Logo Przewdonik Katolicki

Mój święty z Niepokalanowa

ks. Józef Dębiński
Fot.

Gdy byłem dzieckiem, słuchałem opowiadań rodziców o ojcu Maksymilianie (Rajmundzie) Kolbe, którego znałem z okładek Rycerza Niepokalanej. Nieco starszy, razem z siostrą zaczytywałem się książką pt. Boży szaleniec Marii Winowskiej.

Z książki, którą pożyczył mi ks. Jerzy Krzemiński, prefekt z Działynia, zapamiętałem, że o. Kolbe urodził się w 1894 r. w Zduńskiej Woli. Silne wrażenie wywarł na mnie opis dziecięcego snu Rajmunda o koronach: białej i czerwonej. Pytanie jego mamy: „Rajmund, co z ciebie wyrośnie?”, było jakoś dziwnie znajome… Przerażała mnie heroiczna decyzja o. Kolbego o oddaniu życia za innego więźnia Auschwitz. Grozę i niewypowiedziany żal budziła jego męczeńska śmierć.
Do Niepokalanowa pojechałem po raz pierwszy jako alumn trzeciego roku WSD we Włocławku, w grupie kolegów. Zwiedzałam klasztor, modliłem się – również w celi o. Maksymiliana. Ojcowie franciszkanie podjęli nas skromnym obiadem  i opowiadali, opowiadali... Słuchaliśmy zafascynowani.

Któryś z braci krótko zrelacjonował wydarzenie, które miało miejsce w latach 30. w Warszawie, przy ul. Brackiej. Wraz z o. Kolbe zwiedzał urządzoną tam wystawę, która ukazywała  straty Kościoła na Wschodzie Rzeczypospolitej po rewolucji bolszewickiej i po wojnie 1920 r. Później zakonnicy szli Al. Jerozolimskimi. Nagle o. Maksymilian zatrzymał się i milcząc, patrzył w dal. Zapytany, o czym myśli, odpowiedział: „Wielkie są straty Kościoła. Ale to jeszcze nic. Przyjdzie, bracie, straszna wojna... Ja tej wojny nie przeżyję, brat przeżyje... a potem figura Niepokalanej stanie na bramie Spaskiej na Kremlu”. I tak się też stało.
Przypomnijmy: w 1918 r. w Rzymie o. Kolbe przyjął święcenia kapłańskie. Tam też uzyskał doktoraty z teologii i filozofii. Rok później powrócił do Polski. Ów wielki czciciel Maryi, założyciel Rycerstwa Niepokalanej, służył Bogu, Kościołowi i ludziom w duchu słów: „Naśladuj Chrystusa: kochaj i twórz”. W 1936 r. został przełożonym klasztoru franciszkańskiego w Niepokalanowie k. Warszawy, który założył dziewięć lat wcześniej. Tu wydawał czasopisma: „Rycerz Niepokalanej” i „Mały Dziennik”, utworzył stację radiową i niewielką elektrownię, powołał do istnienia zakonną straż pożarną, planował budowę lotniska... Interesował się techniką i wynalazczością. Warto wiedzieć, że o. Maksymilian był jednym z pierwszych pasażerów kolejki linowej na Kasprowy Wierch, a w Berlinie uczestniczył w pionierskim pokazie telewizyjnym. Owocna była również działalność misyjna o. Kolbe w Japonii (1931–1935).
Aresztowany przez Niemców we wrześniu 1939 r. razem z 40 zakonnikami, został niespodziewanie zwolniony 8 grudnia, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP. Wrócił do Niepokalanowa i energicznie przystąpił do organizowania pomocy ofiarom wojny, również Żydom. Ponownie aresztowany w lutym 1941 r., trafił do KL Auschwitz (numer 16670). Tu poświęcił życie, by ocalić skazanego na śmierć głodową współwięźnia. Zmarł w bunkrze 14 sierpnia 1941 r., dobity zastrzykiem fenolu. Ciało spalono, prochy rozrzucono.
W 1971 r. papież Paweł VI beatyfikował o. Maksymiliana; do grona świętych zaliczył go, 10 października 1982 r., papież Jan Paweł II. Z nadania Stolicy Apostolskiej, od 1998 r. św. Maksymilian M. Kolbe jest patronem Zduńskiej Woli. W celi, w której skonał, 28 maja 2006 r. modlił się w ciszy papież Benedykt XVI, następnie dodając głośno, po łacinie: „Święty Maksymilianie Kolbe, módl się za nami. Wszyscy święci męczennicy, módlcie się za nami”.   

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki