Wyjątkowy rok Julii

Kilkanaście dni po swoich 27. urodzinach, sięgnęła po upragniony olimpijski krążek. Brąz, zważywszy na okoliczności, w jakich go zdobyła, smakuje jej jak złoto. Rok 2012 dla wioślarki Julii Michalskiej-Płotkowiak był jednak wyjątkowy nie tylko dzięki niemu.
Czyta się kilka minut

Dla wioślarki tegoroczne igrzyska nie były olimpijskim debiutem. – To były wyjątkowe chwile, myślę tu zarówno o moich startach, jak i przeżywaniu występów kolegów i koleżanek z reprezentacji – wspominała niedawno debiut w Pekinie, gdzie płynąc, sama medalu jeszcze nie zdobyła. A i tak szóste miejsce odebrano jako sukces. Od tamtego czasu minęły cztery lata. Za namową trenera kadry Marcina Witkowskiego, który dużo wcześniej zachęcił też Julię do wioseł, z jedynki przesiadła się do dwójki podwójnej. Dotąd sportowe życie miała dzielić z Magdą Fularczyk.

Przyjaciółki na dobre i na złe

 Okazało się, że dzieliły nie tylko olbrzymie sukcesy – złoto (2009 r.) i brąz (2010 r.) mistrzostwo świata oraz wicemistrzostwo Europy (2010 r.), ale i dramaty. Te związane z kontuzjami (połamane żebra Julii oraz zerwane wiązadła i problemy z kręgosłupem Magdy),  i te związane z osobistymi tragediami (śmierć ojca Magdy na trzy miesiące przed olimpijskim brązem). To wszystko zahartowało dziewczyny i sprawiło, że bardzo się ze sobą zżyły. – Coś w tym jest, że trudności nas mobilizują, a my sobie z nimi radzimy, nie bojąc się kolejnych wyzwań – przyznaje Julia. Ona w tym sportowym „związku” długi czas pełniła rolę „mamuśki”. To ona też zaraża optymizmem. Tak było choćby wtedy, gdy ogromne bóle pleców mogły wykluczyć Magdę z walki o medal. – Byłam bardzo zdeterminowana i nie dopuszczałam myśli, że w finale mogę popłynąć bez Magdy. Ale ona była w takim stanie, że zaczęła sugerować, by ją kimś zastąpić. Mówiłam jej wtedy, że razem to zaczęłyśmy, więc i razem to skończymy, bez względu na wynik – wspomina dziś. I siłą woli, ambicją i determinacją obroniły brąz, najgroźniejsze rywalki z Chin wyprzedzając na mecie ledwie o sekundę. Magdę po finale trzeba było wieźć na wózku inwalidzkim. Pchała go oczywiście Julia. Magda przyznała wtedy, że Julia końcówkę dystansu wiosłowała praktycznie za obie. Dlatego ten brązowy medal olimpijski zdobyty w tym roku jest dla każdej z nich tak ważny. 

 

Na całe życie

To jednak nie był ostatni radosny dzień w życiu Michalskiej. W ostatnią sobotę września w poznańskiej katedrze na Ostrowie Tumskim Julia przed Bogiem powiedziała „tak” Michałowi Płotkowiakowi – byłemu wioślarzowi, doktorowi Oxfordu w dziedzinie inżynierii biomedycznej. Julia nigdy nie ukrywa, że jest osobą wierzącą, choć, jak przyznaje, nie zawsze udaje jej się być na niedzielnej Mszy św. – Gdy nie jestem w kościele staram się znaleźć chwilę spokoju w ciągu dnia na zastanowienie się. Wtedy jednak zawsze moje myśli kieruję do Kogoś w górze. Poza tym czasem, a tego nauczyło mnie długie pływanie na jedynce, sama ze sobą rozmawiam, wyobrażając sobie, że jest tam Ktoś, kto mnie słyszy. Już kilka razy miałam taką sytuację, że moje prośby zostały wysłuchane – mówiła jakiś czas temu.

Pewnym  wyjaśnieniem tego faktu jest zapewne to, że treningi zabierają jej nawet do 300 dni w roku. – Przez 10 miesięcy trenujemy ok. 16–20 razy w tygodniu – wyjaśnia. W przeciwieństwie jednak do innych sportowców, wcale nie dba o swoją dietę. – Jeść mogę. Do tego dużo, często i… wszystko, bo mam problem z utrzymaniem wysokiej masy ciała – śmieje się. Trudno się dziwić skoro przy 178 cm wzrostu waży ledwie 62 kg. Nie ma więc problemu, by „oszczędzać” swój żołądek podczas świąt Bożego Narodzenia.

Spędza je zawsze rodzinnie. Tak będzie i w tym roku, mimo że za swoim mężem wyemigrowała na stałe do Londynu. – Boże Narodzenie będzie jak zwykle wesołe i jak zwykle… w Poznaniu – zapewnia Julia. Zapewne i tym razem rzadko zaglądać będzie też do kuchni. – W kuchni staram się pomagać, ale generalnie sprzątam dom. Moją specjalnością jest wkładanie wszystkiego do piekarnika i… postawianie na gazie – mówi  ze śmiechem, w którym już słychać radość na świąteczne spotkanie z najbliższymi.

 


Michalska-Płotkowiak: „życzcie mi zdrowia, miłości i wiary!”

 

Z Julią Michalską-Płotkowiak, brązową medalistką igrzysk w Londynie w wioślarskiej dwójce podwójnej (wraz z Magdaleną Fularczyk-Kozłowską) rozmawia Michał Bondyra

 

W naszej rozmowie przed igrzyskami w Londynie mówiłaś, że jedziecie z Magdą po złoto. Jak zatem odbierasz ten brąz?

– Mówiłam, że jedziemy walczyć o złoty medal. A ten brązowy krążek odbieram jako nasze zwycięstwo tego dnia. Nasze wspólne, ale i osobiste każdej z nas z osobna.

Mijający rok był dla Ciebie wyjątkowy, także przez pryzmat przeżyć osobistych. Od ostatniej soboty września nie jesteś już bowiem panną, a mężatką.

– Nasz ślub z Michałem to było przepiękne przeżycie. Z drugiej strony wielu rzeczy, które na nim miały miejsce nie pamiętam przez wielkie emocje, które mi towarzyszyły i dopiero zdjęcia pokazały mi wszystkie detale. A jako młoda żona czuję się bardzo dobrze (uśmiech).

Trzecią wielką zmianą w mijających 12 miesiącach jest zamiana Poznania na Londyn. Nie tęsknisz za stolicą Wielkopolski?

– Przenosząc się do Londynu, nie powiedziałabym, że… opuściłam Poznań, bo jestem tu teraz znacznie częściej niż przez ostatnich kilka lat. Na razie dzielę życie między oba te miasta.

Ten rok przyniósł Tobie dwa największe prezenty – męża i medal. Czego jeszcze można Tobie życzyć?

– Szczęścia, zdrowia i dużo miłości oraz wiary. Tego samego życzę zresztą czytelnikom „Przewodnika Katolickiego”.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 51/2012