Logo Przewdonik Katolicki

Wdrapać się na swój "dach Europy"

Michał Bondyra
Fot.

Trening duchowy i utrzymanie w nim dyscypliny to o wiele trudniejsza sprawa niż wejście na Mont Blanc przekonuje Grzegorz Wujkowski, zdobywca dachu Europy.

Trening duchowy i utrzymanie w nim dyscypliny to o wiele trudniejsza sprawa niż wejście na Mont Blanc – przekonuje Grzegorz Wujkowski, zdobywca „dachu Europy”.


 

Grzegorz doskonale wie, o czym mówi. Prócz najwyższego szczytu Europy zaliczył też  Czarnohorę. Poza wspinaniem się po górach również biega. Dotąd ukończył poznański maraton. Teraz przygotowuje się do tego w Krakowie. – Każdy mój duży cel to na początku marzenie. Potem zabieram się do jego realizacji. Ale nie od razu, a metodą małych kroków – mówi. – Zanim pojechałem na „Blanka”, trochę chodziłem po górach i już wtedy nauczyłem się, że nie zawsze warto patrzeć od razu na szczyt, który często wydaje się tak odległy i wysoki, że odbiera nam ochotę do zmierzenia się z nim – tłumaczy.

Jak udało mu się zdobyć „dach Europy”? Nauczył się realizować ten cel powoli, metodycznie. – Mówiłem sobie tak; najpierw dojdź do tego zakrętu, jak go osiągniesz, to spójrz kawałek dalej, jest kolejny, ciekawe, co jest za nim? – wspomina. Metoda małych kroków sprawdza się też w biegach. – By przebiec maraton, potrzeba minimum 24 tygodni treningu – mówi. Żmudnego, w deszczu, śniegu, spiekocie, mrozach, a czasem upałach. Po co o tym piszę? Bo takich samych małych kroków wymaga każde postanowienie. Nie tylko sportowe, także życiowe, duchowe. – Młodzi lubią wyzwania. Potrzebują jednak konkretów. Często chodzi o przekonanie samego siebie, że „jeszcze mnie na coś stać” – uważa o. Henryk Kałuża, werbista i rekolekcjonista od ponad 20 lat.

 

Bez treningu łapią skurcze

By zdobyć kolejny szczyt, ukończyć następny maraton albo po prostu rzucić palenie czy zmienić swoją relację ze Stwórcą, ważny jest dobry plan i konsekwencja, czyli... – Inaczej intencja i wola. Żadne postanowienie się bez nich nie ziści. Muszę więc odpowiedzieć najpierw na pytanie: dlaczego mam to zrobić? A potem: czy dam radę, czy podołam? – wyjaśnia o. Henryk, dodając, że „nie ma sensu sobie tylko udowadniać, że coś mogę”. – Ważniejsze jest to, by postanowienie, które zawsze wiąże się z jakąś ofiarą, było darem serca, miłości dla kogoś lub lepiej za kogoś – mówi. Bo jak przekonuje werbista: „Chrześcijaństwo nie jest ekstremalnym sportem wyczynowym, które wypina pierś do orderu, jest życiem, które choć się nam udziela, nie cierpi z tego powodu, nie trąbi też o swoich wyczynach na wszystkich szczytach świata, ale wie, że ważna jest konsekwencja. To ona wiedzie do celu!”. – Jak ktoś bez treningu rzuci się na maraton, to biegu nie ukończy, bo złapią go skurcze. Organizm po prostu odmówi mu posłuszeństwa – obrazowo opisuje brak konsekwencji w działaniu Grzegorz Wujkowski.

A co, gdy odpuści się trening, coś się zawali, da się plamę. Z pomocą przyjść może zdrowy rozsądek. – Nie jestem idealny, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żebym ponownie wziął się do pracy – mówi Grzegorz, podkreślając rolę pokory. – Pokora, jakiej uczy sport, może się przydać też w życiu duchowym – dodaje. Zgadza się z nim o. Kałuża: – Takie oranie nosem podłoża nie należy do przyjemności, dlatego do tego, by podnieść się po tym, jak coś zawalimy, pokora jest niezastąpiona. Przecież żaden sportowiec nie zwycięża zawodów za pierwszym razem. Bezapelacyjnie musi się bardzo namęczyć!

 

Pług w pogotowiu

Jak więc wytrwać w postanowieniach, które ambitnie przyjęliśmy w Wielkim Poście? – Ważniejsze od sukcesów jest stawanie w prawdzie oraz świadomość, że autentyczna zmiana czegoś w sobie dokonuje się przy pomocy łaski Bożej, którą wysłużył Chrystus na rusztowaniu krzyża – uważa o. Henryk. Poza wspomnianą wcześniej konsekwencją w działaniu i realizacją małych kroków – znanych chociażby z filozofii byłego trenera piłkarskiej reprezentacji Polski – Leo Beenhakkera, istotne jest, jak podkreśla werbista, „zrobienie w swoim życiu solidnego programu tzw. pracy permanentnej”. – Pług powinien być ciągle w pogotowiu, aby zacząć orać swoje ugory, które szybko zarastają – przestrzega o. Henryk Kałuża, dodając, że dla chrześcijanina wakacji od pracy nad sobą nie ma. Grzegorz Wujkowski radzi, by tę orkę ugorów zacząć od małych rzeczy: „najpierw warto uporządkować kwestie modlitwy, a jak to się powiedzie, to wtedy zobaczymy…”.

Może i nam uda się wzorem Grzegorza zdobyć nasze Mont Blanc albo ukończyć życiowy maraton, nie wycofując się z niego w połowie z powodu skurczów mięśni lub kolki?

 

 



 

Nie tylko dla siebie

 

O. Henryk Kałuża, werbista, rekolekcjonista:

– Przy podejmowaniu postanowień najważniejsze jest to, by zadać sobie pytanie, co z tego, co zrobię czy będę chciał zrobić, będą mieli inni. Nasze zobowiązania muszą mieć na uwadze jakieś obiektywne dobro, które buduje, wzbogaca drugich. Cóż byłoby to za postanowienie, które miałoby dotyczyć tylko nas, nawet naszej własnej świętości i doskonałości? Mielibyśmy coś z faryzeusza, który wyliczał pęczki kopru i mięty. On się przecież nawet wyrzekł pewnych spraw, ale zrobił to tylko dla siebie. W pewien sposób manipulował więc sobą i innymi ludźmi. W tym układzie celnik okazał się być tym, który zwyciężył, wcale tego nie chcąc.

 

UWAGA: By przypomnieć sobie Przypowieść o faryzeuszu i celniku, zajrzyj do Łk 18, 9—14

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki