Logo Przewdonik Katolicki

Chrześcijanin pośród Scytów

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

To jedno z tych przemówień, o których mówi się, że przechodzą na trwałe do historii. Kilka tygodni po wystąpieniu Benedykta XVI w Bundestagu papieskie słowa cały czas brzmią w mojej głowie.

 

Paradoksalnie, odnoszę jednak wrażenie, że im bardziej niezwykłe było przemówienie papieża, im wspanialej łączyło w sobie potęgę rozumu z głębią autentycznej wiary, tym mniej  wygodne stawało się ono dla współczesnego świata.
Reakcje na papieskie słowa skierowane do niemieckich polityków podzielić można na trzy fazy: najpierw było pełne niedowierzania osłupienie. Po nim przyszła fala mimowolnych pochwał w niemieckiej prasie, rozpływającej się nad „wielką imponującą prawno-filozoficzną mową” i „intelektualną wirtuozerią” papieża. „Benedykt XVI wywiódł w pole swoich krytyków, wygłaszając do cna polityczne przemówienie, idąc jednak za czymś innym niż utarte rozumienie polityki. Zaskoczył zarówno swoich przeciwników, jak i zwolenników” – pisał celnie „Die Welt”. Teraz przyszedł czas na trzecią fazę: zamilczanie.
I na to właśnie żadną miarą nie można pozwolić.
 
Mądrości Króla Salomona
Główną osią, wokół której Benedykt XVI zbudował całe swoje przemówienie w niemieckim parlamencie, stała się „mała opowieść zaczerpnięta z Pisma Świętego”, a dokładniej z Pierwszej Księgi Królewskiej. Otóż młody król Salomon odpowiadając na Boże wezwanie, kreśli w modlitwie to, co w ostateczności winno być dla polityka jedynie ważne: „Racz dać Twemu słudze serce rozumne do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra i zła”. Mamy więc prawdziwą biblijną perełkę, w której zawiera się diagnoza i zarazem remedium na wszelkie problemy współczesnego skrajnie zeświecczonego i zmaterializowanego świata. Owa znana od stuleci prawda została w ostatnich latach świadomie, z premedytacją porzucona przez rządzących. „Serce rozumne” – czyli nawoływanie do sojuszu serca i rozumu – zostało zastąpione dyktatem pełnego pychy ludzkiego rozumu w jego najgorszej, pozytywistycznej wersji. A taki samodzielny rozum przelicza rzeczywistość jedynie na aktywa i pasywa. Liczy się wyłącznie polityczny sukces, zdobycie, utrwalenie i utrzymanie władzy, doraźna korzyść materialna i dodatnie saldo. Tymczasem Benedykt XVI przypomina, że są to nic niewarte miedziaki, „śmieszne śmieci” – by użyć niezrównanego określenia nieżyjącego już dominikanina o. Joachima Badeniego.
 „Służba prawu i zwalczanie panowania niesprawiedliwości jest i pozostaje podstawowym zadaniem polityka. W tej historycznej chwili, gdy człowiek osiągnął władzę dotychczas niewyobrażalną, zadanie to staje się szczególnie naglące” – woła Ojciec Święty w Bundestagu, przywołując słowa św. Augustyna, przestrzegającego, że państwo bez sprawiedliwości staje się „bandą rozbójników”. I doprawdy trudno byłoby jakiemukolwiek współczesnemu demokratycznemu politykowi nie podpisać się pod tymi słowami – zarówno temu z lewej, jak i z prawej strony ideologicznej barykady. A już na pewno nie w takim kraju jak Niemcy. „My, Niemcy, wiemy z własnego doświadczenia, że to nie są puste słowa” – przypomina papież.
Benedykt XVI pyta więc dalej, w jaki sposób rozpoznać to, co jest słuszne, i „jak możemy odróżnić dobro od zła, prawo dobre od prawa pozornego?”. Zaraz też odpowiada sobie: „Prośba Salomonowa pozostaje decydującym pytaniem, przed którym polityk i polityka stają także dzisiaj”. I tutaj właśnie tkwi istota uporczywego przemilczania wystąpienia Benedykta XVI. Papieskie słowa wprawiają w zakłopotanie, bo stoją w rażącej sprzeczności z dzisiejszą polityczną praktyką. Wbijają się bolesnym kolcem w świat politycznego samozadowolenia, którego jedyną miarą stało się kompletowanie kolejnych parlamentarno-rządowych kadencji.
 
Rozum odłączony
Benedykt XVI w mocnych słowach przestrzega również przed fetyszem demokratycznej większości. To kolejna niewygodna kwestia, o której nie chcieliby słyszeć współcześni polityczni „równiejsi wśród równych”. Mówi więc papież: „W podstawowych kwestiach prawa, których stawką jest godność człowieka i człowieczeństwa, zasada większościowa nie wystarcza: w procesie tworzenia prawa każda osoba, poczuwająca się do odpowiedzialności, winna sama poszukiwać kryteriów swej orientacji”.
Tymczasem współczesny świat odmawia jednostce owego prawa do „duchowego samostanowienia”. Dyktat siły głosu rozciąga się bowiem na sferę spraw najbardziej intymnych. Stanowione są prawa, które wyłączają inne niż „neutralne światopoglądowo” spojrzenie na państwo, rodzinę i osobę ludzką. Zdaniem papieża owa fatalna tendencja wynika ze zmiany źródeł stanowienia prawa. Kiedyś prawo naturalne uznawane było za równoważne i komplementarne z prawem rozumu – i była to zasada oczywista zarówno dla wierzących, jak i dla ateistów. Natomiast „w ostatnim półwieczu nastąpiła dramatyczna zmiana sytuacji. Idea prawa naturalnego jest dzisiaj postrzegana jako specyficzna nauka katolicka, o której nie warto dyskutować poza środowiskiem katolickim, tak iż prawie wstyd jest wymieniać nawet jej nazwę” – ubolewa papież. Tym samym zachwiany został odwieczny sojusz natury i rozumu – dwóch źródeł stanowienia sprawiedliwego prawa. Skutki tego są opłakane. „Tam, gdzie panuje wyłącznie rozum pozytywistyczny – a tak jest w znacznym stopniu w przypadku naszej świadomości publicznej – klasyczne źródła poznania etosu i prawa są wyłączone „z gry” – mówi papież, zaznaczając, że właśnie to stało się najważniejszą przyczyną dzisiejszego wyparcia się salomonowego „serca rozumnego”.
Ojciec Święty wzywa do publicznej dyskusji w tej sprawie i właśnie to jest „zasadniczym zamiarem” jego przemówienia. „Mówię to, właśnie mając na myśli Europę, w której szerokie kręgi usiłują uznać wyłącznie pozytywizm jako wspólną kulturę i wspólną podstawę do kształtowania prawa, podczas gdy wszystkie inne przekonania i inne wartości naszej kultury są sprowadzane do statusu subkultury” – apeluje Benedykt XVI.
 
„Coś, co nie gra”
Wspaniałym przykładem intelektualnej wirtuozerii papieża – tak bardzo chwalonej jeszcze niedawno temu przez niemiecką prasę – jest ostania część jego przemówienia, poświęcona kwestiom ekologii i troski o naturę. Ojciec Święty zdaje sobie doskonale sprawę z niezwykłego wyczulenia – czy wręcz przeczulenia – Niemców na ekologię, traktowaną nad Renem nieomal jak świecka religia. Tyle tylko, że dziś ekologia to coś więcej niż walka o czyste powietrze i segregację – to uzurpowanie sobie prawa do ingerencji w sferę społeczną. Teraz „ekologiczna” staje się więc również aborcja, eutanazja i legalizacja związków homoseksualnych.
Tymczasem papież wraca do źródeł ruchu ekologicznego. Przywołuje przykład ekologów jako ruchu, który pojawił się na niemieckiej scenie politycznejna początku lat 70. i dokonał pozytywnej zmiany – niezależnie od późniejszej ewolucji światopoglądowej Zielonych. „Młodzi ludzie zdali sobie sprawę, że w naszych stosunkach z przyrodą jest coś, co nie gra; że materia nie jest tylko materiałem, który mamy obrabiać, ale że sama ziemia zawiera w sobie własną godność, a my winniśmy kierować się jej wskazaniami” – przypomina Ojciec Święty.
Ten fragment zostaje uznany za mistrzowskie posunięcie papieża. Dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” ocenia, że „akurat tym politycznym siłom, które myślały, że są ponad Kościołem i papieżem Benedykt XVI dał do ręki słowo, które mogą wykorzystać, by zabiegać o poparcie dla siebie i polemizować z rywalami. (…) Jednak nie będą już mogły po prostu pogardzać tym, który to słowo wygłosi”. Tym bardziej że Ojciec Święty podkreśla doniosłość „czystej” ekologii. Upomina się jednak także o ekologię innego rodzaju: o ekologię człowieka. „Również człowiek ma naturę, którą winien szanować i którą nie może manipulować dla własnej przyjemności. Jego wola jest słuszna wtedy, kiedy słucha on także przyrody, kiedy (…)  przyjmuje siebie takiego jakim jest, że nie uczynił sam siebie. Właśnie w ten sposób i tylko w ten sposób urzeczywistnia się prawdziwa ludzka wolność” – podsumowuje swoje wystąpienie papież.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki