Logo Przewdonik Katolicki

Zwyczajne i prawdziwe

Ks. Piotr Gąsior
Fot.

Nie wkładałam żadnego wysiłku, by zafascynować się jej osobą. Dokonało się to natychmiast jak tylko odkryłam, że ona też miała swoje problemy i marzenia.

 

Święci sami wybierają sobie swoich czcicieli. Sposoby nawiązywania przyjaźni ze świętymi są rozmaite. Wszystkie piękne, bo autentyczne. Zawsze bardzo osobiste. Oto jeden z nich.

 

Święta z internetu

„Św. Joannę «poznałam» – opowiada pani Monika Sarniak – w Wielki Piątek 2006 r., czyli na kilka tygodni przed ślubem. Przeżywałam wówczas rozterki dotyczące mojej drogi życia. Siostra narzeczonego zaproponowała mi, abym zainteresowała się postacią św. Joanny. «Ona tak, jak Ty miała różne dylematy» – powiedziała. Zaczęłam szukać w internecie informacji o św. Joannie i wtedy rozpoczęła się moja przygoda z tą wielką świętą. Nie wkładałam żadnego wysiłku, by zafascynować się jej osobą. Dokonało się to natychmiast jak tylko odkryłam, że ona też miała swoje problemy, trudne sprawy, wizje i marzenia. Św. Joanna stała się mi bardzo bliska. Stała się dla mnie wzorem. Postanowiłam obrać ją za patronkę naszego związku, a zatem stała się też naszą orędowniczką i opiekunką”.

Na polskim rynku wydawniczym na tamten czas nie było jeszcze zbyt wiele publikacji na temat ostatniej kobiety kanonizowanej przez Jana Pawła II. Ale nie żyjemy przecież na końcu świata i mamy dostęp do innych środków informacji. Pani Monika postąpiła tak, jak to czyni większość z nas. Po prostu włączyła komputer. „Początkowo – wspomina – korzystając z internetu, wydrukowałam teksty różnych modlitw za jej wstawiennictwem i często odmawiałam je, prosząc o opiekę i potrzebne łaski. Polecałam jej naszego pierworodnego synka, którego dzień narodzin został wyznaczony na 27 kwietnia, a więc – jak się zorientowałam – w wigilię liturgicznego wspomnienia św. Joanny Beretty Molli. Często umacniałam się jej przykładem, a szczególnie wtedy, gdy było ciężko, gdy przyszło przeżywać trudne doświadczenia”.

 

Wakacje ze świętą

Każda prawdziwa przyjaźń powoduje, że przyjaciele chcą się ze sobą spotykać. Dlaczegóż więc nie mogłoby być podobnie również pomiędzy nami a świętymi? Przecież oni nie wymagają od nas kultu wyłącznie na kolanach przed ich wizerunkami lub relikwiami. Tym niemniej, jeśli ktoś myśli jedynie o spotkaniach w sensie przenośnym, to jest w błędzie. Duchowa łączność to jedno, ale obcowanie ze świętymi to także bliskość fizyczna, wręcz namacalna. To jakby chodzenie po ich śladach. Picie z tych samych źródeł. Siadanie na tych samych krzesłach. Oddychanie tym samym powietrzem. „Ja uświadomiłam sobie, iż bardzo chciałabym pojechać do Niej, tam do Włoch w  czerwcu 2009 r. Byliśmy wówczas z mężem na etapie planowania wakacyjnego wyjazdu. Dlatego też ułożyliśmy plan podróży tak, aby choć kilka godzin być w ziemi św. Joanny” – mówi pani Monika.

Był 26 lipca 2009 r. Państwo Sarniakowie prowadzeni nie tylko przez GPS (w podróży asystował im również Anioł Stróż) najpierw dotarli do Magenty, potem do Mesero i Ponte Nuovo k. Mediolanu. Wstąpili m.in. do bazyliki św. Marcina, gdzie św. Joanna została ochrzczona i gdzie przeżyła swój sakrament małżeństwa. Uklęknęli przy grobowcu rodziny Mollów na cmentarzu parafialnym w Mesero. Pomodlili się też w kościółku Matki Bożej Dobrej Rady, do którego codziennie przychodziła ich ulubiona patronka, kiedy była już panią dyrektorową, czyli żoną inż. Piotra Molli, dyrektora fabryki SAFFA w Ponte Nuovo. „To były wspaniałe chwile – rozrzewnia się nieco na ich wspomnienie pani Sarniak – wypełnione spokojem niezapomnianych wrażeń, które na zawsze zostaną w moim sercu. Patrząc na wizerunek świętej, prosiłam Boga, aby jeśli pozwoli nam cieszyć się macierzyństwem po raz drugi, miał w swojej opiece nasze dzieciątko przez wstawiennictwo Joanny. I co się okazało? Wkrótce po powrocie do domu odkryłam, że Bóg podarował nam nowe życie. Od pierwszych dni ofiarowałam Mu to maleństwo właśnie przez św. Joannę”.

Otrzyma imię Joanna

Kto ma świętego za przyjaciela, temu życie nie doskwiera. Czy można zatem uznać, że przyjaźń ze świętym zapewnia brak życiowych problemów? Na pewno nie. Ale z drugiej strony nie jesteśmy sami w ich pokonywaniu. Wyraźnie doświadczyła tego również pani Monika: „Najpierw pojawiło się zagrożenie, które przetrwaliśmy, a potem przyszło 12    trudnych tygodni związanych ze znacznie nasilonymi objawami ze strony układu pokarmowego. W tym czasie starałam się czerpać siły od św. Joanny. Kolejny etap ciąży wydawał się być stabilny i trwał 7 tygodni. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że te 7 tygodni, to czas «odpoczynku» i nabierania sił na następny niełatwy okres.

Nastał tydzień 24. Trafiłam do szpitala. Diagnoza: zagrożenie porodem przedwczesnym. Konieczna jest hospitalizacja, «ścisłe łóżko» i włączenie środków farmakologicznych podtrzymujących w celu niedopuszczenia do rozwoju akcji porodowej. Nasze maleństwo miało wówczas zaledwie 650 gram. Byliśmy prawie pewni, że to dziewczynka. W tej nowej i trudnej sytuacji powierzyłam św. Joannie córeczkę, czyniąc swego rodzaju deklarację: «Jeżeli nasze dziecko jest dziewczynką, urodzi się zdrowa i w odpowiednim dla niej czasie – obiecuję, że otrzyma imię Joanna na twoją cześć». I okazało się, że święta po raz kolejny wzięła sprawy w swoje ręce. Nie znaczy to, że wszystko ucichło. Nadal było wiele obaw, ale Joanna pomogła mi najpierw przetrwać czas prawie czterech tygodni leczenia szpitalnego (zwłaszcza rozłąkę z najbliższymi; mój synek miał wtedy tylko 20 miesięcy), a potem okres dwóch miesięcy oczekiwania i nowych trudności”.

 

Jeszcze jeden znak

Poród rozpoczął się w Wielką Sobotę 3 kwietnia 2010 r. Pani Monika wyjeżdżając do szpitala, usłyszała w radio o śmierci Piotra Molli. Było jej smutno, ale przyznaje, że odebrała to jako kolejny znak. Oczekiwana córeczka przyszła na świat rano 4 kwietnia. Była to Wielka Niedziela. Chrystus zmartwychwstał. W całej rodzinie i u przyjaciół państwa Sarniaków dodatkowa radość. Dziecko urodziło się zdrowiuteńkie! A mama słowa dotrzymała. Wraz z mężem – zgodnie z daną obietnicą – ochrzcili córeczkę imieniem Joasia. Od tej chwili – a może jeszcze wcześniej, kiedy maleństwo było pod sercem mamy – św. Joanna została jego patronką. Dziś Joasia jest bardzo żywotnym, odważnym, wesołym i zaradnym dzieckiem. „Według mnie – uważa pani Monika – to też zasługa świętej. Kiedy nasza pociecha ukończyła dwa lata odkryłam pewien fakt: Asia urodziła się w dniu, który dla św. Joanny był szczególnie ważny. 4 kwietnia był przecież dniem jej Pierwszej Komunii Świętej. Może ktoś uzna, że to nic nie wnoszący szczegół, lecz dla mnie to bardzo wiele znaczy”.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki