uśmiechnięci i zadowoleni. Tego naprawdę moglibyśmy się od nich nauczyć.
Łączy nas Pan Bóg
Po przyjeździe okazało się także, że oni tam znają i czczą św. o. Maksymiliana Kolbego oraz mają ogromny szacunek i cześć do Jana Pawła II. Tak wielki, że każdy dzień rozpoczynają od odśpiewania jego ulubionej Barki… po polsku! Kiedy będąc tu, w Polsce, dziewczynki wykonały ten utwór dla swoich gospodarzy, wszystkich ścisnęło za serce i wywołało prawdziwe wzruszenie.
W Japonii raczej nie ma problemu z wyznawaniem wiary katolickiej, jednak jeśli szukasz pracy, nie należy chwalić się swoim wyznaniem. W tym przypadku podobno katolicyzm staje się realną przeszkodą.
Podczas wspólnych Eucharystii Polacy zauważyli, że w Japonii panują nieco inne zwyczaje. – Wiara w Pana Boga na pewno jest tym, co w sposób szczególny nas łączy, ale oni rzeczywiście trochę inaczej przeżywają liturgię. W trakcie jej trwania wykonują mnóstwo pokłonów, których u nas po prostu nie ma. Ale podstawowe gesty są te same – tłumaczy s. Ewa.
„Kiszona kapusta” rządzi
– Między Polakami a Japonkami zrodził się żywy, intensywny kontakt – opowiada Paulina Duc, nauczycielka języka japońskiego w szkole Sunstar, która była współorganizatorem wymiany. – Jak wiadomo Japończycy nie przytulają się na powitanie, a na peronie jednak były uściski! Wielka radość i dużo niemal wylewnej serdeczności, która przecież nie jest właściwa temu narodowi. Pani Paulina opowiada z entuzjazmem, jak to Japonki zaskoczyły wszystkich, kiedy okazało się, że na potrzeby tej oto wizyty nauczyły się kilku podstawowych słów po polsku. – Choć podczas wymiany ich ulubionym stała się bezsprzecznie „kiszona kapusta” – mówi, śmiejąc się.
Dziewczynki wraz z opiekunami cieszyły się, że gospodarze zadbali o to, by pokazać im naprawdę polską kulturę i polską kuchnię. Z wielką ochotą próbowały kolejnych proponowanych im dań. Był więc żurek z kiełbasą, była kiszona kapusta, barszcz, pierogi i wiele innych. – Każdą potrawę, zanim została tknięta widelcem bądź łyżką, oczywiście dokładnie fotografowały – uściśla pani Duc.
Dziewczynkom nie tylko podobały się polskie potrawy, ale zdaje się, że naprawdę im smakowały. Ponadto dużo zwiedzały (Wawel, Sukiennice, Kalwaria Zebrzydowska, Wieliczka) i oczywiście kupowały wiele pamiątek. – To, co jest dla nich charakterystyczne, a tutaj się potwierdziło, to to, że Japończycy nie kupują jednej, konkretnej rzeczy, ale dużo drobiazgów – wtrąca Wiktoria Krupska, również lektorka języka japońskiego w Sustarze.
Wzajemna radość
Takie spotkanie, jak twierdzi s. Ewa, to złamanie stereotypów, to poznanie nowej kultury, spotkanie z przyjaciółmi, którzy normalnie są daleko. I otwarcie się na coś zupełnie nowego. Widać, że Japonkom było tu dobrze. Były roześmiane i radosne. Chętnie uczestniczyły w proponowanych przez polską stronę zajęciach. Zresztą radość była obopólna. Najlepszym tego dowodem był dla mnie ciepły i szczery uśmiech siostry dyrektor patrzącej na zdjęcia z wymiany, kiedy wybierałyśmy je do druku. Nie wyrażała się o gościach inaczej, jak „śliczne Japoneczki”.
Fragmenty świadectw Japonek, które przeżyły tsunami:
„Dwa tygodnie po trzęsieniu ziemi tata zabrał mnie ze sobą, żeby przyjrzeć się sytuacji. Nie potrafię zapomnieć szoku, jakiego wtedy doznałam. (…) Tym, co najbardziej wstrząsnęło moim sercem, były czerwone flagi. Jeśli gdzieś widnieje taka czerwona flaga, jest to znak, że w danym miejscu odnaleziono zwłoki zmarłych ofiar. Była ich tam niemożliwie dużo do zliczenia. (…) Pod jednym z tych przerażających znaków zobaczyłam postać rozpaczającej kobiety, która mocno ściskała flagę”. Eriko Matsushima:
„Otrzymaliśmy wsparcie od wielu osób; pomagali nam również ludzie z zagranicy. Aż trudno wyrazić, jak bardzo wsparły nas listy z Polski, w które włożono tyle serca. Dodały nam dużo energii i naprawdę nas uratowały. Również teraz bardzo się cieszę, że zostaliśmy zaproszeni do Polski. (…) Chciałabym również, żeby szanowni mieszkańcy Polski nie zapomnieli o Japonii”. Yaegashi Abako