Logo Przewdonik Katolicki

Dzieci i reklamy

Bogna Białecka
Fot.

Czy marketing ukierunkowany na dzieci jest czymś złym? Czy chodzi tylko o reklamy? Czy w dobie bycia zewsząd bombardowanym reklamami da się ich uniknąć?

 

Weronika uwielbia oglądać w telewizji bajkę Dora poznaje świat. Mama jest zadowolona, bo to bajka edukacyjna, pozbawiona scen przemocy. Jednak problem pojawia się gdzie indziej, otóż w sklepach zabawkarskich. Córka chce mieć każdy gadżet z wizerunkiem Dory, a więc książeczki, plecaki, piórniki. Reklamy jako takie nie są niczym nowym, jednak firmy coraz częściej adresują je bezpośrednio do dzieci, dodatkowo używając metod, dzięki którym reklama nie przypomina… reklamy. Umieszczanie produktu w programie  (tzw. product placement), internetowe wirale (filmy niebędące reklamami, ale promujące produkt), konkursy... Coraz trudniej w przekazach medialnych znaleźć coś, co nie jest reklamą lub nie zawiera żadnych jej elementów.  

 

Kilka faktów

Według badania przeprowadzonego przez Instytut Badawczy Ipsos (2008), dwie trzecie dzieci w wieku od 4 do 18 lat otrzymuje kieszonkowe. Średnio jest to kwota 55 zł miesięcznie. Za te pieniądze dzieci kupują słodycze, jedzenie, napoje, karty do telefonu, kosmetyki i ubrania. Dzieci biorą też czynny udział w wydawaniu pieniędzy rodziców. Mają np. wpływ na wybór marek jogurtów i serków, napojów gazowanych, płatków śniadaniowych oraz odzieży i obuwia dla siebie.

Im starsze dziecko, tym jego udział w wyborze produktów wzrasta. Nastolatki  powyżej 15. roku życia mają decydujący wpływ na zakup sprzętu nowoczesnych technologii, jak telefony komórkowe, komputery i oprogramowanie.

 

Bezbronne dzieci

10-letni Dawid zaczął coraz więcej czasu spędzać w wirtualnej grze symulacyjnej. Zaniepokojony ojciec zapoznał się z nią i przeraził ilością „informacji o sponsorach”. Sponsorem gry okazał się producent płatków śniadaniowych, które (jak sobie zdał sprawę) od dłuższego czasu były pochłaniane w ogromnych ilościach przez syna. Ponieważ genetycznie syn obciążony jest skłonnością do tycia, sytuacja stała się niebezpieczna. Reklama jest wszędzie. Nie tylko w telewizji, radiu, gazetach, na billboardach, w kinie. Lokowanie produktu jest częste w grach internetowych. Jeśli dziecko korzysta np. z Facebooka, co chwila natrafia na sponsorowane konkursy czy „ciekawostki” związane z produktami. Nawet zwykłe poszukiwanie informacji w internecie może zaprowadzić na dobrze pozycjonowane, sponsorowane strony, które, zawierając co prawda pożyteczne informacje, polecają konkretne produkty. A gdy dziecko wygrywa w konkursie na przykład bluzę z logo firmy, staje się jej chodzącą reklamą.

 

Jak chronić przed reklamą przedszkolaka

Reklamodawcy wiedzą, że im wcześniej dziecko zwiąże się z jakąś marką, tym bardziej prawdopodobne, że będzie ją kupować (w Polsce już nawet czterolatki dysponują własną gotówką).  A przecież przedszkolaki na pewno nie potrafią odróżnić reklamy od informacji czy programu rozrywkowego.

Badania pokazują, że opieranie poczucia szczęścia na dobrach materialnych prowadzi do większej podatności na depresję, niepokój i złość. Prowadzi też dzieci do opierania poczucia własnej wartości na tym, co się posiada. Rezultatem jest idealny konsument, jednak niezbyt szczęśliwy jako człowiek.

Gdy tylko to możliwe, powinniśmy chronić dzieci przed reklamami. Oznacza to na przykład wyświetlanie dzieciom bajek nagranych na DVD, ale oczywiście bez reklam. Jeżeli dziecko gra w edukacyjne gry komputerowe (niedawno znalazłam świetne wirtualne puzzle dla naszych trzyletnich bliźniąt), lepiej wydać kilka złotych na gry pozbawione reklam, zamiast korzystać z tych darmowych z reklamami na każdym kroku.

Już przedszkolakowi warto wskazać różnicę między reklamą a informacją. Pokażcie, gdzie reklama się zaczyna, a gdzie kończy. Zadawaj dziecku pytania, tak by pomóc rozpoznać podstawowy cel reklamy – sprzedaż. Przykład: „jak myślisz, co ta reklama sprzedaje?”.

Pokazuj dziecku zróżnicowany zestaw bajek, by uniknąć skoncentrowania na jednym jedynym, ulubionym bohaterze. Jeśli upiera się przy gadżetach z wizerunkiem określonej postaci, możesz oczywiście kilka kupić, zasadniczo jednak proponuj działania twórcze. Np. „Nie kupię kolejnej książeczki z Batmanem, możemy jednak sami taką wykonać”. Z dostępnych w internecie kolorowanek możecie następnie skomponować własną historię, a wspólna zabawa z rodzicami przynosi dziecku więcej radości niż kolejny gadżet.

 

O reklamach z dzieckiem wczesnoszkolnym

Pomóż dzieciom w rozpoznaniu różnych rodzajów przekazów marketingowych. Oglądając programy, grając w gry, szukajcie logo firm, których produkty są elementem fabuły. Ucz rozpoznawania innych kryptoreklam.

Rozmawiajcie o tym, jak lokowanie produktu wpływa na powstawanie pozytywnych skojarzeń, zachęcających do kupna tych produktów. Rozmawiajcie o uczuciach, jakie wzbudzają reklamy. Jakie słowa, obrazy, emocje przyciągnęły uwagę dziecka? Uczcie analizowania przekazu. Na ile realistyczne są obietnice zawarte w konkretnej reklamie? Szukajcie alternatywnych informacji.

Pokazuj triki reklamowe. Np. używanie oleju silnikowego, by uzyskać efekt lśniącej, lejącej czekolady. W internecie jest sporo porównań zdjęć reklamowych ze zdjęciami rzeczywistych produktów. To bardzo pouczające.

Rozmawiając o trikach, nie zapomnijcie o omówieniu takich rzeczy, jak wykorzystanie „świadectw” celebrytów lub tzw. zwykłych ludzi i innych rodzajach manipulacji.

Ucz dziecko, by nigdy nie wypełniało żadnych formularzy on line bez waszej zgody. Konkursy i promocje są sposobem firm na zdobywanie danych adresowych potencjalnych klientów.

 

O reklamie z nastolatkiem 

Jowita ma 15 lat i uwielbia modę. Choć nie chce być modelką, śledzi zmiany zachodzące w świecie mody, przegląda poświęcone jej czasopisma i strony internetowe. Rodzicom zapowiedziała, że chce zostać sławną projektantką mody. Mama zaczęła się niepokoić, obserwując zachowanie córki. Dziewczyna zwyczajnie nie włoży niemarkowego ubrania, nawet jeśli wygląda w nim bardzo dobrze. Zaczęła też wstawać o godzinę wcześniej, by dobrać ubranie do szkoły i skorzystać z całego zestawu kosmetyków.

Podstawowe zadanie na tym etapie to demistyfikacja marek. Otóż przekaz adresowany do nastolatków brzmi w tym przypadku następująco: „Jeśli nie masz rzeczy określonej marki, jesteś bezwartościowy”. Pomagajmy dzieciom zdać sobie sprawę, że nie to, co mają, a kim są, świadczy o ich wartości. Może być to tym trudniejsze, że zdecydowana większość rodziców nie edukuje dzieci w zakresie reklam, wybierając łatwiejszą drogę, czyli kupując dzieciom modne produkty, „by nie czuło się gorsze” od rówieśników.

Ucz dziecko, że telefon służy do komunikacji, a nie do brania udziału w konkursach. Wiele nagród jest symbolicznych, można na przykład wygrać jakiś napój. Puszka napoju kosztuje dwa złote, aktywny numer telefonu, który będzie później zalewany reklamami jest dla firmy o wiele więcej wart.

Ucz dziecko opierania się wpływowi rówieśników. Większość reklam adresowanych do nastolatków korzysta z efektu chęci bycia akceptowanym przez grupę.

Naucz dziecko szukania informacji celowo pomijanych przez reklamodawcę. Np. reklamy jedzenia nie zawierają danych o właściwościach odżywczych ani o konserwantach. Rozmawiajcie o problemie wykorzystywania w reklamie i artykułach sponsorowanych tzw. autorytetów, często wypowiadających się o sprawach wykraczających poza ich kompetencje.

Na koniec sprawa podstawowa. Ucz dziecko, by zawsze stawiało sobie pytanie cui bono? – kto i co zyskuje na tym, że uwierzę w konkretny przekaz reklamowy?

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki