Skok z blisko 30 km, podczas którego prędkość dochodziła do 862 km/h, a czas swobodnego spadania wynosił bagatela 228 sekund, zdaje się wręcz niewyobrażalny. Jego autor Felix Baumgartner, swój wyczyn chce jeszcze poprawić.
Skok z blisko 30 km, podczas którego prędkość dochodziła do 862 km/h, a czas swobodnego spadania wynosił bagatela 228 sekund, zdaje się wręcz niewyobrażalny. Jego autor – Felix Baumgartner, swój wyczyn chce jeszcze poprawić.
Salzburczyk swój skok wykonał kilkanaście dni temu w Międzynarodowym Centrum Lotów w amerykańskim Roswell, szczęśliwe lądując na pustyni w Nowym Meksyku. Skok 43-letniego Baumgartnera, choć imponujący, nie był tym najdłuższym. Palmę pierwszeństwa w tym względzie nieprzerwanie od ponad pół wieku dzierży emerytowany pułkownik Sił Powietrznych USA Joseph Kittinger. W 1960 r. w ramach projektu „Excelsior III” z sukcesem skoczył z pułapu 31 333 m, spadając swobodnie z prędkością 988 km/h. Dziś jako doradca i mentor wspomaga Baumgartnera w realizacji misji Red Bull Stratos, dla którego udany skok z 29 455 m był tylko preludium do realizacji głównego zadania – jednoczesnego pobicia czterech rekordów: najwyższego lotu balonem (36 576 m), najwyższego skoku spadochronowego, przekroczenia prędkości dźwięku (1126 km/h) w trakcie swobodnego spadania oraz najdłuższego swobodnego spadku (5,5 min). W dążeniu do ambitnego celu, obok Kittingera, wspomagają skoczka m.in. pilot, medyk, meteorolog oraz specjalista od sprzętu kosmicznego.
Pełne teksty artykułów "Przewodnika Katolickiego" w Internecie ukazują się po 10 dniach od daty wydania drukiem.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









