Logo Przewdonik Katolicki

Ewangelia się przestarzała?

Małgorzata Szewczyk
Fot.

Pismo Święte ma tłumaczyć człowiekowi świat, zło i działanie Pana Boga. Ale jak przekonać o tym współczesnego człowieka, który nierzadko uważa ją za anachroniczną, niemodną, a jej słowa za echa dalekiej przeszłości?

Pismo Święte ma tłumaczyć człowiekowi świat, zło i działanie Pana Boga. Ale jak przekonać o tym współczesnego człowieka, który nierzadko uważa ją za anachroniczną, niemodną, a jej słowa za echa dalekiej przeszłości?

 

„Ewangelia jest przestarzała i nie na nasze czasy. To, co jest w niej napisane, jest bardzo szczytne, ale dziś żyjemy w innym świecie i w innych warunkach, w innych realiach kulturowych i społecznych”. Jeśli myślą państwo, że to odosobnione zdanie młodzieży lub ludzi, którym daleko do Kościoła, to są w błędzie. Niestety takiego „cichego” przekonania jest wielu chrześcijan. „Cichego”, bo może wprost nieartykułowanego.  

 

Byle coś nowego

Gdzie się chrześcijanin nie obejrzy, tam wszystko zdaje się zaprzeczać prawdom Ewangelii.

Jednym z następstw realiów globalnego świata jest kulturowy i etyczny pluralizm współczesności, który utrudnia jednoznaczność ocen nawet w najbardziej podstawowych kwestiach. W gąszczu opinii, wśród zmieniających się mód i pospiesznie usuwanych autorytetów z piedestałów na śmietnik historii wyrzucane jest to, co przez tysiąclecia budowało nasz świat wartości i zasad moralnych. Ludzkość dotknął syndrom odrzucenia: odrzucamy historię, bo ciąży na naszej teraźniejszości i przyszłości, odrzucamy zasady, bo krępują naszą wolność, odrzucamy cierpienie i starość, bo zachłysnęliśmy się filozofią młodości i szczęścia. Przykłady odrzuceń można by mnożyć. W tym pośpiechu nie dostrzegamy, że nowe nie zawsze musi być synonimem lepszego.

 

Znamy to, ale...

Niby to wszyscy dobrze znamy: miłość nieprzyjaciół, oddanie odzienia nieznajomemu, przebaczenie krzywdy, nadstawienie drugiego policzka, zajmowanie ostatniego miejsca, zasada nierozerwalności małżeństwa, pokora, empatia... Ale przecież to nie jest na dzisiejsze czasy. Widzieć w cudzołożnicy kobietę, w grzeszniku zabłąkaną owcę, w złoczyńcy skruchę, w zdradzającym prośbę o przebaczenie, obdarzyć zaufaniem prześladowcę, akceptować kogoś, kogo nikt nie lubi? To po prostu niemożliwe, nie wspominając już o przyjęciu postawy błogosławionych z Kazania na górze... Przecież dziś trzeba być cool i trendy, a życie ma być fun. Nieco banalnie brzmią dziś słowa o osłabieniu praktyk religijnych, zatarciu tożsamości chrześcijańskiej, analfabetyzmie religijnym czy dystansowaniu się społeczeństwa od Kościoła.

Upominanie, zwracanie uwagi, karcenie czy niezgadzanie się ze złem jest niegrzeczne,  świadczy o braku wychowania i kultury osobistej. Sąsiad źle się zachowuje i robi awantury po nocach… nie, nikt nie zwróci mu uwagi, żeby nie być posądzonym o zajmowanie się nie swoimi sprawami lub brak dobrego wychowania. Młodzież przesiaduje na klatkach schodowych i pozostawia po sobie górę petów... nie, nikt jej nie zwróci uwagi, bo jeszcze się człowiek narazi i padnie ofiarą zemsty. Urzędniczka zachowuje się arogancko i traktuje petentów jak zło konieczne… nie, nikt nie zwróci jej uwagi, bo jeszcze znajdzie błąd w dokumentach i nasza sprawa utknie w rozbudowanym systemie biurokracji. Sprzedawczyni w sklepie jest niegrzeczna i zarozumiała, bo ma odrobinę władzy nad klientem… nie, nikt się nie narazi i nie przypomni o jej obowiązkach. Dyrektor w zakładzie pracy robi przekręty, okradając pracowników… nie, nikt nie odważy się mu tego powiedzieć, bo w najlepszym wypadku zostanie to potraktowane jako brak dobrego wychowania i niewdzięczność. I tak, od najmniejszych do najwyższych stanowisk w każdej dziedzinie życia społecznego. Królują: arogancja, nadużycia, niesprawiedliwość, nieuczciwość i zwykłe chamstwo. W najlepszym wypadku: obojętność inkrustowana tumiwisizmem. Wielu na zło nie reaguje, nie protestuje, nie próbuje nawet się sprzeciwić, bo to niegrzeczne, niekulturalne, bo tak się nie robi, bo to nie przystoi, bo to jest szukanie dziury w całym. Dzisiaj to co wymagające, wartościowe, prawe spychane jest na margines, infantylizowane, „ugłaskiwane”.

Prym wiodą mentalność technokratyczna i rozluźnienie norm moralnych. I tak z dnia na dzień prawdy Ewangelii przenikają nam przez palce. Chrześcijaństwo swoją drogą, a codzienność... swoją. W ten sposób rodzi się pokusa odstąpienia od tego, co niezbędne i niezastępowalne.

 

„Odzyskać” Ewangelię

„Ewangelia nie jest przestarzała przez sam fakt, że była ogłoszona, napisana i wprowadzana w życie w odmiennych warunkach społeczno-kulturalnych. Jej nauka i wymogi wzbogacane żywym doświadczeniem tradycji chrześcijańskiej w ciągu wieków pozostają zawsze nowe, o ile dotyczą przemiany ludzi i postępu życia społecznego; nie wolno ich jednak nadużywać dla ochrony partykularnych interesów, zapominając o powszechnym i wiecznym charakterze ewangelicznego orędzia”, pisał już papież Paweł VI.

Trzeba pokazać współczesnemu człowiekowi Ewangelię jako opowieść o nim samym, jako przesłanie wciąż aktualne i żywe. Słowo Boże jest słowem żywym, a nie zastygłym w jakieś formuły. „Prawda jest nie tyle na papierze, ile w naszym sercu”. Skoro „Bóg stał się dla wielu Wielkim Nieznajomym, a Jezus jedynie postacią z przeszłości”, trzeba przywrócić Bogu właściwe miejsce w mentalności współczesnego człowieka. Ewangelia wciąż pozostaje uprzywilejowaną płaszczyzną kontaktu człowieka z Bogiem. Czy nam się to podoba, czy też nie, każdy musi zmierzyć się z podstawowymi pytaniami dotyczącymi jego samego, świata, Boga, początku i końca. A odpowiedź przynosi właśnie Ewangelia. Aby nie czuć się obco w radykalnie nowych sytuacjach, trzeba chronić podstawowy zbiór wartości, w którym szczególną rolę odgrywa godność osoby ludzkiej głoszona przez chrześcijaństwo.

Inaczej człowiek pozbawiony odniesienia do najwyższych wartości może jawić się jako bezdomny tułacz, wydziedziczony wyrzutek, nieustannie zmieniający miejsce swojego pobytu, pozbawiony potrzeby zakotwiczenia siebie i swego losu.

Bp Krzysztof Nitkiewcz, ordynariusz sandomierski, powiedział niedawno w wywiadzie telewizyjnym, że Kościół – z uwagi na wymóg współczesności – będzie sięgał po narzędzia marketingowe, ale nic nie zastąpi świadectwa życia Ewangelią na co dzień.

Nie zdobędziemy ludzi dla Ewangelii inaczej, jak tylko czerpiąc ze studni głębokiego doświadczenia Boga. Sami musimy dawać przykład potwierdzający jej świeżość i aktualność. Nie można redukować jej do nieznośnego moralizowania („Działaj; postaraj się; pracuj nad sobą; bądź konsekwentny, nie zapominaj się...”). Wówczas bowiem chrześcijaństwo będzie jawić się w oczach wiernych jako kodeks praw i przepisów ponad siły człowieka. Ewangelia z dobrej nowiny staje się nowiną deprymującą, która ma małe szanse, by kogokolwiek zachwycić.

W historii nigdy nie było tak, że Ewangelię przyjmowali wszyscy. Dla wielu była przecież niewygodna, wywoływała sprzeciw, a nawet pogardę. Dziś nie jest inaczej.

Czy nie widzimy uśmiechów politowania, drwin z powodu naszej wiary, bo się modlimy, bo chodzimy do kościoła, bo obchodzi nas jeszcze moralne życie, bo nie oddzielamy religii od naszej pracy, studiów, życia małżeńskiego? Czy nie usłyszeliśmy, że jesteśmy staroświeccy, bo staramy się być uczciwi, prawdomówni, sumienni, wierni danemu słowu? Czy doznaliśmy krytyki, gdyż szanujemy życie, przedkładamy filozofię życia i miłości nad filozofię sukcesu, wygody i świętego spokoju?

Dwa tysiące lat temu Ktoś zaczął głosić radykalnie nowe treści. Choć nie zapisał ani jednego słowa, Dobra Nowina, głoszona przez Jego uczniów, stopniowo rozprzestrzeniała się po całym świecie, zapalając do życia nią tysiące ludzi. Dziś Ewangelia Jezusa musi być na nowo „odzyskana”. Póki nie jest jeszcze za późno...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki