Logo Przewdonik Katolicki

Ministranci i misjonarze: razem dla Afryki

Monika Białkowska
Fot.

Jedni działają razem od lat drudzy wcale się jeszcze nie znają. Jedni są dorośli drudzy to dzieci i młodzież. Jedni pracują na misjach drudzy co miesiąc modlą się przed ikoną św. Wojciecha, misjonarza, biskupa i męczennika, patrona Polski. I to właśnie dzięki św. Wojciechowi jedni i drudzy spotykają się, aby pomóc potrzebującym.

Jedni działają razem od lat – drudzy wcale się jeszcze nie znają. Jedni są dorośli – drudzy to dzieci i młodzież. Jedni pracują na misjach – drudzy co miesiąc modlą się przed ikoną św. Wojciecha, misjonarza, biskupa i męczennika, patrona Polski. I to właśnie dzięki św. Wojciechowi jedni i drudzy spotykają się, aby pomóc potrzebującym.

 

Jedni – to werbiści, misjonarze ze Zgromadzenia Słowa Bożego, pracujący na wszystkich kontynentach. Drudzy to polscy ministranci, którzy w Roku Wiary pielgrzymować będą do Gniezna, do grobu św. Wojciecha i już teraz w wielkiej nowennie przygotowują się do tego wydarzenia. I to właśnie ministranci postanowili przeżyć Adwent w Roku Wiary, włączając się w pomoc misjom. Nawiązali kontakt z seminarium w Pieniężnie i zadeklarowali, że chcą włączyć się w prowadzoną od trzech lat akcję „Komórka na misje”.

 

Okulary, kule, telefony

– Nasz referat misyjny organizuje różne akcje, mające na celu pomoc zarówno misjonarzom, jak i ich podopiecznym – mówi o. Wiesław Dudar SVD, dyrektor Referatu Misyjnego oo. Werbistów w Pieniężnie. – W krajach misyjnych potrzebne są różne rzeczy. Kilka lat temu podczas zakończonej już akcji „Okulary dla Ghany” zebraliśmy przeszło 200 tys. par okularów i całe kartony szkieł, które przekazaliśmy do zakładu optycznego św. Arnolda w Sabobie  w Afryce. Prowadzimy akcję „Kule nadziei”, przekazując zebrane kule do szpitala św. Łukasza w Kifangondo w Angoli. Kule te są często ostatnią deską ratunku dla ludzi, którzy w kraju, dotkniętym kilka lat temu  bratobójczą wojną, na niewybuchach tracą kończyny. Również z myślą o szpitalach prowadzimy zbiórkę środków higieny osobistej. W trwającą od trzech lat akcję zbierania niepotrzebnych telefonów komórkowych pod hasłem „Komórka na misje” włączają się parafie, grupy młodzieży, koła gospodyń wiejskich – nasz kraj jest duży, pomysłowość ludzka nie zna granic, a serca Polaków są naprawdę wielkie.

 

Gram z tony

Co dzieje się z zebranymi podczas akcji starymi, zużytymi telefonami komórkowymi?

- Telefonów tych nie wysyłamy bezpośrednio do Afryki. Z tego, z czego my tutaj nie możemy mieć już żadnego pożytku, z pomocą specjalistycznych firm odzyskujemy cenne kruszce, a tym samym – pieniądze, które na misjach są bardzo potrzebne – tłumaczy o. Dudar.

Według danych firm, zajmujących się recyclingiem „elektrośmieci”, z tony starych telefonów odzyskać można 150 gramów złota, 100 kilogramów miedzi i 3 kilogramy srebra. Jeden telefon w takiej tonie pozornie znaczy niewiele – ale właśnie jeden telefon zatruć może 60 tysięcy litrów wody. Te liczby przekonują, że nie warto trzymać w domu starych komórek – lepiej dołączyć je do owej tony, która może komuś pomóc.

 

Ziarno na wagę złota

– Jeśli wśród nadesłanych telefonów znajdą się sprawne i w dobrym stanie, odkładamy je na bok, a kiedy przyjeżdżają na wakacje ojcowie z krajów misyjnych, mogą zabrać je ze sobą do Afryki. W ten sposób umożliwiamy łączność kapłanów z katechistami czy wspólnotami oddalonymi nieraz o wiele kilometrów – tłumaczy o. Dudar. –To jest jednak niewielki procent tej zbiórki – i nie to jest jej głównym celem. Naszym marzeniem jest, żeby za pieniądze z telefonów komórkowych wybudować w Afryce szkołę. Ta szkoła ma być bardzo prosta, na terenach wiejskich, wystarczyłby tylko jeden dwuizbowy barak, żeby dzieci mogły się uczyć w prawdziwej szkole, a nie pod drzewami albo w szopie. Jeśli w ciągu dwóch lat nie uda się zebrać koniecznych do tego środków, wtedy za zebrane pieniądze wybudujemy studnię w rejonie, gdzie jest dużo dzieci i młodzieży. Wówczas również będzie to dla nich wielka pomoc – bo w tej chwili często zamiast uczyć się i rozwijać, muszą chodzić po kilka albo kilkanaście kilometrów po wodę, żeby w ogóle móc przeżyć. Pojedynczo nikt z nas takiej szkoły wybudować nie może. Pojedynczo możemy dać niewiele, ale kiedy zbierzemy się razem, dajemy bardzo dużo. Z jednego telefonu człowiek sam nic nie odzyska i nic to nie będzie warte. Do tego potrzeba ich tysiące – ale z ziarna zboża też nikt chleba nie upiecze, a przecież każde ziarno jest na wagę złota.

 

Adwent z ministrantami

Ministranci w akcję księży werbistów włączają się przede wszystkim w czasie Adwentu, choć sama akcja trwać będzie o wiele dłużej.

– Telefony zbierać będziemy tak długo, jak długo będą one do nas napływać – mówi o. Dudar. – Bardzo nam przy tym zależy, żeby pieniądze uzyskane podczas tej akcji nie były wrzucane do jednego worka z napisem „misje” – chcemy, żeby ci, którzy do akcji dołączyli, wiedzieli, że budowy szkoły czy studni dokonaliśmy wspólnie, niezależnie od tego, czy jesteśmy z Warmii i Mazur, czy z Wielkopolski. To jest nasza wspólna sprawa i nasze wspólne dzieło.

W akcję „Komórka na misje” włączyć się mogą wszyscy polscy ministranci i lektorzy. W samą nowennę przygotowującą do pielgrzymki do grobu św. Wojciecha już teraz zaangażowani są członkowie służby liturgicznej z archidiecezji gnieźnieńskiej, warszawsko-praskiej, krakowskiej, częstochowskiej, katowickiej i łódzkiej oraz z diecezji radomskiej i włocławskiej. Z każdym dniem dołączają następni. Organizatorzy szacują, że w czerwcowej pielgrzymce wziąć udział może nawet 10 tys. członków służby liturgicznej – ale zaznaczają, że adwentowa akcja skierowana jest nie tylko do tych, którzy wybierają się do Gniezna, ale również i do tych, którzy z pielgrzymującymi będą łączyć się tylko duchowo. Jest więc szansa, że telefonów dla misjonarzy uda się uzbierać naprawdę bardzo dużo.

 

Z Wojciechem dla misji

– Zależało nam, żeby ministranci, którzy w Roku Wiary przygotowują się do kolejnej ogólnopolskiej pielgrzymki, tym razem do korzeni chrześcijaństwa na ziemiach polskich, nie byli bezczynni. Żeby nie tylko pracowali nad swoim osobistym rozwojem, ale też brali odpowiedzialność za swoją ziemię i swoje wspólnoty – mówi ks. Jakub Dębiec, organizator pielgrzymki. – Samo jednak dbanie o to, co mamy w pobliżu, może nas łatwo zamknąć na potrzeby ludzi nam obcych. Stąd właśnie zrodził się pomysł adwentowej pomocy tym, których nie znamy i których prawdopodobnie nigdy nie poznamy. A skoro Rok Wiary gromadzi ministrantów wokół postaci św. Wojciecha, pierwszego misjonarza na ziemiach polskich, w naturalny sposób postanowiliśmy, że ministrancka pomoc powinna być skierowana właśnie dla misji. Nie ukrywam, że wybór akcji „Komórka na misje” nie był przypadkowy. Nie chcieliśmy, żeby dzieci zbierały pieniądze, żeby wyciągały je z własnej kieszeni czy kieszeni rodziców. Organizując w parafii akcję „Komórka dla misje”, ministranci mogą wykazać się nie tylko wielkim sercem, ale też pomysłowością i inicjatywą. Tylko od nich zależy, jakim obszarem obejmą swoje poszukiwania, czy starych telefonów szukać będą w swoich rodzinach, czy zorganizują zbiórkę w parafii, w mieście, w szkole, w miejscowych supermarketach. Mogą robić swoje plakaty, mogą rozdawać ulotki, wszystko zależy od nich. Celem jest to, żeby możliwie jak najwięcej starych telefonów trafiło pod adres seminarium w Pieniężnie.

Zebrane telefony – nawet zepsute i bez ładowarek – należy przesyłać pod adres seminarium duchownego księży werbistów w Pieniężnie. Wśród ministrantów nie będzie wyścigu – każda z grup zbierze tyle, ile tylko może. Za to każda z ministranckich wspólnot może wziąć udział w konkursie na najciekawszą fotografię z zebranymi komórkami. Szczegóły akcji na stronie www.ministranci2013.pl. Ci, którzy nie są ministrantami, więcej informacji o „Komórce dla misji” znajdą na stronie www.werbisci.pl.

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki