Logo Przewdonik Katolicki

Za mało humoru

Ks. Piotr Gąsior
Fot.

Kończy się wakacyjny plebiscyt na najlepszego proboszcza i najlepszą parafię Małopolski. Miało być radośnie. Po co więc tyle nerwów?

Kończy się wakacyjny plebiscyt na najlepszego proboszcza i najlepszą parafię Małopolski. Miało być radośnie. Po co więc tyle nerwów?

 

Bez odwołania

Zasady konkursu były publikowane na łamach tzw. prasy świeckiej i w internecie. Każdy już po chwili mógł się zorientować, że i tak wszystko będzie ustalone przez gremium kapituły. W artykule piątym regulaminu napisano: „Kapituła Plebiscytu dokona na posiedzeniu podliczenia głosów oddanych w Plebiscycie, a także ostatecznego ustalenia i zatwierdzenia wyniku Plebiscytu. Z posiedzenia Kapituły sporządza się protokół. Decyzja kapituły jest ostateczna i nie przysługuje od niej odwołanie”. W skład kapituły weszli: bp Jan Zając, biskup pomocniczy metropolity krakowskiego, ks. Paweł Płatek, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego Kurii Diecezjalnej w Tarnowie, o. Leon Knabit, benedyktyn z Tyńca, red. Marek Kęskrawiec z „Dziennika Polskiego” oraz red. Grażyna Starzak.

 

Byle głosowali

Organizatorzy plebiscytu dobrze się bawili, widząc, ile „entuzjazmu” finansowego wzbudziło ogłoszone przez nich głosowanie. Etap II plebiscytu obejmował głosowanie na zakwalifikowanych do tego etapu kandydatów, na drukowanych w okresie od 20 lipca do 31 sierpnia 2012 r. w „Dzienniku Polskim” oryginalnych kuponach do głosowania lub przez SMS (poprzez zakup e-wydania Dziennika Polskiego). Jeden kupon oznaczał głosowanie tylko na jednego kandydata do tytułu NAJLEPSZY PROBOSZCZ MAŁOPOLSKI ROKU 2012 oraz NAJLEPSZA PARAFIA WOJEWÓDZTWA MAŁOPOLSKIEGO ROKU 2012. Ponadto na jednym kuponie można było oddać głos na kandydata tylko w jednej kategorii. Kupony zawierające głos na więcej niż jednego kandydata były nieważne. Ważne było jednak dla pomysłodawców to, że każdy czytelnik może wysłać dowolną ilość kuponów lub SMS-ów. Liczy się zatem tylko ten, kto... da więcej.

 

Zbyt serio

Słowo „plebiscyt” ma starożytne pochodzenie (plebs, czyli lud). W dawnym Rzymie dotyczyło głosowania plebejuszy nad jakąś ważną dla nich sprawą. Obecnie o plebiscycie słyszymy np. przy wyborze najlepszego sportowca roku czy marki samochodu. W naszym wakacyjnym plebiscycie część parafii reklamowało siebie i swoich duszpasterzy z pewną dozą uśmiechu i dystansem. Inne podeszły do konkursu bardzo, bardzo serio. Powagi wydarzeniu dodała np. informacja o plebiscycie, zamieszczona na oficjalnej witrynie internetowej diecezji tarnowskiej. Portal krakowskiej kurii aż tak daleko się nie posunął. Inną kwestią okazały się wpisy internetowe. Część internautów wykorzystało okazję, aby obrazić niejednego kapłana. Nie wierzę, że ktokolwiek przewidział ten skutek uboczny tegorocznego rankingu proboszczów i wspólnot parafialnych. Czy my, Polacy, naprawdę nie mamy poczucia humoru i zawsze do wszystkiego musimy podchodzić tak bardzo serio?

A sami duchowni? Myślę, że większość ma do takich „zawodów” zdrowy dystans. W tzw. sezonie ogórkowym spada czytelnictwo prasy, więc różnymi metodami zachęca się ludzi do jej nabywania. Są oczywiście księża, według których takie konkursy niczemu dobremu nie służą. Mają charakter zbyt emocjonalny, więc są niepotrzebne. Inni śmieją się z tego typu zabaw, ale jak wygra ich znajomy, nie omieszkają mu pogratulować i wpaść na kawę. I chyba taka postawa jest najzdrowsza. 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki