Logo Przewdonik Katolicki

Pułapki wakacyjnych podróży (cz. 3) - Feng shui

Monika Białkowska
Fot.

Bambusowe albo metalowe dzwonki o charakterystycznym, wydłużonym kształcie wiszą w wielu katolickich domach. Ich właściciele mówią, że to pamiątka z podróży, prezent albo po prostu ładny gadżet. Nie zdają sobie sprawy, że za owym gadżetem stoi cała filozofia, której z chrześcijaństwem pogodzić się nie da.

Feng shui wskaże Ci, jak stworzyć bezpieczny, zdrowy dom i ożywić Twoją przestrzeń życiową!” „Feng shui zmieni Twój dom i miejsce pracy w ośrodek osobistej, własnej siły!” „Feng shui jest drogowskazem, jak szczęśliwie żyć, dąży do zaistnienia równowagi potrzebnej do szczęśliwego życia!” Prawda, że brzmi zachęcająco? Któż z nas nie chciałby mieć bezpiecznego domu i żyć szczęśliwie? Jak to zrobić? Ano ustawiając we „właściwym” miejscu kanapę albo wieszając dzwonki. Proste? Proste. I z gruntu fałszywe.

Chińska magia
Feng shui, w przeciwieństwie do omawianych w poprzednich częściach cyklu amuletów, nie jest jednym przedmiotem czy symbolem, ale całym systemem myślenia, które sprawia, że człowiek zamiast pokładać ufność w Bogu, szuka pomocy u innych sił. System ten wywodzi się z wierzeń Chin, Japonii i Tybetu z czasów ok. V w. a.C. Pierwotnie wiązał się on z kultem przodków i polegał na znalezieniu im takiego miejsca pochówku, by zmarli mieli dobre powietrze (feng) i dobrą wodą (shui).
Współcześnie feng shui to nic innego, jak odmiana chińskiej magii. Jej założeniem jest teza, że na to, jak działa człowiek i co mu się przydarza, zasadniczy wpływ ma jego otoczenie – miejsce jego pracy i snu oraz poszczególne przestrzenie jego domu i ogrodu. Ostatecznie chodzi o to, by wykluczyć „strefy negatywne” i pozwolić na „swobodny ruch energii”. Chociaż na pierwszy rzut oka może wydawać się modną metodą aranżacji wnętrz, w rzeczywistości jest przesądem, związanym z posługiwaniem się przedmiotami magicznymi, które ostatecznie – jak każde wykroczenie przeciwko pierwszemu przykazaniu – naraża człowieka na poważne konsekwencje duchowe.
 
Wbrew rozumowi
Wydaje się nieprawdopodobne, że racjonalni ludzie XXI w. są w stanie uwierzyć i z pełną powagą traktować te zalecenia, a nawet płacić wielkie pieniądze za rady „ekspertów”. A jednak nierzadko zdarza się, że nie tylko mieszkania czy ogrody, ale nawet biura czy firmowe logo projektowane są zgodnie z zasadami feng shui. Poważni i wykształceni ludzie, przyznający się do wiary katolickiej, umieszczają w swoim otoczeniu dzwonki, lustra i żaby po to, żeby nakierować na właściwe tory jakąś bliżej niesprecyzowaną „energię”. Przeciętny Chińczyk uważa, że dla odniesienia życiowego sukcesu większe znaczenie ma feng shui niż konsekwentna praca. Przy budowie chińskich tam na rzekach zalecenia konsultantów feng shui traktowane są z większą powagą niż zalecenia geologów i hydrologów.
 
Okno czy ściana
Ale i w Europie szaleństwo jest niewiele mniejsze. Ludzie urządzają mieszkania zależnie od daty swojego dnia, a nawet godziny urodzenia. W sklepach wieszają lustra, tak by odbijały kasę – prawda, że to najlepszy i bardzo prosty sposób na pomnożenie pieniędzy? Wierzą, że otwarte szafki emitują złą energię, szatkując przestrzeń jak noże – podobnie zresztą jak rogi książek. Przekonani są, że ich szczęście małżeńskie zależy od tego, czy w łóżku jest podwójny, czy pojedynczy materac. Pamiętam stare, wielkie łóżko moich dziadków i ich przykładem ręczę, że podwójny materac żadną miarą nieszczęścia na małżeństwo nie sprowadzi. „Eksperci” feng shui głoszą co innego, twierdząc, że ludzkie życie zależy od tego, czy stół stać będzie pod oknem, czy pod ścianą.
 
Dzwonki
Jeszcze większe zamieszanie niż teoria aranżowania przestrzeni – którą w końcu trzeba znać, żeby zacząć się nią kierować – uczynić mogą tzw. remedia, czyli przedmioty. Ich zadaniem jest odwracanie negatywnych skutków złego przepływu energii tam, gdzie nie da się wyburzyć domu i postawić go na nowo. Przedmioty te często pojawiają się w katolickich domach, udając nieszkodliwe ozdoby – w ten sposób ściągają na nieświadome często osoby niebezpieczeństwo otwarcia się na działanie złego ducha.
Pierwszym takim przedmiotem, najbardziej chyba rozpowszechnionym, są dzwonki wietrzne – bambusowe albo metalowe, w kształcie trzech lub pięciu rurek. Ich dźwięk według założeń feng shui ma „rozpraszać energię” i odstraszać złe duchy. Co ciekawe, nazywany jest „bardzo logicznym” lekarstwem, zwłaszcza dla miejsc, w których „energia się rozpędza”. Ciekawe jest pojęcie logiki według feng shui.
 
Lustra i węzły
Inne przedmioty związane z magicznym działaniem feng shui to lustro bagua, mające rzekomo „odbijać energię” i odpędzać złe duchy, czy kryształy, które dla odmiany mają za zadanie „wyhamować rozpędzoną energię”. W katalogach magicznych przedmiotów znaleźć można również trzynożną żabę z monetą, która zapewniać ma rzekomo majątek; służące w tym samym celu chińskie monety przewiązane czerwoną wstążeczką; chińskiego smoka, który przynosi pomyślność całej rodzinie, zwłaszcza gdy stoi w pobliżu wody czy komplet sześciu figurek Buddy. Poszukujący miłości mogą dla odmiany nabrać się na amulet zwany szczęśliwym węzłem miłości – symbolem przypominającym zaplątanego w skomplikowany sposób węża, który nie ma początku ani końca. „Specjaliści” od feng shui twierdzą, że można go namalować samemu i podarować bliskiej osobie „aby nigdy już nas nie opuściła” – ale prze zachowaniu pewnych warunków. Ważne jest, aby był wyeksponowany we właściwy sposób, gdyż „rzucony byle gdzie, gdzieś na uboczu lub zakryty, może odwrócić swoje cenne zalety od właściciela. Może przysporzyć samych kłopotów, ponieważ obrazi się, że jest niedoceniany”.
 
Krzyż, który szkodzi
Przedmioty, które się obrażają. Przedmioty, które decydują o losie człowieka, stając w miejscu Boga. Przedmioty, które decydują o ludzkiej pomyślności. Nawet, jeśli nie mieliśmy świadomości, jakie jest ich znaczenie, nie warto trzymać ich w domu – nie powinien ich mieć ktoś, kto wierzy, że zbawienie jest w Jezusie Chrystusie. Nawet przyjęcie ich w prezencie i zatrzymanie w domu może pociągnąć za sobą zamknięcie serca na działanie Boga i otwarcie go na ingerencję złych duchów – jest bowiem bałwochwalstwem.
Chrześcijanin powinien być świadomy jeszcze jednego elementu filozofii feng shui. Otóż – według jej głosicieli – niezwykle szkodliwy wpływ na człowieka ma wszystko, co jest ostro zakończone: wieże, ostre kanty, szpiczaste dachy. Mają one być źródłem złej energii i budzić grozę, dlatego należy ich unikać. W jednym z podręczników feng shui wyczytać można, że „iglica kościoła, szczególnie jeśli wznosi się od strony drzwi wejściowych twego domu, niekorzystnie wpływa na jego feng shui”. Za szczególnie szkodliwą i budzącą grozę uznaje się również obecność krzyża w mieszkaniu: należy go usunąć, by „życiodajny oddech smoka” mógł krążyć swobodnie.
Niepokojące jest to, że poza fascynatami, którzy w feng shui wchodzą dobrowolnie i z pełną świadomością, magia ta dosięga również osoby nieświadome, a nawet te, które zmuszone są do niej wbrew swej woli! W zakończonym właśnie roku akademickim zajęcia z feng shui znalazły się na przykład w programie nauczania studentów fizjoterapii w Kaliszu – nawet, jeśli studenci zdawali sobie sprawę z ich niebezpieczeństwa, mieli obowiązek uzyskać zaliczenie zajęć. Pozostaje tylko pytać, jeśli już nie o wiarę, to przynajmniej o zdrowy rozsądek.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    J
    06.01.2019 r., godz. 01:35

    Sam jestes bzdura

  • awatar
    Irek
    25.08.2018 r., godz. 14:47

    Pani Moniko z calym szacunkiem , ale pisze pani poprostu ,,bzdurki,,

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki