Logo Przewdonik Katolicki

Za wszelką cenę

Kamila Tobolska
Fot.

Ministerstwo Edukacji Narodowej dalej podąża drogą na skróty. Przedstawia kolejne elementy układanki, która ma pozwolić na wprowadzenie od września darmowego podręcznika dla pierwszoklasistów. Jednocześnie wprowadza bałagan, który odbije się na jakości kształcenia.

W piątek 21 lutego przed południem Sejm przyjął nowelizację ustawy o systemie oświaty, umożliwiającą ministrowi edukacji zlecenie opracowania i wydania podręczników szkolnych. Za głosowało 436 posłów, jeden był przeciw, sześciu wstrzymało się od głosu. Pilny tryb wprowadzenia nowelizacji ma umożliwić wprowadzenie już 1 września tego roku bezpłatnego podręcznika dla uczniów pierwszych klas szkoły podstawowej. Według niej wszystkie zlecone przez ministra podręczniki będą dopuszczone do użytku szkolnego z mocy prawa (dotychczas ministrowie dopuszczali jedynie podręczniki przygotowane przez podmioty zewnętrzne). Jak będzie wyglądała kwestia konsultacji merytorycznych, dydaktycznych i wychowawczych? Optymistyczne deklaracje zakładają, że będą one prowadzone na etapie przygotowania i odbioru podręczników. Praktyka pokaże...

 

Groźny precedens

Ponadto przyjęta właśnie nowelizacja znosi przepis nakładający na dyrektora szkoły obowiązek podania do 15 czerwca listy podręczników, jakie będą obowiązywać w jego placówce w nowym roku szkolnym. Skreślenie tego zapisu odnosi się do podręczników dla uczniów na każdym poziomie nauczania, a nie tylko do tych, którzy we wrześniu rozpoczną naukę w klasie I szkoły podstawowej. Oznacza to, że dyrektor będzie mógł przedstawić listę podręczników w dowolnym, wybranym przez siebie terminie.

Na ten temat przez media przetoczyła się już gorąca dyskusja. Od kilku tygodni, odkąd rządzący zabrali się za zmiany przepisów w oświacie, przeciwnicy pomysłów premiera i minister edukacji apelowali, że sama idea bezpłatnego podręcznika jest dobra, ale nie można jej wprowadzać w takim tempie. Związek Nauczycielstwa Polskiego w Liście otwartym do posłów i posłanek, który otrzymali oni kilka dni przed głosowaniem, napisał, że „dopuszczenie do użytku szkolnego podręcznika w drodze ustawy, z ominięciem procedur stosowanych wobec wszystkich pozostałych podręczników, to stworzenie groźnego precedensu na dziś i na jutro”. Nauczyciele podkreślają bowiem, iż ustawowe procedury są gwarantem wysokiej jakości merytorycznej podręczników szkolnych. Co więcej, wszystkie podręczniki, które są teraz na rynku, zostały ocenione przez zespół ekspertów. − Teraz o jakości podręcznika będzie decydował urzędnik i nikt tego nie będzie kontrolował − zauważa wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Krzysztof Baszczyński. Równocześnie ZNP od dawna dostrzegał patologie na rynku podręczników, takie jak sprzedawanie ich w kosztownych pakietach z dodatkowymi materiałami edukacyjnymi. „Uporządkowanie rynku podręczników szkolnych, w tym zapowiedź bezpłatnego podręcznika, to spełnienie oczekiwań nie tylko rodziców uczniów, ale także nauczycieli. (...) Opowiadając się za pełną autonomią nauczycieli w zakresie wyboru podręcznika i programu nauczania, jednocześnie apelowaliśmy o określenie przez MEN ogólnych standardów dla wydawców w zakresie podręczników, dotyczących m.in. zawartości pakietów przeznaczonych dla ucznia, określenia maksymalnej ceny itp.” − przypomniano w liście ZNP. Tymczasem, czytamy dalej, „nie licząc się z realiami szkoły, nie patrząc na skutki związane z nieuchronnym obniżeniem jakości, za wszelką cenę i w błyskawicznym tempie minister edukacji chce przeprowadzić przez Sejm projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty, który przy okazji burzy systemowe rozwiązania dotyczące podręczników szkolnych, od lat dobrze służące uczniom i nauczycielom”.

 

W trybie pilnym

Przypomnijmy historię rządowego projektu nowelizacji ustawy o systemie oświaty, umożliwiającego ministrowi edukacji zlecenie opracowania i wydania podręczników szkolnych. 22 stycznia tego roku wpłynął on do Sejmu, po czym następnego dnia skierowano go do komisji edukacji, z zaleceniem przedstawienia sprawozdania do dnia 18 lutego br. Tego dnia na swoim posiedzeniu (jedyne wcześniejsze dotyczące tego tematu odbyło się 5 lutego) wydała ona opinię, i tutaj cytat: „Wysoki Sejm uchwalić raczy załączony projekt ustawy”. Jednocześnie podczas posiedzenia komisji większością głosów przyjęto też zgłoszoną przez PO poprawkę (oczywiście również w trybie pilnym), która miała znieść wspomniany przepis nakładający na dyrektora szkoły obowiązek podania do 15 czerwca listy podręczników, jakie będą obowiązywać w placówce w nowym roku szkolnym.

Z kolei w środę 19 lutego Joanna Kluzik-Rostkowska przedstawiła na konferencji prasowej plany MEN odnośnie podręczników na kolejne lata. Zakładają one po przygotowanie bezpłatnych podręczników dla klas I-III szkół podstawowych do edukacji polonistycznej, matematycznej, przyrodniczej i społecznej (w tym roku dla klas pierwszych, w następnych kolejno dla drugiej i trzeciej). Okazuje się bowiem, że jeden podręcznik podzielono na cztery, aby oszczędzić dzieciom dźwigania. Równocześnie z dotacji celowej finansowane ma być wyposażenie uczniów pierwszych trzech klas szkół podstawowych w materiały ćwiczeniowe oraz podręcznik do nauczania języka obcego. Natomiast uczniów klas IV–VI szkół podstawowych i gimnazjów w przyszłości czeka dotacja na podręczniki, materiały edukacyjne oraz materiały ćwiczeniowe.

Tego samego dnia dyskutowano na temat nowelizacji ustawy o systemie oświaty w Sejmie. Podczas drugiego czytania swoje poprawki do projektu zgłosił PiS i Solidarna Polska. Skierowano go więc ponownie do komisji edukacji. Jednak już w piątek 21 lutego, przed południem poddano go w Sejmie pod głosowanie, którego wyniki znamy. Pomimo problemów, z którymi boryka się polska kolej, mieliśmy więc do czynienia z prawdziwym „Ekspresem Sejmowym” próbującym nadążyć za najnowszymi pomysłami premiera.

 

Podręczniki dopiero w listopadzie?

Bez wątpienia negatywne skutki pośpiesznych, nieprzemyślanych decyzji dotkną wszystkich: uczniów, nauczycieli i rodziców, no i oczywiście wydawców. Już teraz ostrzegają oni, że jeśli szkoły nie złożą do połowy czerwca zamówień, podręczników we wrześniu nie będzie. Jeśli bowiem informacje o tym, że brakuje książek do danego przedmiotu dotrą do nich na początku września, książki pojawią się w szkole dopiero w... listopadzie. Spodziewają się też, że doprowadzi to do zachwiania całym rynkiem wydawniczym.

Po zwolnieniu dyrektora z obowiązku podania do 15 czerwca listy podręczników na kolejny rok szkolny rację bytu przestaną też mieć kiermasze książek używanych, które odbywają się w szkołach pod koniec roku szkolnego. Pozwalają one wielu rodzicom na rozłożenie w dłuższym czasie wydatków związanych z zakupem wyprawki do szkoły. ZNP nie bez powodu boi się więc organizacyjnego chaosu, jaki zapanuje w szkołach po likwidacji terminu 15 czerwca. − Dzięki niemu osoba prowadząca zajęcia z dzieckiem jest w stanie przygotować swój warsztat pracy do 1 września – podkreśla Baszczyński zapowiadając ostre protesty ze strony środowiska nauczycieli.

Trzeba zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt sprawy. Polacy to, co bezpłatne uważają za kiepskie. Troskliwi rodzice, szczególnie z grubym portfelem, będą szukać szkół, w których ich dzieci będą uczyły się z innych (czytaj: dobrych) podręczników. Zostawiono bowiem otwartą furtkę dla szkół, które chcą korzystać z innych książek. Wprawdzie muszą one być bezpłatne dla rodziców, czyli opłacane przez organ prowadzący placówkę, ale cóż to za przeszkoda dla prywatnych szkół pobierających czesne za naukę? Wprowadzenie darmowego podręcznika może więc doprowadzić do ostrych społecznych podziałów na dzieci, które stać na inny podręcznik i te, których rodzice muszą się zadowolić bezpłatnym.

To dalszy ciąg eksperymentu na polskich dzieciach. MEN niezmiennie próbuje osłodzić rodzicom decyzję o przymusowym wepchnięciu sześciolatków do sal szkolnych. Zadziwia nowelizacjami, które prowadzą do jednego − przygotowania podręcznika „na kolanie”. A przecież idea bezpłatnych podręczników dla wszystkich poziomów kształcenia i dla wszystkich szkół jest jak najwłaściwsza. Od lat zresztą mówi o niej opozycja. Po co psuć takie pomysły nieudolnym ich wprowadzaniem? Odpowiedź jest prosta: względy wizerunkowe górą!

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki