Logo Przewdonik Katolicki

Pięć kroków do przodu

Kamila Tobolska
Fot.

Jak pomagać rodzinom w trudnych sytuacjach? Pytanie jest coraz bardziej aktualne, tym bardziej gdy pojawiają się kolejne fale powodziowe niszczące rodzinę.

 

Jak pomagać rodzinom w trudnych sytuacjach? Pytanie jest coraz bardziej aktualne, tym bardziej gdy pojawiają się kolejne „fale powodziowe” niszczące rodzinę.

 

 

Gdy w 1980 r. w Rzymie trwał Synod Biskupów na temat rodziny, w Tarnowie diecezjalnym duszpasterzem rodzin został ks. dr Władysław Szewczyk, psycholog, absolwent KUL-u. Wiedział oczywiście, jakie będą jego rozliczne zadania; chociażby troska o przygotowanie prelegentów prowadzących katechizację przedmałżeńską czy poradnię rodzinną w zakresie naturalnego planowania rodziny (NPR). Bardzo szybko jednak wizyta pewnego małżeństwa zmieniła jego postrzeganie roli duszpasterstwa rodzin. – Ci ludzie przyznali, że uważają się za dobrze przygotowanych do małżeństwa, znają i stosują NPR. Coś jednak bardzo ich martwiło – wspomina ks. Szewczyk. Małżonkowie podejrzewali, że ich syn, uczeń VI klasy, bierze narkotyki. − Kłócili się między sobą, które z nich jest temu winne, i poprosili mnie w tej sytuacji o pomoc. Pomyślałem wtedy, że NPR jest bardzo ważne, ale... – dodaje, zawieszając głos.

 

Do zawału tuż-tuż

W 1981 r. ukazała się posynodalna adhortacja apostolska Familiaris Consortio (z łac. wspólnota rodzinna). – Wyczytałem w niej: „Kościół towarzyszy rodzinie w jej drodze”. A ta droga przecież bywa różna, z kryzysami, konfliktami, zmartwieniami. W takim razie trzeba pomóc małżonkom, którzy przeżywają kryzys, nie wiedzą, jak sobie poradzić z problemami swoich dzieci. I tak, 30 lat temu powstała w Tarnowie Poradnia Specjalistyczna Arka – opowiada ks. Szewczyk. Dyżury pełnią w niej psycholodzy, pedagodzy, prawnicy i kapłani, a w Bochni, Dębicy, Mielcu i Nowym Sączu funkcjonują jej terenowe oddziały. Arka zajmuje się nie tylko poradnictwem i doradztwem, ale także terapią małżonków zagrożonych kryzysem. − Jeśli konflikt możemy porównać do gorączki w organizmie, to kryzys jest jak sytuacja przedzawałowa – wyjaśnia duszpasterz. A wtedy sprawa staje się naprawdę poważna...

 

Zapobiegać DDRR

Ks. dr Władysław Szewczyk doświadczenia zbierał przez lata prowadzenia poradni, pracy naukowej i duszpasterzowania rodzinom. 10 lat temu zaowocowały one stworzeniem niecodziennej formy poradnictwa w sytuacjach małżeńskiego kryzysu, a inspiracją do tego była kolejna wyjątkowa rozmowa. − Przyszła do mnie studentka i powiedziała, że chce u mnie pisać pracę magisterską. Zapytałem, na jaki temat? Odpowiedziała, że o DDRR – mówi ks. Szewczyk. − Nie miałem pojęcia, co to znaczy, więc wyjaśniła mi, że chodzi o syndrom dorosłych dzieci rozwiedzionych rodziców. Pomyślałem wtedy, że trzeba zrobić wszystko, aby zawczasu pomóc małżeństwom w kryzysie tak, żeby były wierne przysiędze małżeńskiej i nie łamały swojego szczęścia i szczęścia swoich dzieci – tłumaczy ks. Szewczyk, który pracuje także na Wydziale Studiów nad Rodziną UKSW w Warszawie. Korzystając więc z własnych doświadczeń, ale także z fachowej literatury, stworzył Model Pięciu Kroków.

 

Tak dalej być nie może!

Wśród wielu par, które skorzystały w tarnowskiej Arce z terapii za pomocą Modelu Pięciu Kroków, byli Alina i Roman. Małżeństwo to miało wówczas 9-letni staż i troje dzieci w wieku 8, 6 i 3 lat. Oboje pracowali, Alina na pół etatu. Dorywczo pomagała im babcia, a dziadkowie ze strony męża jedynie „odświętnie”. Zdaniem Aliny, Roman nie angażował się w prace domowe i wychowywanie dzieci. Twierdziła, że zostawał w pracy po godzinach, aby uniknąć zajmowania się domem. – Skargi Aliny często brzmiały: „Ciebie nic nie obchodzi, w niczym mi nie pomagasz!”. W odpowiedzi Roman mówił: „Przesadzasz, nie wiem, o co ci chodzi?!”. Doszło do tego, że Alinie zdarzało się wykrzyczeć w nerwach: „Tak dalej być nie może, rozejdźmy się!” – opowiada ks. Szewczyk. Małżonkowie nie wiedzieli, jak pokonać ten kryzys. Alina postanowiła więc poszukać pomocy w poradni. Przyszła sama, ale następnym razem pojawili się oboje. − To swoista norma. Początkowo zgłasza się do nas jedno z małżonków, prosimy więc, aby zachęciło partnera do wspólnej wizyty. I w 95 proc. się to udaje – wyjaśnia psycholog.

 

Początek uzdrowienia

Tym, którzy decydują się przejść Model Pięciu Kroków, ks. Szewczyk mówi na powitanie, że przy dobrej woli z ich strony możliwe są cuda. – Ale jednocześnie zastrzegam, że jeśli nie ma dobrej woli, to nawet cuda nie pomogą. I uświadamiam, że ja mogę jedynie pomóc rozpocząć pracę nad uzdrowieniem małżeństwa – zaznacza ks. Szewczyk.

Terapeuta proponuje parom pięć spotkań odbywających się co dwa tygodnie. Stanowią one pięć kroków na drodze do wyjścia z kryzysu. Podczas każdego z nich stawia małżonkom pytanie i prosi, aby napisali na nie odpowiedź, ale osobno. − Myśl napisana na papierze, i to równocześnie przez obie strony, stwarza korzystne warunki dla spontanicznej szczerości i otwartości. Słowa nie są bowiem reakcją na to, co powiedział współmałżonek, ale prawdziwym dzieleniem się swoim wnętrzem – tłumaczy ks. Szewczyk. Zanim małżonkowie zaczną czytać to, co napisali, terapeuta prosi, aby sobie nie przerywali. Dopiero po wzajemnym uważnym wysłuchaniu przychodzi czas na konfrontację i wyjaśnienia.

 

Po pierwsze, docenić

Pierwszy krok terapii ma sprawić, aby żona i mąż dostrzegli to, co ich dawniej łączyło i co ich łączy nadal. – To budowanie wzajemnej akceptacji i szacunku. Gdy ich zabraknie, następuje stopniowa erozja związku – stwierdza psycholog. Odpowiedź na pytanie, które małżonkowie mają za zadanie rozwinąć, brzmi: „Cenię mojego męża, żonę za...?”. − Alina, tak jak większość kobiet, szybciej udzieliła pisemnej odpowiedzi. Roman prawie ocierał pot z czoła, trudno mu było dobrać słowa. Stwierdził: „Przecież ja to wiem, co tam będę pisał”. Wtedy zapytałem, czy jest pewien, że jego żona o tym wie? Zmobilizował się więc i napisał. Alina, wysłuchawszy napisanych przez męża słów, stwierdziła, że nigdy nie słyszała od niego takich miłych stwierdzeń – opowiada ks. Szewczyk. Po każdym z kroków małżonkowie otrzymują także zadanie domowe. Praca pomiędzy spotkaniami jest bowiem bardzo ważna i stanowi istotny element terapii. Na kolejnym spotkaniu żona i mąż dzielą się jej wynikami z terapeutą.

 

Być, mimo wszystko, razem

Kolejny krok dotyka przestrzeni zranień i konfliktów. Małżonkowie piszą: „Mam żal, pretensje do mojego, żony, męża, o to, że ....”. – Obojgu, Alinie i Romanowi, poszło łatwo. Pisali szybko i dużo. Kiedy potem odkrywali przed sobą przyczyny swoich problemów, ona płakała, a on krzyczał. Nie przeszkadzałem im jednak, potrzebna bowiem jest eksplozja emocji – tłumaczy psycholog. Po dwóch tygodniach następuje wyrażenie swoich potrzeb. − Kiedy pisali: „Oczekuję od ciebie, że ...”, było wyraźnie widać, że jest to dla nich dość jasne i proste. Natomiast zdecydowanie trudniejszy był kolejny, czwarty krok, który jest niezmiernie ważny – zauważa ks. Szewczyk. Tutaj obie strony określają granice swoich ustępstw i decydują się przebaczyć, a zadanie im stawiane brzmi: „Ze swej strony konkretnie obiecuję, postanawiam...”. Na koniec przychodzi czas na określenie przestrzeni kompromisu. Małżonkowie ustalają „Na co zgodziliśmy się wspólnie i jak będziemy to konkretnie realizować”. − Alina i Roman ustalili m.in. podział obowiązków domowych, to, jak będą spędzali wolny czas, ale też, jak będzie wyglądało życie religijne ich rodziny – mówi terapeuta i dodaje, że ci małżonkowie po przejściu pięciu kroków zapewne umieli już sobie radzić w trudnościach, które są przecież nieodłączną częścią życia. – Mam także nadzieję, że pamiętają o częstym rozmawianiu ze sobą, modlitwie i mają wolę bycia razem mimo wszystko – podsumowuje ks. dr Władysław Szewczyk.

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki