O Kościele na argumenty

Kto jest autorem modlitwy Ojcze nasz? zapytał prowadzący teleturniej 1 z10. Św. Piotr…?
Czyta się kilka minut

– Kto jest autorem modlitwy „Ojcze nasz”? – zapytał prowadzący teleturniej „1 z 10”.

– Św. Piotr…?

16 kwietnia w krakowskiej kurii dzieci i młodzież odebrały nagrody i dyplomy za zwycięstwo w organizowanych w szkołach konkursach religijnych. Uczniowie szkół podstawowych i dzieci przedszkolne brały udział w konkursie plastycznym „Moje ulubione sceny biblijne”. Dla podstawówki przygotowano też małopolski konkurs biblijny ze znajomości Ewangelii św. Jana. Gimnazjaliści walczyli o pierwsze miejsce w konkursie „Papież Słowianin” oraz w biblijnym ze znajomości Księgi Jozuego i Księgi Sędziów. Natomiast uczniowie szkół średnich spotkali się wcześniej w etapie szkolnym i diecezjalnym XXIII edycji ogólnopolskiej Olimpiady Teologii Katolickiej. Po co to wymieniam?

Kompromitująca ignorancja

Organizowane przez Wydział Katechetyczny uroczyste rozdanie nagród dzieciom i młodzieży zaangażowanej w pogłębianie wiedzy religijnej jest dobrą okazją do tego, aby zastanowić się nad tym, jak my sami dbamy o jej rozwój.

O tym, że ze świadomością religijną Polaków nie jest najlepiej, świadczą chociażby telewizyjne teleturnieje. Uczestnicy jak z rękawa sypią skomplikowanymi wzorami chemicznymi i tłumaczą trudne zjawiska fizyczne, a nie znają fundamentu, na którym ugruntowana jest nasza kultura. I nie chodzi o to, by być od razu żarliwym katolikiem, ale o niekompromitowanie się swoją ignorancją. Pewną wiedzę należało wynieść jeszcze z języka polskiego w podstawówce. Tymczasem problemem jest odpowiedź na pytanie o imiona dziadków Jezusa Chrystusa (czyli rodziców Matki Bożej). Nie wszyscy mają świadomość, że lata naszej ery liczą się od narodzin w Betlejem. Nie jest też oczywiste, co oznacza słowo „dekalog”, by nie wspomnieć o scenie z prestiżowego programu „1 z 10”, którą do dziś mam przed oczami:

– Kto jest autorem modlitwy „Ojcze nasz”? – zapytał prowadzący.

– Św. Piotr…?

Lekarstwa: religia w szkole…

Rozważania te, przynajmniej pośrednio, prowadzą nas do dyżurnego tematu mainstreamowych mediów: religia w szkole. Jeśli ktoś jest tak wielkim antyklerykałem, że pod żadną postacią nie życzyłby sobie nauczania jej w publicznej placówce, może przekona go argument, że – czy tego chce, czy nie – są to elementy tzw. wiedzy powszechnej. Czyli zasobu wiadomości o naszych korzeniach, które powinien mieć każdy, niezależnie od wyznawanych poglądów. Wystarczy przejrzeć szkolne podręczniki, by przekonać się, że obecna religia dobrze spełnia to zadanie. Nie jest indoktrynacją i graniem na emocjach, ale wyposaża uczniów w wiedzę.

…i dobre media

Kolejną sprawą, nad którą można się przy tej okazji zatrzymać, są media katolickie. Czyli te miejsca i środowiska, które niosą kaganek religijnej oświaty. Oprócz dostarczania rozrywki i dobrej publicystki wyjaśniają np. Katechizm Kościoła Katolickiego i drukują komentarze do niedzielnego Słowa Bożego. Nie chodzi jedynie o Telewizję TRWAM, o której ostatnio jest głośno, ale choćby prasę przeznaczoną dla dzieci i młodzieży. Czy inwestujemy w „Olę i Jasia”, „Mały Przewodnik Katolicki”, „Wzrastanie” albo „Naszą Drogę”? A może karmimy gimnazjalistów papką z „Bravo”, która jest ciężkostrawną (dla ducha) mieszaniną seksu, przemocy i agresywnej muzyki?

W co wierzę?

Wracając do początku – co ja robię, by nie zatrzymać się na etapie prostego i krótkiego paciorka? Dziś, gdy o Kościele dyskutuje się na argumenty, nie wystarczy znać Mały Katechizm i pięknie śpiewać pieśni uwielbienia. Dzisiaj to za mało. Weźmy choćby trzy standardowe tematy: aborcję, homoseksualizm i klauzulę sumienia dla farmaceutów. By potrafić bronić katolickiego punktu widzenia, trzeba znać nauczanie papieży, być na bieżąco z listami pasterskimi Episkopatu i umieć rzeczowo dyskutować.

Paradoksalnie cieszą mnie ataki na Kościół. Dzięki nim ma on okazję się oczyszczać i bardziej niż w warunkach status quo dążyć do doskonałości. Po drugie, szpile wbijanie Kościołowi to pytanie dla mnie: co dobrego robię dla Kościoła, jak go wspieram. Po trzecie, zmuszają do zastanowienia się, czym tak naprawdę jest Kościół. Czy wiem, w co wierzę, czy umiem bronić swojej wiary i czy przeżywam ją świadomie? A może nawet nie zastanawiam się nad tym, co mówię i śpiewam bezmyślnie „pieprzną wrota” zamiast „pierzchną wrota…”?

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 17/2012