Logo Przewdonik Katolicki

Farmaceutka z sumieniem

Magdalena Guziak-Nowak
Fot.

Z Ewą Ciszewską farmaceutą od 1993 r.,która pracowała w kilku aptekach, a teraz prowadzi własną na Prądniku Czerwonym w Krakowie, jest członkiem krakowskiej Rady Aptekarskiej, rozmawia Magdalena Guziak-Nowak

Z Ewą Ciszewską – farmaceutą  od 1993 r.,która  pracowała w kilku aptekach, a teraz prowadzi własną na Prądniku Czerwonym w Krakowie, jest członkiem krakowskiej Rady Aptekarskiej, rozmawia Magdalena Guziak-Nowak

 


 

Jakich środków nie sprzedałaby Pani w swojej aptece?

– Poronnych, antykoncepcyjnych, w tym prezerwatyw. Nigdy nie sprzedawałam środków poronnych, ale na receptę wydawałam antykoncepcję. Na studiach nie uczono nas o jej przeciwzagnieżdzeniowym działaniu. A dziś studentom farmacji tłumaczy się, że życie ludzkie nie zaczyna się od zapłodnienia, ale od zagnieżdżenia zarodka w macicy…

W pewnym momencie zaczęło mnie to coraz bardziej „gryźć”. Chodziłam do spowiedzi, ale nikt nie potrafił mi poradzić, co robić. Wreszcie trafiłam do wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym u oo. kapucynów. Z dnia na dzień wyrzuciłam wszystkie wspomniane środki. Byłam w Zakopanem w pustelni brata Alberta na Kalatówkach, stamtąd zadzwoniłam do apteki i kazałam wszystko spakować, abym po powrocie mogła to od razu wyrzucić. Wtedy poczułam się wolna. Było mi trudno. Obawiałam się współpracy z lekarzami, bo moja apteka mieści się przy przychodni. Nie wiedziałam, jak na tę zmianę zareagują klienci. Odczułam to też finansowo.

 

Czy czuje się Pani wyobcowana w swoim środowisku?

– Nie wiem, jak mnie ludzie postrzegają, bo nie dociekam tego. Kiedy na spotkaniach Rady Aptekarskiej mówię o tym, co robię, nie spotykam się z wrogością, ale raczej ze zdziwieniem: „Dlaczego tego nie sprzedajesz? Przecież będziesz mieć mniej pieniędzy”. Mam wiele koleżanek farmaceutek, z którymi rozmawiam o wszystkim oprócz antykoncepcji. Nie dlatego, że się wstydzę, ale nie chcę nikomu narzucać swoich poglądów. Dwie osoby powiedziały mi kiedyś, że gdy klienci pytają o te środki, to kłamią, mówiąc, że się skończyły i nie ma ich w hurtowni. Nie chcą ich sprzedawać, ale nie wiedzą, jak się sprzeciwić. Sądzę, że gdy moja apteka upadnie, nie znajdę pracy w zawodzie.

 

Ale czy Pani nie ma ustawowego obowiązku, by na stanie w aptece mieć wszystkie środki?

– Mam.

 

Nie boi się więc Pani problemów z prawem?

– Jakoś funkcjonuję. Chyba Ktoś nade mną czuwa.

 

Czy straty finansowe są duże?

– Sporo klientów odeszło. Poza tym nie mogę brać udziału w promocjach polegających na tym, że kupuje się taniej cały pakiet leków. Wybieram te bez antykoncepcji i homeopatii, a zwykle są droższe. Z drugiej strony są np. znajomi ze wspólnoty, którzy, wiedząc o ekonomicznych konsekwencjach mojej postawy, zbierają zamówienia na leki i kupują u mnie, wspierając aptekę.

 

Jak reagują klienci?

– Na początku byli zdziwieni, bo wycofaliśmy ten asortyment z dnia na dzień. Nie mówiłam dlaczego, ale teraz przyznaję, że jest to niezgodne z moim sumieniem. Zazwyczaj nie chcą się dowiedzieć, co złego jest w tych preparatach, że ich nie sprzedaję. Czasem przychodzą kobiety, które chcą kupić tzw. tabletki „po”. Są pod silną presją, by je zażyć, więc jeśli mówię, że nie mam takich tabletek, bywają bardzo zdenerwowane. Z reguły jednak kobiety wstydzą się kupować antykoncepcję.

 

Nie istnieje sieć aptek katolickich?

– W Polsce nie. W Stanach Zjednoczonych są apteki pro-life, które nie prowadzą antykoncepcji. Angielscy farmaceuci mogą nie sprzedawać, ale mają obowiązek wskazać klientowi aptekę, w której kupi to, co chce.

 

Czy obecne regulacje prawne uderzają w wolność Pani sumienia?

– Tak.

 

A co by Pani zmieniła?

– Chciałabym, by farmaceuci nie byli zmuszeni do sprzedaży środków poronnych oraz antykoncepcyjnych i mogli wykonywać zawód w zgodzie ze swoim sumieniem.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki