Logo Przewdonik Katolicki

Dajmy świadectwo

Katarzyna Jarzembowska
Fot.

Czas wakacji to nieustanne apele o oddawanie krwi. Często mały gest z naszej strony może uratować ludzkie życie.O zaangażowaniu w kampanię informacyjną na rzecz krwiodawstwa z ks. płk. Zenonem Surmą, członkiem Zgromadzenia Misjonarzy Klaretynów, proboszczem parafii wojskowej pw. NMP Królowej Pokoju w Bydgoszczy, krajowym duszpasterzem honorowych dawców krwi

 

Czas wakacji to nieustanne apele o oddawanie krwi. Często „mały gest” z naszej strony może uratować ludzkie życie.

 

O zaangażowaniu w kampanię informacyjną na rzecz krwiodawstwa z ks. płk. Zenonem Surmą, członkiem Zgromadzenia Misjonarzy Klaretynów, proboszczem parafii wojskowej pw. NMP Królowej Pokoju w Bydgoszczy, krajowym duszpasterzem honorowych dawców krwi

 

Kiedy pierwszy raz usłyszał Ksiądz o honorowym krwiodawstwie?
– To było w 1978 r. W gdyńskiej stoczni nastąpił wówczas wybuch. Szybko okazało się, że jest potrzebna krew. Chęć pomocy była natychmiastowa. Skrzyknąłem kolegów i pojechaliśmy. Nigdy nie zapomnę tej pierwszej radości w sercu – że w tak prosty sposób można komuś pomóc. Tym bardziej że po pierwszych badaniach usłyszałem o dobrym poziomie hemoglobiny. Pani doktor zachęciła mnie do częstszego oddawania krwi. Wtedy ten cenny dar był pobierany do butelek – i to zupełnie inną igłą. Dzisiaj odbywa się to w warunkach niesłychanie komfortowych, wręcz hermetycznych. W tamtej chwili pomyślałem, że skoro jestem zdrowy, to przecież mogę oddawać krew. Dlaczego by nie pomagać innym – czekającym na drugie życie? Takie systematyczne oddawanie krwi, na które zdecydowałem się wraz z kolegami, trwało około sześciu lat.
 
Rozumiem, że kapłaństwo było dopiero w planach?
– Należałem do Klubu Honorowych Dawców Krwi jeszcze przed wstąpieniem do seminarium duchownego. Po ukończeniu szkoły średniej, a było to Technikum Elektroniczne we Wrocławiu, poszedłem jeszcze do pracy. Jednak prawdziwy przełom nastąpił w momencie, kiedy byłem już księdzem. Zostałem kapelanem w Wyższej Szkole Oficerskiej Inżynierii Wojskowej we Wrocławiu. Pracując pośród tylu młodych ludzi, zachęcałem ich do oddawania krwi. Był czas na prelekcje, ale i wyjaśnienia. Podczas rozmów wielokrotnie padało pytanie: czy ksiądz również oddaje krew? Odpowiadałem, że jest to dla mnie coś oczywistego. Po takich spotkaniach, kiedy rozwiałem już wszystkie wątpliwości, widziałem wielką chęć pomocy, która faktycznie owocowała litrami oddanej krwi. Prawie 90 proc. wcielonych decydowało się na ten krok. Dłuższą i jedyną taką przerwę miałem podczas pobytu w seminarium. Moi przełożeni nie byli wtedy w wystarczający sposób uświadomieni. Bali się, że będę osłabiony, zachoruję i nie będę mógł ukończyć nauki. Kiedy zostałem kapłanem, znowu powróciłem do krwiodawstwa. Oczywiście towarzyszy temu lekki stres, ale radości i tak jest znacznie więcej. Być dla kogoś potrzebnym… Te słowa mówią wiele… Dlatego wciąż trzeba zachęcać i pokazywać, że to nie boli, że warto. Dzisiaj jestem zdrowy – a tylko taki człowiek może oddać krew. Jutro może być inaczej. Decyzję trzeba podjąć w miarę szybko. Oddanie krwi to swoiste dziękczynienie Bogu za zdrowie. Wszak dzielę się tym, co we mnie najcenniejsze.
 
Ile litrów oddanej krwi ma Ksiądz na swoim koncie?
– Zbliżam się do pięćdziesięciu litrów… Teraz procedura pobierania jest znacznie lepsza. Kiedyś najpierw kłuto w żyłę i pobierano materiał do badań, a potem ponownie – żeby uzyskać większą ilość płynu. Dzisiaj wypełnia się ankietę, a potem wykonuje lekkie ukłucie w palec. Szybko analizuje się wyniki i można przystąpić do zasadniczego pobrania krwi. Dorosły człowiek ma w sobie od pięciu do sześciu litrów tego cennego surowca. Wielką łaską jest to, że można w ten sposób ratować życie innych. W takim momencie przypominają mi się słowa Jezusa: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych…”. Gdzieś tam czeka jakiś cierpiący człowiek – może na kilka chwil przed operacją. Przychodzę do niego i daję mu nadzieję. Można powiedzieć, że jedną z dróg realizacji przykazania miłości jest właśnie honorowe krwiodawstwo. Pierwszą osobą, która oddała za nas swoją krew do ostatniej kropli, był Jezus. Śmiercią na krzyżu niejako przypieczętował swoją miłość do nas. Naśladowanie w tej miłości Chrystusa polega również na ofiarowaniu swojej krwi.
 
Jest Ksiądz krajowym duszpasterzem honorowych dawców krwi. Jak ta posługa kształtowała się na przestrzeni lat?
– Każdego roku organizujemy trzy ogólnopolskie spotkania. W styczniu dzielimy się opłatkiem, w maju modlimy się na Jasnej Górze, a jesienią – w Licheniu. W każdej diecezji – takie prośby zostały skierowane do biskupów – są ustanawiani diecezjalni duszpasterze honorowych dawców krwi. Jak wiemy, krwiodawstwo było często skupione wokół dużych klubów przy zakładach pracy. Gdy upadały zakłady, znikały także kluby. Dzisiaj ten środek ciężkości został przerzucony na Kościół. W wielu parafiach powstały kluby honorowych dawców. Ludzie mają możliwość działania. Po co jest taki klub? Przede wszystkim po to, aby wzajemnie się wspierać i dopingować w oddawaniu krwi. Po to, aby odpowiadać na pilne potrzeby, kiedy we znaki dają się deficyty tego surowca – zwłaszcza w okresie letnim. Funkcjonują nawet specjalne bazy danych, dzięki którym znamy grupy krwi poszczególnych osób i w razie wypadku możemy błyskawicznie poprosić kogoś o ratunek. Przy Kościele jeden drugiego mobilizuje, tak jak w rodzinie. To rodzi konkretne dobro. Dzisiaj wielu osobom trudno dojechać do stacji krwiodawstwa, więc akcje są organizowane przy świątyniach, nawet w najmniejszych wsiach.
 
W ciągu roku, zwłaszcza w miesiącach letnich, słyszymy o braku krwi. W mediach pojawiają się specjalne apele. Może wakacje powinny jeszcze bardziej zachęcić nas do dania z siebie czegoś więcej?
– Warto zwłaszcza wtedy podjąć ten trud. Dlaczego? Po pierwsze – potencjalni dawcy krwi wyjeżdżają na urlop. Po drugie – wzmożony ruch na drogach powoduje więcej wypadków. Dlatego myśląc o innych, myślę w tym wypadku również o sobie. Dzisiaj ja oddam krew, a – niestety – jutro i ja mogę jej potrzebować. Często przed wakacjami jako krajowy duszpasterz honorowych dawców krwi zwracam się za pośrednictwem mediów z apelem o oddanie krwi. Okres wakacji jest czasem zwiększonego zapotrzebowania. Doświadczamy dramatycznego braku krwi, planowane operacje są odkładane. Sytuacja wielu chorych staje się trudna, a czasami beznadziejna. Dla osób wierzących – poza czysto ludzkim motywem oddania krwi – istnieje też motywacja „nadprzyrodzona”. Tu na pierwszy plan wysuwają się słowa Chrystusa: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. Dzieląc się krwią, dajemy świadectwo tego, że jesteśmy uczniami Chrystusa.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki