Logo Przewdonik Katolicki

Czas dla najbliższych? Bezcenny

Agnieszka Niewińska
Fot.

Trzeba dbać o więzy rodzinne. Jeśli między rodzicami i dziećmi panują zdrowe relacje, to na taką rodzinę nie ma mocnych mówi Przewodnikowi Katolickiemu ks. Przemysław Drąg,dyrektor Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin,w przededniu rozpoczynającego się w Mediolanie VII Kongresu Rodzin.

– Trzeba dbać o więzy rodzinne. Jeśli między rodzicami i dziećmi panują zdrowe relacje, to na taką rodzinę nie ma mocnych – mówi „Przewodnikowi Katolickiemu” ks. Przemysław Drąg, dyrektor Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin, w przededniu rozpoczynającego się w Mediolanie VII Kongresu Rodzin.

 

Pod koniec maja rodziny z całego świata spotkają się na VII Kongresie Rodzin w Mediolanie. Kongresy rodzin organizuje się co trzy lata od 1994 r. Takie spotkania są potrzebne?

– Kongresy rodzin zostały zapoczątkowane przez bł. Jana Pawła II. Papież chciał pokazać, że rodziny z różnych zakątków świata mają wspólne problemy i wyzwania, jak wychowanie dzieci, kwestie przekazania im wiary. Jan Paweł II chciał zwrócić uwagę na to, jak ważna dla Kościoła jest rodzina, że bez niej nic nie ma. Takie cykliczne spotkania dają rodzinom nadzieję, uświadamiają ludziom, że nie są sami ze swoimi problemami. Kongres nie jest tylko ciekawym wyjazdem rodzin, ale przede wszystkim pogłębieniem więzi, fundamentu człowieczeństwa, otwarciem na miłość. Jest także spotkaniem z Chrystusem i z Ojcem Świętym.

 

Jak wygląda taki kongres?

– Trwa cztery dni. Składa się z dwóch części. Pierwsza to konferencje na różne tematy. W tym roku będą dotyczyły między innymi kryzysu ekonomicznego, tego, jak rodziny mogą sobie z nim radzić. Będzie konferencja dotycząca pracy, wymiana pomysłów. Nie zabraknie świadectw i dzielenia się doświadczeniami przez rodziny z różnych krajów i o różnym statusie społecznym oraz materialnym. Na kongres przyjeżdżają zarówno rodziny bardzo biedne, jak i bardzo zamożne.

 

A druga część?

– To spotkanie z Ojcem Świętym, wspólna modlitwa, Msza św. Rodziny bardzo cenią sobie obecność papieża. To też znak, że papież jest z rodzinami, modli się za nie. Wskazuje, że wiara pomaga przezwyciężyć problemy.

 

Na kongres rodzin jedzie się z dziećmi?

– Program jest przewidziany dla dorosłych, dlatego wielu rodziców woli przyjechać bez dzieci. Ale w formularzu zgłoszeniowym można zaznaczyć, że przyjedzie się z dziećmi. Wtedy organizatorzy kwaterują rodzinę w dzielnicy, gdzie są wolontariusze, którzy zorganizują dzieciom czas. 

 

Co trzy lata to spotkanie rodzin z całego świata odbywa się w innym miejscu. Jest szansa na to, że zostanie zorganizowany także w Polsce?

– To poważne wyzwanie organizacyjne, ale myślę, że jest szansa, by kongres zorganizować kiedyś w Polsce. Decyzja należy zawsze do Ojca Świętego.

 

Za każdym razem kongres ma inne hasło przewodnie. Tym razem jest to „Praca i świętowanie”. Dlaczego akurat te zagadnienia zostały wybrane?

– Praca to obecnie bardzo ważny temat dla rodzin. Po pierwsze dlatego, że jej brakuje. Widać to wyraźnie w Europie. Chociażby w Hiszpanii. Tam przecież bezrobocie sięga 25 proc. To bardzo uderza w rodziny. Dlatego na kongresie nie zabraknie warsztatów na temat tego, jak zakładać małe rodzinne firmy. Drugim problemem związanym z pracą jest to, że wielu rodzicom pochłania ona zbyt wiele czasu. Brakuje ich w domu, tracą kontakt z dziećmi. Często to wymóg pracodawców, ale też szerzy się pracoholizm. Wiele osób pracuje ponad miarę, bo uzależniło się od pracy.

 

A jak pracodawcy w Polsce podchodzą do rodzin?

– Nie można generalizować, ale przyznam, że 95 proc. rodzin, z którymi rozmawiam, skarży się na brak przychylności pracodawców w stosunku do osób, które mają dzieci. Stawiają różne przeszkody, uważają, że posiadanie dzieci to problem pracowników, dlatego niechętnie przyznają wolne dni na opiekę nad dzieckiem. Nie ma taryfy ulgowej, jeśli chodzi o nadgodziny. Nie obchodzi ich, że rodzic musi zostawić chore dziecko w domu. I szantażują, że na ich miejsce pracy jest wielu chętnych. Rodziców bardzo często ratują tylko babcie i dziadkowie, którzy opiekę nad wnukami biorą na siebie. Ale tak nie powinno być. System musi bardziej sprzyjać rodzinom. Tak jak chociażby we Francji. My jesteśmy jeszcze daleko od tego.

Drugim tematem kongresu jest świętowanie. Jak powinna świętować katolicka rodzina?

– Święto jest po to, żeby człowiek odpoczął, ale i zachwycił się dziełami Pana Boga. Ważna jest modlitwa i wspólne uczestnictwo w Eucharystii. Rodzina powinna także spędzić ze sobą czas, rozmawiać, a nie uciekać w telewizor czy komputer.

 

Mamy problem ze spędzaniem czasu w rodzinnym gronie?

– Przede wszystkim z rozmową. Rodzice nie rozmawiają ze swoimi dzieci, często nawet nie potrafią z nimi rozmawiać. Zauważam, że jak dzieci są małe, rodzice poświęcają im czas, chcą rozmawiać. Potem, gdy są już trochę większe, zbywają dyskusje na trudne tematy, mówiąc: „porozmawiamy jak dorośniesz”. Ale gdy dziecko dorośnie, to jest już za późno. Pojawia się luka w tym rozmawianiu. Przez lata nikt nie pytał dzieci, co myślą, co czują, co dzieje się w ich życiu. Tracą zaufanie i zwyczaj dzielenia się z rodzicami swoimi spostrzeżeniami, przeżyciami.

 

Co zatem robić?

– Nie dążyć do tego, żeby dziecko zamknęło się w swoim pokoju z komputerem i dało nam spokój. Poświęcać czas na rozmowy, wspólne śpiewanie, gry, zabawy, układanie klocków. Wielu rodziców uważa, że są na to za starzy, że nie będą się wygłupiać i budować konstrukcji z  klocków lego. Ale trzeba pamiętać, że robimy to nie dla siebie, a dla dzieci. Uczymy je na przykład kreatywności.

A rodzinne wakacje?

– Są bardzo ważne. To bezcenny czas, okazja, żeby porozmawiać, pograć w piłkę, pobyć razem. Czasem gdy obserwuję rodziny na wakacjach, to widzę, że pierwsze dwa dni są trudne. Jest dużo nerwów, bo nie mogą od siebie uciec, są na siebie skazani. Dopiero po drugim dniu zaczynają cieszyć się tym, że są razem. Wiele rodzin tłumaczy, że nie wyjeżdża z dziećmi, bo musi pracować, bo jest to zbyt drogie. Prawdą jest, że dziś wielu nie stać na to, by gdzieś wyjechać. Ale przecież nie trzeba wybierać się na zagraniczne wczasy. Nawet najprostszy wyjazd nad rzekę, pod namiot może przynieść rodzinie wspaniałe owoce.

 

Często słyszy się, że rodzina jest zagrożona. Podziela ksiądz tę opinię?

– Z pewnością dziś wychowywanie dzieci jest dużo trudniejsze, niż było kiedyś. Ale ja bym nie dramatyzował. Myślę, że potrzeba nam budowania w świadomości społecznej pozytywnego obrazu rodziny, podkreślania, że można mieć liczną gromadkę dzieci i się realizować. Dziś zwraca się uwagę głównie na patologię. Jeśli rodzina jest wielodzietna, to od razu próbuje się przykleić jej łatkę patologii. A przecież tak nie jest. Patologia to jakiś nieduży odsetek. Oczywiście trzeba się tym zająć, ale nie można generalizować. 

 

Jakie wyzwania stoją dziś przed rodziną?

– Wyzwaniem jest zbudowanie zdrowych relacji między członkami rodziny. Wyobcowanie uważam za najpoważniejsze zagrożenie dla rodzin. Często bywa tak, że choć żyją pod jednym dachem, są od siebie daleko, prawie się nie znają. Tracą wzajemną miłość i szacunek. Tymczasem musimy sobie uświadomić, że trzeba dbać o więzy rodzinne. Jeśli między rodzicami i dziećmi panują zdrowe relacje, to na taką rodzinę nie ma mocnych. Ona nie da się złamać, przezwycięży wszelkie trudności.    

 

Rodziny chętnie szukają wsparcia w dedykowanych im ruchach, wspólnotach kościelnych?

– Nie widzę szczególnego boomu, jeśli chodzi o zainteresowania ruchami kościelnymi dla rodzin. Buduje się je powoli, zdobywa parę po parze. Za to zauważam bardzo dużą popularność i powstawanie coraz to nowych fundacji, stowarzyszeń, organizacji pomagających rodzinom.  Powstają blogi, fora, na których rodziny radzą rodzinom, jak się uporać z jakimś problemem. Rodziny się wspierają. Młode małżeństwa chętnie poszukują kierownictwa duchowego, pytają o spotkania z kapłanem. Sprawy duchowe są dla nich ważne. Interesują się tym, co Kościół mówi o konkretnych aspektach życia rodzinnego, małżeńskiego. Widać to chociażby po popularności ojca Knotza, który napisał kilka dobrych książek dla małżonków.

 

Polacy pytani w licznych sondażach, co jest dla nich najważniejsze, bardzo często wskazują właśnie rodzinę. Tymczasem przybywa rozwodów, coraz częściej wybierają wolne związki, rezygnując z małżeństwa. Z czego to wynika?

– Młodzi ludzie mają dziś wyidealizowany obraz rodziny. Myślą, że się pobiorą i wszystko będzie wspaniale. Tymczasem w małżeństwie jest wiele trudnych momentów, często potrzebna jest umiejętność ustępowania, zawierania kompromisów. Jeśli spotkają się w nim dwie osoby, które tego nie potrafią, nieraz kończy się to rozwodem. Spotykam się z parami, które chcą kościelnie stwierdzić nieważność małżeństwa. To nie zdrada ani kwestie materialne są najczęstszym powodem. Mówią raczej o niezgodności charakterów – „Bo on, ona nie chce ustąpić” – argumentują. Często to rodzice przyzwyczaili ich do tego, że się im zawsze ustępuje, zawsze się ich chwali. Młodych ludzi trzeba wychowywać do miłości i odpowiedzialności. 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki