Logo Przewdonik Katolicki

Muzeum Dusz Czyśćcowych

Małgorzata Szewczyk
Fot.

Malutki neogotycki kościół Sacro Cuore del Suffragio nad Tybrem, niemal wciśnięty w rząd kamienic, nie zwraca szczególnej uwagi tak rzymian, jak i turystów. A szkoda, bo stanowi kwintesencję katolickiej nauki o Kościele pielgrzymującym i przebywającym w czyśćcu.

 
Dante suponował, że czyścieć jest górą, wokół której rozmieszczone są – zgodnie ze swoimi przewinieniami – pokutujące dusze. Wędrując z Wergiliuszem po królestwie zaświatów spiralą wokół stożka góry, spotykał ludzi zmarłych nagłą śmiercią, obserwował pokutujące dusze książąt i władców. Mijał te, które pokutowały za pychę, zawiść, gniew, lenistwo, skąpstwo, żarłoczność, zmysłowość.
Na współczesnym człowieku wizja ta nie robi już żadnego wrażenia. No, może lekki uśmiech wywołują plastyczne obrazy utrwalone przez florentczyka. W rzeczywistości jednak: czyściec, pokuta, ekspiacja, cierpienie, Sąd Ostateczny – to wszystko nie mieści się w pojmowanej przez nas powierzchownej religijności.
„Wiek nasz postanowił, że religia będzie pogodna, promienna, słoneczna i radosna, obojętnie, jaką postać przybierze”. Trudno uwierzyć, ale słowa te zostały zapisane... 150 lat temu przez konwertytę bł. kard. Johna Henry’ego Newmana. Jak ulał pasują do naszej rzeczywistości. Prawda, że nic się nie zmieniło?
Nie przemawiają już do nas zapiski potwierdzające istnienie czyśćca, pozostawione przez tych, którzy mieli jego wizję – Ojców Kościoła, świętych i błogosławionych. O nie, dziś musimy mieć czarno na białym: konkretny, namacalny dowód, a najbardziej przekonujący byłby naoczny świadek.
 
Jest taki kościół...
Jest coś urzekającego i nieodmiennie frapującego w Wiecznym Mieście. Im dłużej się je zwiedza, tym bardziej człowiek czuje się nienasycony. Niewiele osób wie o istnieniu malutkiego kościoła Sacro Cuore del Suffragio (Wstawiennictwa Najświętszego Serca), którego budowa i wnętrze implikują katolicką naukę Kościoła o czyśćcu. Tutaj każdy kamień, fresk, rzeźba, obraz, witraż, inskrypcja potwierdzają tę niewidzialną dla nas rzeczywistość. To prawdziwy kod znaków, słów i osób. Wśród wizerunków tych, którzy propagowali naukę o czyśćcu albo szerzyli modlitwę za zmarłych.
W zakrystii świątyni, w oszklonej gablocie, zgromadzono przedmioty, na których zachowane są widoczne ślady pozostawione przez dusze cierpiące w czyśćcu. Tę niewielką kolekcję nazwano małym Muzeum Dusz Czyśćcowych (Piccolo Museo del Purgatorio). Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że ten interesujący, jedyny w Rzymie neogotycki kościół, znajduje się... w bliskiej odległości od obleganego przez wszystkich Watykanu. By go nawiedzić, wystarczy udać się nad Tybr, minąć zamek Anioła i tuż za Palazzo di Giustizia naszym oczom ukaże się neogotycka świątynia. Historię powstania tego miejsca datuje się na lata 80. XIX w., a związana jest... z Sercem Pana Jezusa.
 
Orędownik dusz
Pod koniec XIX stulecia do Rzymu przybył francuski zakonnik o. Victor Jouet. Będąc gorącym orędownikiem nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa i modlitwy w intencji zmarłych, postanowił wybudować nową świątynię. W 1893 r. w miejscu dzisiejszego kościoła stanęła kaplica Arcybractwa Serca Jezusowego dla Pomocy Duszom Czyśćcowym, którego o. Victor był założycielem. Warto w tym miejscu odnotować niezwykły fakt. Wielu z tych, którzy mieli wizję cierpiących dusz czyśćcowych, wspomina o trawiącym je ogniu. Taką relację przekazuje m.in. św. Katarzyna z Genui, nazywana „teologiem czyśćca”: „Będąc jeszcze w więzach ciała, znalazła się w czyśćcu gorejącej miłości Bożej, która ją oczyszczała i wypalała wszystkie plamy, ażeby, gdy przejdzie próg życia wiecznego, mogła stanąć bezpośrednio przed obliczem Boga, który jest jedyną jej miłością”.
Być może, gdyby nie ogień, który strawił ołtarz główny w 1897 r., nigdy nie powstałoby wyjątkowe muzeum, które budziło zainteresowanie nawet samych papieży: Piusa X i Benedykta XV.
Liczni świadkowie tego wydarzenia, podobnie jak o. Victor, potwierdzili, że w płomieniach, po lewej stronie ołtarza wyraźnie widoczna była twarz cierpiącej osoby. O. Jouet postanowił zachować tę ścianę, a w miejscu spalonej kaplicy wybudować nowy kościół, który ostatecznie stanął w 1917 r. Ślady twarzy widoczne na ścianie są obecnie ukryte za tryptykiem Matki Bożej z aniołami. Nad głównym ołtarzem umieszczono obraz przedstawiający Najświętsze Serce Jezusowe, Najświętszą Maryję Pannę, św. Józefa, świętych i aniołów. Jeden z nich towarzyszy kapłanowi odprawiającemu Mszę św. Na samym dole widać pokutujące w czyśćcu dusze. Benedykt XV, widząc obraz, miał powiedzieć o nim, że jest to: „wizualne kompendium katolickiej doktryny czyśćca”.
 
Znaki zza grobu
O. Jouet – orędownik dusz czyśćcowych – wiele podróżował, zbierając świadectwa, dokumenty i przedmioty, które miały przekonać wiernych do podjęcia modlitwy i wyrzeczeń w intencji cierpiących dusz. Trzeba zaznaczyć, że nie szukał żadnej taniej sensacji, nie chodziło mu o okultyzm czy zjawiska paranormalne. Zgodnie z tradycją Kościoła pierwszych wieków akcentował prawdziwą potrzebę modlitwy za zmarłych, przekonywał o istnieniu czyśćca i nawoływał do nawrócenia. Autentyczność historii zjaw, które ukazywały się żyjącym, zweryfikowało wielu księży, teologów i godnych zaufania świadków.
Wśród zachowanych do dziś zaledwie dziesięciu muzealnych eksponatów są przedmioty pochodzące z Austrii, Włoch, Belgii, Francji i Niemiec. Najstarszy datowany jest na 1696 r., a najmłodszy na 1919 r. W większości są to odciski dłoni i palców wypalone w książkach i na fragmentach tkanin pozostawione przez tych, którzy prosili o modlitwę w swoich intencjach. Znaki zza grobu mówią o wielkim cierpieniu dusz wielu osób. Nawet tych, które za życia uchodziły za święte.
Jednym z eksponatów jest koszula Józefa Leleux. Na jej rękawie w 1789 r. pozostał ślad wypalonej dłoni, który pozostawił duch jego matki. Zmarła 27 lat wcześniej kobieta wypominała mu jego rozwiązły tryb życia i błagała, by zmienił swoje postępowanie. Na pożegnanie położyła na jego koszuli dłoń, po której został wypalony ślad. Pod wpływem tego wydarzenia Józef nie tylko się nawrócił, ale założył stowarzyszenie katolickie dla świeckich. W muzeum znajduje się też czepek nocny Louisa Le Sénéchala z 1875 r., na którym ślady pięciu palców pozostawił duch jego zmarłej dwa lata wcześniej żony. Ślady te miały uzasadnić prośbę o nabożeństwa żałobne. Wypalony ślad ręki widoczny jest też na egzemplarzu książki O naśladowaniu Chrystusa, który pozostawił duch teściowej Małgorzaty Demmerlez w 1815 r. Był to niejako dowód wdzięczności za odbytą pielgrzymkę w jej intencji i zamówione Msze św.
Ciekawa jest też historia, którą przekazała s. Małgorzata od św. Serca Jezusowego z klasztoru św. Klary od Dzieciątka Jezus we Włoszech. W 1894 r. duch zmarłej s. Marii od św. Alojzego Gonzagi pozostawił wyraźny odcisk palca wskazującego na poduszce, prosił o modlitwę w swojej intencji i obiecał powrócić. Po 20 dniach pojawił się ponownie, by podziękować za modlitwę i pozostawić duchowe rady dla wspólnoty zakonnej.
Niezwykle frapujące jest to, że większość zjaw pozostawiała wypalone ślady dłoni i palców. Zdaniem Gerarda van den Aardwega, autora książki Spragnione dusze, można to traktować jako rodzaj pieczęci, uwierzytelniającej prawdziwość wydarzenia. Dlaczego znaki są wypalane? Na pewno nawiązuje to do wyobrażeń o czyśćcu jako miejscu oczyszczenia duszy ogniem Bożej miłości rozpalonym w niej tuż po jej śmierci, na który składa się „ból straty” i „ból odczuwania”. Potwierdza to też napis widniejący pod płaskorzeźbą przedstawiającą dusze w czyśćcu, umieszczoną nad wejściem do kościoła: „Cordi Jesu SS pro animabus igne purgatorio expiandis” (Do Najświętszego Serca Jezusowego, za dusze, które muszą odpokutować w ogniu czyśćcowym).
 
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki