Logo Przewdonik Katolicki

Książkom mówimy "dziękuję"

Weronika Stachura
Fot.

Roboty zamiast nauczycieli, komputery w miejsce podręczników, karty magnetyczne zamiast dzienniczka taki opis szkoły XXI wieku można znaleźć w jednej z powieści czytanych przeze mnie w dzieciństwie. Czy miałoby się to wkrótce ziścić?

Roboty zamiast nauczycieli, komputery w miejsce podręczników, karty magnetyczne zamiast dzienniczka – taki opis szkoły XXI wieku można znaleźć w jednej z powieści czytanych przeze mnie w dzieciństwie. Czy miałoby się to wkrótce ziścić?

Zmierzch papirusa?
Wspomniana przeze mnie książka wcale nie pochodzi z zamierzchłej przeszłości, a zdaje się być, zwłaszcza dziś, niezwykle aktualna, zwłaszcza w perspektywie zmian, które zamierza wprowadzić Ministerstwo Edukacji Narodowej. A jest ich naprawdę dużo i są to zmiany rewolucyjne.
W myśl przekazanej do konsultacji zewnętrznych nowelizacji rozporządzenia w sprawie dopuszczania do użytku w szkole programów wychowania przedszkolnego i programów nauczania oraz dopuszczania do użytku szkolnego podręczników  ich wydawcy będą zobowiązani do przygotowania książek, z wyjątkiem przeznaczonych do nauczania początkowego, w dwóch wersjach: papierowej i elektronicznej. Przysłużyć się temu mają cieszące się coraz większą popularnością, a co za tym idzie i niższą ceną, nośniki elektroniczne. Zakup odpowiednich urządzeń do odczytywania cyfrowych podręczników, np. tabletów, ma rekompensować kwoty wydawane co roku na papierowe podręczniki.
Tradycyjnemu papirusowi trudno będzie stanąć w szranki z najnowszymi zdobyczami edukacji, bowiem jednym tchem można wymienić co najmniej kilka ich zalet. Przede wszystkim, w przeciwieństwie do obecnie dostępnych podręczników, ich cyfrowe odpowiedniki są niezniszczalne. Co więcej, gdy przekroczą już mury polskich szkół, trudno będzie uczniom przeforsować wymówkę: „zapomniałem przynieść...; zostawiłem w domu...”, bowiem odczytać je będzie można praktycznie wszędzie. Trzeba dodać, że korzystnie wpłyną na kondycję zdrowotną naszych dzieci: skończy się dźwiganie kilku-, a niekiedy nawet kilkunastokilogramowych plecaków. Peanom więc na cześć elektronicznych podręczników nie ma końca. A jak wygląda druga strona medalu?
Przyszłość nie rysuje się aż tak różowo, bowiem wprowadzenie nowej wersji książek do szkół pociąga za sobą bolesne, zwłaszcza dla domowego budżetu polskich rodzin, konsekwencje. Jedną z nich jest konieczność opłacania licencji lub platform internetowych, dzięki którym będzie można korzystać z cyfrowych podręczników. Istnieje również realne zagrożenie nasilenia istniejącego już zjawiska – piractwa w sieci, co w rezultacie prowadzić będzie do podwyższenia cen książek.
 
E-uczeń, e-człowiek
Rzeka nowoczesności płynie już, nie od dziś, w polskich szkołach szerokim nurtem. Placówki oświatowe muszą dostosować metody i narzędzia nauczania do oczekiwań młodego pokolenia. To zaś, jak żadne przedtem, doskonale radzi sobie w gąszczu technologicznych nowinek. Zdobywający wiedzę za pośrednictwem dźwięku i obrazu oczekują, że nauczyciele dotrzymają im kroku. Ci zaś z sukcesem podejmują wyzwanie, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom rodziców i uczniów. Przybywa szkół, w których wykorzystuje się tablice interaktywne, rzutniki, telewizory plazmowe, bezprzewodowy internet czy edukacyjne gry komputerowe. Coraz częściej dyrekcja decyduje się na wprowadzenie specjalnych platform, dzięki którym rodzice mogą na bieżąco śledzić postępy swoich pociech, sami zaś uczniowie mogą korzystać, w razie nieobecności,  z zamieszczanych tam notatek z lekcji czy dodatkowych materiałów dydaktycznych.
Wprowadzenie więc elektronicznych podręczników będzie niejako ukoronowaniem przełomu w edukacji, który przecież dokonuje się na naszych oczach. Skutki uboczne jednak już są widoczne. Coraz rzadsze obcowanie z książką prowadzi do spadku czytelnictwa wśród młodego pokolenia, a co za tym idzie, braku znajomości kanonu polskiej literatury. Nauczyciele już teraz alarmują, że uczniowie mają kłopoty z posługiwaniem się słownikami i encyklopediami. Zastąpienie tradycyjnych podręczników cyfrowymi z pewnością jeszcze pogłębi ten problem. Technologiczna rewolucja w polskiej szkole wykształci w przyszłości e-człowieka, którego z łatwością będzie można zastąpić wirtualnymi pracownikami, generującymi mniej kosztów. Niestety nie jest to taka odległa przyszłość. Takie prototypy pojawiły się już tego lata na francuskim lotnisku Orly w Paryżu...
 
 

Ostrożnie z nowinkami
– Nie ulega wątpliwości, że w ostatniej dekadzie polska szkoła odnotowała niespotykany do tej pory rozwój. Wiele placówek oświatowych, przy aktywniejszej obecności i współpracy ze strony rodziców, może pochwalić się doskonałym zapleczem dydaktycznym, sięga po najnowocześniejsze pomoce naukowe czy nowe technologie. Dzięki nim niejako „wyposaża” swoich uczniów w niezbędne umiejętności, by sprawnie i bez lęku umieli poruszać się we współczesnym świecie. Owe „narzędzia” nie mogą jednak przyćmić jednego z trzech podstawowych zadań szkoły: przygotowania uczniów do uczestnictwa w szeroko rozumianej kulturze. A takie ryzyko pojawia się w perspektywie wprowadzenia elektronicznych podręczników. Nauczyciel korzystający z nich podczas lekcji nie będzie wiarygodny, kiedy będzie przekonywał swoich uczniów do sięgania po tradycyjną książkę w domu. Szkoła nie może zamykać się przed udogodnieniami, które oferuje jej współczesność, jednocześnie jednak powinna okazywać szacunek wobec tradycji i uczyć go swoich podopiecznych.
Anna Nowacka, polonistka
 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki