50 lat temu powstała Droga Żelazna Warszawsko-Bydgoska. Jest powód, aby pochylić się nad dziedzictwem kolejowym regionu.
Niewielka podróż, którą dziś się zajmuję, nigdy bowiem się nie odbyła, ale na pewno odbyć się mogła – dumna i zupełnie prawdziwa była bowiem Kolej Warszawsko-Bydgoska, łącząca pojedynczą nitką żelazną Królestwo Polskie z Prowincją Poznańską zaboru pruskiego. W grudniu minie 150 lat od powstania tej trasy kolejowej, ale już teraz rusza akcja zbierania wspomnień związanych z kolejnictwem.
„Pamiętnik panny Katarzyny” to część multimedialnego projektu „Koleje losu, czyli trzech pasażerów w wagonie, nie licząc psa”, jaki powstaje m.in. w bydgoskim Miejskim Centrum Kultury, a związany jest właśnie z rocznicą warszawsko-bydgoskiej kolei. Szuka się opowieści kolejarzy oraz pasażerów, pasjonatów kolejnictwa, ludzi młodszych i starszych. Na naszych oczach bowiem kończy się chyba złota era kolei, która przed ponad wiekiem wdarła się do naszego regionu w kłębach parowozowej pary. Kolejarze przez długie lata uosabiali też etos pracy, powołania do służby, obowiązkowość. Obraz takiej kolei, kolejarzy – podopiecznych św. Katarzyny – nie powinien zaniknąć. Zapraszam serdecznie do dzielenia się kolejarskimi dziejami. Kontakt telefoniczny: 0503 584 840.
Wolny przejazd również dla twórców
A może przyjmą Państwo zachętę do tworzenia małych form poświęconych podróżom kolejowym i kolei naszego regionu? Dzięki pomocy bydgoskich kolejarzy i pasjonatów: Mirosławy Michalskiej, Filipa Sieradzkiego, Waldemara Lewandowskiego, spróbowałem odtworzyć klimat pociągu z początku minionego wieku, którym to fikcyjna panna Katarzyna podąża z Łowicza do Bydgoszczy. Wówczas była to wyprawa transgraniczna, międzynarodowa.
Proszę zatem szybko wsiadać, drzwi zamykać! Parowóz wspomnień już pod parą! Ruszamy!
Z pamiętnika panny Katarzyny – wyimki
4 września 1912 r.
No i stało się, Drogi Pamiętniku – trzeba mi po raz pierwszy samej pojechać koleją żelazną, w odwiedziny do naszej kochanej Cioci, która z daleka, spod miasta Bromberg, przysłała mi zaproszenie na letnisko. Matula wpadła w przestrach, bo sama tak zaaferowana różnorakimi sprawami, że pojechać w mojej asyście nie może. W naszej łowickiej kamienicy remont – trzeba przypilnować domu, gdy Tatko w kantorze lub na placu handluje. Więc uradzono szparko, że pojadę sama! Samiuteńka! Koleją Warszawsko-Bydgoską.
Zaczynam już szykować się do drogi! Spojrzę na mapę – przypatrzę się tej żelaznej drodze...
5 września 1912 r.
Zabieram płaszczyk długi i krótki, kapelusiki, koronkową umbrelkę, bucików cztery pary, sukienki, bieliźniarkę, co razem dało bagażu: kufer drewniany, wiklinowy kosz, walizeczka, maleńki sakwojaż dodatkowo.
Największe utrapienie z Polcią – psinką poczciwą. Nawet za skarby chińskiego mandaryna nie chciałabym zostawić Polci w Łowiczu na tak długo! Pojedzie zatem ze mną. Zobaczymy, co na to Tatko, który sroży się, słysząc o kosztach takiego luksusu. Pies też podróżuje na bilet, a jakże!
6 września 1912 r.
Polcia jedzie! Nie jest to duża suczka, stąd i „mecyje umiarkowane” – powiedział wczoraj wieczorem Tatko, wręczając mi dodatkowe ruble na podróżne trudności. Bilet w sumie kosztował niemało...
Na dworzec pojechaliśmy z pełną pompą, dorożką wyładowaną pasażerami i towarem. Mama i Tatko odprowadzili mnie do poczekalni, a potem samych drzwi wagonu. Poczekalni i wagonu drugiej klasy! Z miękkimi kanapami. Gdy kilka lat wcześniej jechałam koleją z nianią, chcąc widocznie zaoszczędzić nieco, wpakowano nas do wagonu klasy trzeciej, gdzie siedzieliśmy na drewnianych ławach, jedni obok drugich, bez przepierzeń pomiędzy coupe.
Muszę szybko zająć miejsce, a Polcię nadać w ręce konduktora, który prowadzi ją do psiej budy. To taka skrzynia zakratowana, podczepiona pod wagonem pocztowo-towarowym. Bagaże moje bagażowy cisnął na górę, a Polcia pojedzie pod nimi! Zabawne! Pilnuj, Polciu, pilnuj pilnie mojego kufra!
Maszynista dawał jakieś znaki parowe, wyziewy wciąż buchały z komina lokomotywy. Kolej żelazna ma swoje prawa i zwyczaje, i tajemnice, które obserwowane z boku wydają się nieco niebezpieczne i diaboliczne prawie. Matula, na wszelki wypadek żegna mnie przed wagonem, odmawiając cicheńką modlitwę.
Ruszam wreszcie. Peron jest zapełniony machającymi ludźmi. Oni zostają, a my jedziemy!
Tego samego dnia:
Stuk – puk, stuk – puk, stuk – puk. Spać się chce od miarowego pukania stalowych kół... Widok z okna jednak taki śliczny, że za nic w świecie nie zamknę oczu! Dziwuję się każdej łączce i pagóreczkowi najmniejszemu, mijanemu w takim szalonym pędzie...
Tego samego dnia
Granica! Patrzę ciekawie na Prusaków w skórzanych kaskach ze śmieszną szpicą na środku. Kontrolują nas uprzejmie, ale znać w nich ludzi służbowych, poważnych. Pociąg zatrzymuje się w Aleksandrowie na dłużej przeto.
Hop, i wnet jestem już w Prusach, po drugiej stronie!
Cudnie jedzie się koleją żelazną!
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













