Logo Przewdonik Katolicki

Moje dziecko się rozwodzi

Bogna Białecka
fot. Agnieszka Sozańska

Dorosłe dziecko oznajmia, że się rozwodzi. To często także próba dla rodziców – co mogą zrobić w tej sytuacji?

Zacznijmy od historii pewnego małżeństwa. On – mający wiele „za uszami” (kilka razy oszukał żonę, jednak w kwestii zasadniczej – przysięgi małżeńskiej – wierny), ona – zakochana po uszy w pewnym panu, ocenianym przez znajomych jako sprawny manipulant. Mąż podejmuje próbę ratowania związku, szuka pomocy terapeutycznej, zabiera nawet żonę na atrakcyjny wyjazd za granicę, a ona wydaje się akceptować jego wysiłki, cały wyjazd przebiega w przyjemnej atmosferze. Zaraz po powrocie żona wyjeżdża na dwa dni do przyjaciółki (co mąż przyjmuje nawet z wdzięcznością, gdyż oznacza to, że nie spotka się z nowym „ukochanym”), a po powrocie wręcza mu papiery rozwodowe i wyrzuca z domu, zmieniając zamki. Co się wydarzyło? W domu przyjaciółki (notabene rozwiedzionej) pojawiła się mama żony. Jeden dzień rozmów z kluczowymi dla niej osobami (nowy „ukochany” strategicznie pozostał na ten czas z boku) doprowadził kobietę wahającą się między decyzją o podjęciu walki o sakramentalne małżeństwo a decyzją o rzuceniu się głową naprzód w pozamałżeński romans do decyzji o rozwodzie.
 
Rola bliskich i przyjaciół
Co takiego zadziało się w tym czasie? Nicholas Christakis i James Fowler w książce W sieci. Jak sieci społeczne kształtują nasze życie? opisują wyniki badań, pokazujących (mówiąc w największym skrócie), że nasze poglądy, zachowania i nawyki są wypadkową wpływu zaledwie kilku osób, z którymi mamy najczęstszy i najbardziej znaczący kontakt. Innymi słowy – naukowo udowadniają prawdziwość ludowego przysłowia „Z kim przestajesz, takim się stajesz”. Autorzy pokazują jednak też, że wpływ ten jest większy, niż nam się wydaje. Działa to na nas wszystkich. Sieci społeczne działają na nastolatków (co opisałam w artykule dotyczącym wpływu patologicznego środowiska), działają i na dorosłych.
Dla opisanej żony w kluczowym momencie jej życia gwoździem przybijającym wieko trumny były wielogodzinne rozmowy ze znaczącymi dla niej kobietami, które żarliwie namawiały ją do rozwodu, a ich (uzasadnione przecież) rozżalenie na sakramentalnego męża za przeszłe oszustwa pogłębiało jeszcze przekonanie o słuszności decyzji. Co by się stało, gdyby w kluczowym momencie żona mogła porozmawiać z kochającymi ją osobami, które przekonywałyby ją do ratowania sakramentalnego małżeństwa? Kto wie. Być może szybko zakończyłaby ten kontakt, szukając kogoś, kto utwierdzi ją w decyzji milszej na dany moment jej sercu. Być może jednak udałoby się ten proces zatrzymać, gdyby pojawił się ktoś dla niej ważny, mówiąc: „Zobacz, twój mąż zdecydował się na terapię i szuka możliwości uzdrowienia dla was jako małżeństwa. Nigdy do tej pory nie wykonał takiego kroku, a dziś udowadnia, że chce o wasze małżeństwo walczyć, daj mu szansę, a my zrobimy, co tylko jest potrzebne, by wam pomóc”.
 
Czy rozwód jest dobrym rozwiązaniem?
„Pacjenci odwiedzający naszą poradnię z powodu problemów rodzinnych po rozwodzie relacjonują, że zamiast upragnionego wytchnienia od dotychczasowej trudnej sytuacji, muszą mierzyć się z nowymi problemami, jak np. «granie» dziećmi przeciwko sobie. Skarżą się na niemożność osiągnięcia porozumienia nawet w podstawowych sprawach” – pisze psychoterapeuta na blogu sensity.pl poradni psychologicznej pomagającej parom małżeńskim w kryzysie. To tylko jeden z powodów, dla których rozwód nie jest dobrym rozwiązaniem, jednak jego uzyskanie jest dziś bardzo proste. Można to zrobić bez prób nawet podjęcia mediacji, na jednej rozprawie sądowej.
Owszem, w sytuacjach zagrażających życiu czy zdrowiu małżonka lub dzieci wskazana jest separacja – jednak z założenia ma ona na celu ułatwienie sprawcy agresji pracę nad sobą, mającą w ostateczności na celu ocalenie małżeństwa i jego pojednanie. O tym dziś często się zapomina. Oznacza to, że w praktyce postawa podżegnywania swych dorosłych dzieci do rozwodu (zwłaszcza jeśli mają dzieci, które wskutek tego ucierpią), w ogóle nie powinna być rozważaną opcją.
Jeżeli ktoś jest nieprzekonany, że warto wspierać swe dorosłe dziecko w wyjściu z kryzysu małżeńskiego, zachęcam do zapoznania się z materiałami kampanii „Rozwód? Przemyśl to”, przygotowanej przez Fundację Mamy i Taty (dostępne w internecie).
 
Gdy chcemy pomóc ocalić małżeństwo
Wyciągając wnioski z badań Christakisa i Fowlera, w sytuacji kryzysu małżeńskiego dotykającego nasze dzieci, warto zastanowić się, jakich mamy sprzymierzeńców. Kto w najbliższym, czy nawet nieco dalszym otoczeniu naszych dzieci będzie patrzył na problem podobnie jak my? Kto jeszcze będzie uważał, że warto zawalczyć o sakramentalne małżeństwo i pomóc małżonkom je odbudować? To nie jest tylko kwestia zasad. Wiele badań pokazuje, że nawet małżeństwa na progu rozwodu, które podjęły próbę ocalenia go (np. przez terapię małżeńską, pracę nad odbudowaniem zaufania, wprowadzeniem na nowo romantyzmu do związku, nad umiejętnością dogadywania się), mają szansę stać się trwałe i prawdziwie szczęśliwe. Nic tak nie wzmacnia pary jak odbudowa prawdziwej miłości małżeńskiej i zwycięskie wyjście z kryzysu.
Warto z takimi osobami porozmawiać, tak by para w kryzysie słyszała od swego otoczenia wspólny przekaz: „Kochamy was, zależy nam na waszym szczęściu i właśnie dlatego jesteśmy gotowi wam pomóc w podjęciu walki o ocalenie związku”.
 
Jak rozmawiać?
Na etapie poważnego kryzysu lepiej rozmawiać z każdym z małżonków z osobna. Jako para być może nawet zewrą szeregi przeciw osobie próbującej ich ratować. Najważniejsze w takich rozmowach jest, by unikać wypominania czy kazań w stylu „Jak możesz porzucać przysięgę małżeńską?”. Co w zamian? Do rozmowy trzeba się przygotować, można ją nawet z kimś przećwiczyć. Dzięki temu będziemy wiedzieć, czy udaje nam się unikać wypowiadania w formie ataku. Na początek ważne będzie stworzenie dobrej, bezpiecznej atmosfery, np. przez podanie kawy, ciasteczek, ale też przed podkreślanie swoich pozytywnych intencji. To będą zdania typu: „Bardzo Cię kocham” czy „Zależy mi na Twoim szczęściu”.
Pomocne będzie też wysłuchanie, bez oceniania wszelkich żali oraz wyrażenie empatii, czyli np. zapewnienia: „Rozumiem, w jak trudnej sytuacji jesteś”. Dopiero po stworzeniu dobrej atmosfery można przejść do części zasadniczej. 
Trudno oczywiście dać gotową receptę na rozmowę, bo dużo zależy od specyfiki sytuacji, natomiast z pewnością trzeba mieć przygotowaną konkretną propozycję pomocy. Na przykład listę sprawdzonych rekolekcji dla małżeństw w trudnej sytuacji, kontakt do dobrego terapeuty małżeńskiego lub mediatora. Co ważne – nie wystarczy rzucić propozycji. Warto za kilka dni sprawdzić, czy małżonkowie z niej skorzystali.  
Możemy oczekiwać, że małżonkowie z niej jednak nie skorzystają, bo ludziom w kryzysie rozwód wydaje się łatwiejszy niż ratowanie związku. Jednak jeśli małżonkowie usłyszą w krótkim czasie to samo od kilku znaczących dla nich osób – prawdopodobieństwo podjęcia działań wzrasta. Rozmowę zatem warto powtórzyć i za drugim razem zaproponować wspólne wykonanie telefonu do terapeuty czy organizatora rekolekcji, tak by nakłonić do wykonania najtrudniejszego, pierwszego kroku.
Alternatywa jest taka: albo będziemy mieć odwagę powiedzieć z miłością to, czego para potrzebuje, albo oddamy pole innym „przyjaciołom”, którzy w imię fałszywego współczucia i źle pojmowanego „prawa do szczęścia” będą ich utwierdzać w drodze na pozór najłatwiejszej, będącej tak naprawdę tylko ucieczką.
 
Gdy zrywają się kontakty
Trzeba brać pod uwagę, że osoba na progu rozwodu może uciec, oskarżając kochających ją ludzi o brak wsparcia. Może zacząć psuć wspomnienia, wmawiając sobie, że rodzina nigdy jej nie kochała i interpretując każde wspomnienie dobrych chwil jako próbę manipulowania jej życiem. Z tym nic nie zrobimy, może jednak pomóc dobry, chrześcijański terapeuta. Dlatego warto zastanowić się, czy w gronie osób bliskich jest osoba, która potrafi być ciepła, wpierająca, a zarazem autentycznie neutralna. Ktoś, kto pójdzie do osoby w kryzysie i zaoferuje po prostu gotowość słuchania. „Wiem, jak bardzo ci jest trudno, nie będę cię namawiać ani na ratowanie małżeństwa, ani na rozwód, chcę być kimś, komu możesz się wygadać, kimś, kto wesprze cię emocjonalnie niezależnie od kroków, jakie podejmiesz”. Zadaniem takiej osoby jest podtrzymanie kontaktu, zapobieżenie temu, by osoba w kryzysie nie otoczyła się tylko i wyłącznie poplecznikami podjudzającymi ją do najgorszej możliwej decyzji – palenia mostów. Taka osoba może też dokonać rzeczy najtrudniejszej – pokierowania człowieka w kryzysie do terapeuty, który pomoże w odzyskaniu wiary we własne siły i zdolność podejmowania odpowiedzialnych, dojrzałych decyzji.
 
Gdy jedna strona chce walczyć o małżeństwo, a druga nie
Kolejny problem, na który natykają rodzice dorosłych dzieci: z reguły to jedna osoba dąży do rozwodu, a druga nie. Dlatego ważne jest też wspieranie tego z małżonków, który chce zawalczyć o uratowanie związku. Oczywiście jest to temat na osobny artykuł, ale jest kilka podstawowych zasad. Doświadczeni terapeuci rodzinni mówią przede wszystkim, czego nie robić – nie należy poddawać się zbyt szybko oraz nie należy próbować budzić współczucia i błagać o utrzymanie związku, obiecując radykalną zmianę. Co warto robić – szybko znaleźć psychologa gotowego pomóc w ratowaniu związków (uwaga, część psychologów będzie oferowała pomoc w „dobrym rozwodzie”, a nie w ratowaniu małżeństwa – dlatego warto jeszcze przed spotkaniem ustalić jego podejście do problemu) i udać się po poradę. Kolejna podstawa to okazywanie drugiej osobie miłości i akceptacji, bez wchodzenia w konfrontację. Czyli zamiast dać się wciągnąć we wzajemne oskarżenia, reagować na nie spokojem i słowami empatii i miłości (niezależnie od tego, jak to będzie trudne). Dlatego warto też zaopiekować się stroną porzucaną – niezależnie od tego, czy jest to nasze dziecko, synowa lub zięć.
 
Jeśli mimo wszystko dojdzie do rozwodu
Najgorszą rzeczą, jaką możemy zrobić, jest zerwanie kontaktów i odrzucenie. Można się spodziewać, że rozwiedzione dziecko zerwie kontakt z rodziną, która jasno wyrażała swój sprzeciw wobec decyzji. Ważne jednak jest, by szedł do niego przekaz: „Nie zgadzamy się z twoją decyzją, jednak kochamy cię i chcemy dla ciebie jak najlepiej”. Nie poddawajcie się. Przy każdej okazji warto zapewniać o miłości i mieć otwarte drzwi. Zdarza się, że (choć jest to bardzo rzadkie doświadczenie) parom po rozwodzie udaje się zejść na nowo. Jeżeli żadne z nich nie weszło w nowy związek, a pracują nad sobą, bywa to możliwe.
 
***
Zdaję sobie sprawę, że w tak niedługim artykule nie da się kompleksowo potraktować tak trudnego tematu, dlatego zachęcam do pogłębienia wiedzy – zarówno ze wspomnianych źródeł, jaki i wartościowych książek, np. 10 sposobów, które pomogą naprawić nasze małżeństwo Joan DeClaire, Julie Schwartz Gottman, John M. Gottman.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Arletta Bolesta
    02.10.2019 r., godz. 09:08

    Jednym z rozwiązań to staranie się o stwierdzenie nieważności małżeństwa.
    dr Arletta Bolesta
    adwokat kościelny

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki