Logo Przewdonik Katolicki

W 70. rocznicę śmierci. Wrocław Edyty Stein

Dorota Niedźwiecka
Fot.

Śródmieście. Tu się urodziła, tu dorastała. Jeszcze dziś można dotknąć ścian domów, obok których przechodziła, odwiedzić podwórka z zachowanymi budynkami dawnych manufaktur, nad którymi jak przed wojną unosi się zapach świeżo pieczonego chleba z pobliskiej piekarni.

Śródmieście. Tu się urodziła, tu dorastała. Jeszcze dziś można dotknąć ścian domów, obok których przechodziła, odwiedzić podwórka z zachowanymi budynkami dawnych manufaktur, nad którymi – jak przed wojną – unosi się zapach świeżo pieczonego chleba z pobliskiej piekarni.

 

 

Neoklasyczna kamienica z niedawno odnowioną błękitno-żółtą elewacją i przeszklonym piętrem kontrastuje ze zniszczonymi, XIX- i XX-wiecznymi budynkami przy ul.  Nowowiejskiej. Większość z nich ocalała po oblężeniu Wrocławia. „Tu mieszkała Edith Stein, ur.1891, zgładzona 9.8.1942 w Auchswitz” – brzmi napis, wyryty na granitowo-miedzianej kostce, wmurowanej w chodnik przed wejściem.

Kamienicę – nazywaną dziś Domem Edyty Stein – zakupiła w 1910 r. jej matka, Augusta, za zarobione na handlu drewnem pieniądze.

Augusta prowadziła wówczas od siedemnastu lat własne przedsiębiorstwo. Przejęła je po mężu Zygfrydzie, który zmarł nagle, gdy Edyta miała dwa lata. Wdowa w krótkim czasie wyszła z długów, które pozostawił małżonek i zyskała opinię najlepszego kupca w branży drzewnej we Wrocławiu. Nie zaniedbywała przy tym wychowania siedmiorga dzieci. W tym czasie przeprowadzała się z nimi kilkakrotnie: do nieistniejącego już mieszkania przy ul. Kurkowej oraz do zachowanych kamienic: przy ulicach: Myśliwskiej, Henryka Pobożnego oraz Franklina Roosvelta. Dom przy ul. Nowowiejskiej należał do rodziny do 1939 r., kiedy to podczas aryzacji mienia żydowskiego skonfiskowały go niemieckie władze.

Obecnie mieści się w nim siedziba Towarzystwa im. Edyty Stein, organizacji pozarządowej, która prowadzi działalność kulturalną i edukacyjną. W kamienicy mieści się stała wystawa poświęcona życiu rodziny Steinów, organizuje się wystawy tematyczne, przedstawienia, konferencje.

– Od kilku miesięcy Towarzystwo prowadzi także zajęcia „przedszkola filozoficznego”, na wzór dysput filozoficznych, organizowanych przez Edytę w domu w latach 1918–1923 – wyjaśnia dyrektor Jolanta Ostrowska.

 

Wspomnienia z dzieciństwa

Historia życia Edyty łączy się z wieloma miejscami we Wrocławiu.

Na starych pocztówkach nad południową częścią miasta góruje imponujących rozmiarów kopuła tzw. liberalnej synagogi, do której uczęszczała wraz z matką i rodzeństwem. Wybudowana przez Edwina Opllera, słynnego budowniczego żydowskich budowli sakralnych, była zaliczana – wraz z berlińską – do najpiękniejszych w państwie niemieckim. Neoromańskie łuki, liczne wieże oraz bogato wyposażone wnętrze w stylu orientalnym kontrastowało przepychem z synagogą pod Białym Bocianem – obecnie jedyną zachowaną i udostępnianą do zwiedzania synagogą w mieście. Synagoga liberalna została zniszczona przez narodowych socjalistów podczas nocy kryształowej. Upamiętnia ją granitowy pomnik z napisami pamiątkowymi w języku polskim, żydowskim i niemieckim.

Na północ od Rynku, przy pl. Nankiera 1 –  klasycystyczny budynek, zwieńczony tympanonem, należący do Akademii Medycznej. To tu Edyta uczęszczała do gimnazjum  im. Wiktorii.

Kilka przecznic dalej, w niewielkiej cukierni Ilgena przy ul. Kuźniczej 11, wraz z siostrą Różą zamawiały często porcję jabłecznika lub lodów z bitą śmietaną. „Nigdy o to nie prosiłam, lecz kiedy przechodziłyśmy blisko naszego lokalu, bezwiednie spoglądałam w okno wystawowe i Róża bez słowa kierowała się ku wejściu" –  wspominała później w autobiograficznych Dziejach pewnej rodziny żydowskiej.

 

Jak księżniczka na zamku

Edyta należała do jednego z pierwszych roczników kobiet, którym pozwolono studiować na uniwersytecie. Pomalowany kilka lat temu na żółto „w stylu epoki” – zupełnie jak wówczas, gdy Edyta studiowała na nim psychologię, filozofię, historię i germanistykę – szczyci się jedną z najdłuższych w tej części Europy fasad (160 m) i pełnym przepychu barokowym wnętrzem Auli Leopoldyńskiej.

„W wolnych godzinach, znalazłszy pustą salę wykładową, lubiłam siedzieć na jednej z szerokich desek okiennych, wypełniających głębokie nisze w murze, i tam pracowałam. Z tej wysokości mogłam patrzeć na rzekę i most Uniwersytecki, na którym wrzało życie i miałam wrażenie, że jestem księżniczką  na zamku. Podobnie czułam się w przyległym, równie czcigodnym konwikcie, gdzie odbywaliśmy psychologiczne i filozoficzne seminaria, a także w Bibliotece Uniwersyteckiej, dawnej fundacji kanonickiej przy Sandstrasse” – wspominała. Gdy wieczorem zamykano budynek, dyskutanci przenosili się do kawiarni lub latem – do największego w mieście Parku Szczytnickiego, by „posłuchać śpiewu słowików”.

Sąsiadujący z gmachem głównym uniwersytetu barokowy kościół Najświętszego Imienia Jezus to pierwsza katolicka świątynia, do której weszła przyszła święta. Miała wówczas 20 lat. Wcześniej oglądała ją tylko z zewnątrz, by nie przeszkadzać innym w modlitwie.

–  W tym czasie Edyta działała także w organizacjach studenckich na rzecz reformy edukacji oraz prawa wyborczego kobiet. – Ponownie na dłużej do Wrocławia zawitała w 1918 r., angażując się m.in. w działalność społeczną dotyczącą kwestii kobiecej. W tym czasie starała się o habilitację, jednak ówczesne prawo niemieckie było w tej kwestii nieprzychylne kobietom – wyjaśnia Danuta Mrozowska, kustosz Domu Edyty Stein.

Edyta bardzo lubiła Ostrów Tumski, położoną na wyspach najstarszą część miasta. Wspaniałe iglaste wieże gotyckiego kościoła Świętego Krzyża, bogato rzeźbiony portal katedry, niskie, dystyngowane proste domy kanoników sprawiały, że czuła się tu jak „w świecie ciszy i pokoju, przeniesiona w dawno minione stulecia”. Ten zakątek do dziś jest najbardziej urokliwym miejscem we Wrocławiu. Szczególnie wieczorami, gdy delikatnie oświetlają go płomienie oryginalnych latarni gazowych.

 

Ostatnia podróż

Edyta przez kilkanaście lat życia deklarowała się jako ateistka. W wieku 14 lat przestała uczęszczać do synagogi. Decyzję o powrocie do wiary – ale już nie żydowskiej, lecz katolickiej – podjęła pod wpływem wieloletnich przemyśleń, świadectw znajomych, a ostatecznie za sprawą lektury św. Teresy z Ávila. Chrzest przyjęła 1 stycznia 1922 r. w Bad Bergzabern.

Od tego czasu, gdy przyjeżdżała do Wrocławia, codziennie rano modliła się w pobliskim kościele św. Michała Archanioła. Siadała w pierwszych ławkach po prawej stronie. Niestety, neogotyckie wnętrze, na które patrzyła wówczas, nie zachowało się do dziś. Zniszczony w 70 procentach kościół odbudowano sukcesywnie po II wojnie światowej.

Po lewej stronie od głównego wejścia od 1991 r. (setna rocznica urodzin Edyty) znajduje się poświęcona jej kaplica. Marmurowy świecznik w formie stosu kartek i marmurowy ołtarz w kształcie otwartej Biblii mieści urnę z ziemią oraz prochami pomordowanych w Auschwitz-Birkenau. „Witaj Krzyżu Jedyna Nadziejo” – brzmi napis w języku łacińskim.

 We wspomnieniach napisze: „Jak zwykle, o wpół do szóstej wyszłam z domu, aby pójść do kościoła św. Michała na pierwszą Mszę św.(...) Nastąpiło pożegnanie. (...) Na koniec matka  powiedziała: «Niech cię Wieczny wspomaga»". Tyle o ostatnim dniu, jaki spędziła w rodzinnym domu przed wyjazdem do karmelu 13 października 1933 r.

Wyszła na ulicę. W oknie, z którego matka miała zwyczaj żegnać domowników, nie było nikogo.

We Wrocławiu Edyta najprawdopodobniej była jeszcze raz: 7 sierpnia 1942 r., gdy transport do Auschwitz zatrzymał się na dworcu głównym PKP. „To moje ukochane miasto rodzinne – miała powiedzieć. – Nigdy go już nie zobaczę. Jedziemy na śmierć”.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki