Realne studium cierpienia

Od czasu, kiedy zacząłem śledzić różne źródła medyczne, zupełnie inaczej spoglądam na krzyż i cierpiącego Chrystusa powiedział prof. Władysław Sinkiewicz.
Czyta się kilka minut

„Od czasu, kiedy zacząłem śledzić różne źródła medyczne, zupełnie inaczej spoglądam na krzyż i cierpiącego Chrystusa” – powiedział prof. Władysław Sinkiewicz.

Kierownik Kliniki Kardiologii Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 w Bydgoszczy poprowadził w seminarium duchownym spotkanie zatytułowane „Medyczne aspekty śmierci krzyżowej Jezusa – spojrzenie kardiologa”.

Obraz, którego się boimy

Na początku swojego wystąpienia znany kardiolog skupił się na samym ukrzyżowaniu, ukazując je jako jeden z najokrutniejszych sposobów zadania śmierci. – Ukrzyżowanie, zgodnie ze starożytnymi źródłami, było niewątpliwie jednym z najbardziej poniżających rodzajów kary w antycznym świecie, wywodzącym się prawdopodobnie z Asyrii i Babilonu. Zniesiono je dopiero za cesarza Konstantyna Wielkiego w 337 r. i zastąpiono wieszaniem – powiedział.

Prof. Władysław Sinkiewicz dodał, że przybijanie ofiary gwoźdźmi za ręce i stopy było najczęściej stosowaną regułą, natomiast przywiązywanie do krzyża było już wyjątkiem. – Proste przywiązanie skazańca do drzewa lub krzyża z rękoma zawieszonymi bezpośrednio ponad głową powodowało, że śmierć następowała w ciągu kilku minut. Przed ukrzyżowaniem, według żydowskiego prawa, skazańcowi podawano mieszaninę mocnego wina z mirrą lub żółcią jako łagodny środek odurzający – podkreślił.

Według badań archeologicznych i danych historycznych, najbardziej preferowanym przez Rzymian rodzajem krzyża był ten w kształcie litery T, składający się z pionowego słupa wysokości 1,8–2,4 m i poprzecznej belki długości 1,5–1,8 m. Skazaniec musiał dźwigać krzyż od miejsca biczowania aż na miejsce stracenia. Ze względu na jego ciężar niósł tylko belkę poprzeczną, ważącą od 37 do 54 kilogramów. Gwoździe – podobne do tych używanych w podkładach kolejowych – miały długość od 13 do 18 centymetrów.

Długość przeżycia na krzyżu wahała się między trzema a czterema godzinami, ale mogła trwać nawet do trzech dni i była odwrotnie proporcjonalna do intensywności torturowania. – Zgon w następstwie ukrzyżowania był najczęściej wypadkową wielu czynników. Jednym z nich była sama pozycja ciała uniemożliwiająca prawidłowe oddychanie. Jeżeli jednak ofiara była powieszona za ręce wyciągnięte nad głową, śmierć mogła nastąpić w ciągu niespełna godziny, zwłaszcza gdy nogi ofiary były tak przybite, że nie mogła ona użyć ramion, by podnieść ciało do wydechu – dodał profesor Sinkiewicz.

121 ran

Kardiolog znaczną część swojego wystąpienia poświęcił Całunowi Turyńskiemu, który – jak podkreślił – stał się wymownym świadkiem cierpienia i ukrzyżowania. – Całun odtwarza obraz okrutnej kaźni i krzyża, dając wyobrażenie, jak wielkie cierpienia przeżył skazaniec. Zidentyfikowano na nim ponad 700 różnych śladów ran. To 121 głębokich ran po biczowaniu. Można z nich wnioskować, że Jezusowi zadawano ból biczami o krótkiej rękojeści z kilkoma rzemieniami zakończonymi żelaznymi kulkami lub ostrymi kośćmi zwierzęcymi, które podczas uderzeń wyrywały często ciało ofiary, rozrywały naczynia, odsłaniały nerwy i penetrowały do kości – mówił. 

Rozprawiając o klinicznych aspektach męki i śmierci, prof. Sinkiewicz zaznaczył, że Jezus już przed ukrzyżowaniem był w stanie krytycznym, uwzględniając utratę krwi, silne przeżycia emocjonalne i wielkie cierpienie fizyczne. – Jezus zmarł stosunkowo szybko, w przedziale czasu od 3 do 6 godzin po ukrzyżowaniu. Fakt, że zwiesił głowę i skonał po głośnym okrzyku, może sugerować możliwość dodatkowej nagłej przyczyny zgonu. Taką najprostszą interpretacją może być pęknięcie serca. Aczkolwiek każdy z czynników, jak wstrząs pourazowy, pokrwotoczny, ostra niewydolność oddechowo-krążeniowa, ciężkie zapalenie płuc z płynem wysiękowym w jamie opłucnowej, uduszenie z niewydolności wydechowej spowodowanej ukrzyżowaniem, zawał serca czy groźne arytmie serca, mogły doprowadzić do szybkiego zgonu – podkreślił.

Kardiolog odwołał się do filmu Pasja Mela Gibsona. Nazwał go „realnym studium cierpienia”. – Obraz ten wywołał tyle różnych sprzecznych zdań, protestów, łącznie ze stwierdzeniem, że „to na pewno tak nie wyglądało”. Według mnie to tak właśnie wyglądało. Dzisiaj zupełnie inaczej przeżywam Drogę Krzyżową, Gorzkie żale. Dla mnie jako katolika refleksja nad istotą cierpienia jest bardzo ważna. Bo ono dopiero pokazuje, jaka była cena zbawienia. Chrystus wziął na siebie taką ilość cierpienia, którego normalny człowiek nie mógłby w ogóle unieść – zakończył.

Prof. Władysław Sinkiewicz na co dzień jest także przewodniczącym Komisji Bioetycznej Bydgoskiej Izby Lekarskiej. Był organizatorem kilku konferencji poświęconych zagadnieniom bioetycznym w medycynie.

Spotkanie zainicjował bp Jan Tyrawa, a odbyło się w Wyższym Seminarium Duchownym Diecezji Bydgoskiej.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 9/2012