Wielki Post to jak bieg pod górkę. W Triduum Paschalnym znajdziesz się na jej szczycie, aby z łatwością zbiegać z wypracowaną podczas wspinaczki kondycją. Pewnie, że przede wszystkim przygotowujemy się, by dobrze przeżyć Święta Wielkanocne. Tak jest. Stąd perspektywa podjętych trudów kończy się Wielkanocą. Jednakże, czy wszyscy nie czekamy na Wielkanoc naszego istnienia? Jeśli czekamy, to każdy okres czterdziestodniowych zmagań ze słabościami musi być przeżywany w optyce wieczności.
Nie wiem, co jest gorsze, brak kontynuacji rozwoju, gdy post się skończy, czy niepodjęcie żadnych wielkopostnych postanowień? Jedno i drugie powoduje, że niby wszystko można nadrobić, ale niesmak pozostaje. Człowiek może wiele, ale nic nie zrobi, kiedy się do roboty nie zabierze.
Te dwie trzecie postu, które widzimy w tylnym lusterku, to powód do zadowolenia czy do frustracji? Choćbyś nic do tej pory nie zrobił albo pracował mało wydajnie, to jednak pozostają te dwa tygodnie ostatniej szansy. Może właśnie taki zryw, nagłe poderwanie się do lotu sprawi, że jeszcze konsekwentniej zaczniesz kroczyć po drodze, na której Jezus zostawił swoje ślady? Przez tylną szybę oprócz czasu przeszłego, można dostrzec swoje braki. Zastanawiające jest, czy nie będzie nam po prostu głupio i wstyd, gdy po śmieci okaże się, że życie można było przeżyć dużo lepiej, a nam się najzwyczajniej nie chciało.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









