Organizacja powstała w październiku 2010 r. i ma na swoim koncie kilka ciekawych inicjatyw, m.in. konferencje na temat niebezpieczeństw okultyzmu i New Age oraz Marsz w Obronie Życia w uroczystość Świętej Rodziny. Spotkanie z o. Leonem było kolejnym z cyklu spotkań dotyczących tematów ważnych i nieobojętnych. Odbyło się tradycyjnie w gnieźnieńskim kościele garnizonowym. Benedyktyn mówił o rodzinie, pracy i pogodzie ducha. Jak podkreślił, nie da się ukryć, że mamy dziś do czynienia z atakami na rodzinę i małżeństwo rozumiane jako związek mężczyzny i kobiety. – Dziś rodzina to już nie tylko kobieta, mężczyzna i dziecko. Dla wielu to kobieta i kobieta, mężczyzna i mężczyzna, którzy też chcą mieć dziecko. Ale dziecka nie można sobie wyprodukować. To wielki dar. Niestety, niektórzy myślą o nim jak o swojej własności. Jeśli go nie chcę, to zabijam, jeśli chcę, a mieć nie mogę, to wyprodukuję – mówił o. Knabit. Dodał również, że niepokojąca jest wszechobecna promocja hedonistycznego podejścia do życia, do związków, ich tymczasowość i niestałość. – Przyjemność i tylko przyjemność. Zabawa, seks, narkotyki, podróże, im więcej tego mamy, tym więcej chcemy. A przecież nie tylko o przyjemność w życiu chodzi – tłumaczył, dodając, że opamiętanie przychodzi niekiedy zbyt późno, w starości, a wraz z nim przychodzi refleksja, że się swoje życie zmarnowało. Podczas spotkania pojawił się także temat pracy. O. Knabit przypomniał, że praca obok modlitwy jest dewizą zakonu benedyktynów. We współczesnym świecie podejście do pracy jest jednak często wypaczone – z jednej strony mamy do czynienia z pracoholizmem, z drugiej z bylejakością i traktowaniem pracy jako zła koniecznego. Problemem jest także wynagrodzenie, nie zawsze adekwatne do włożonego wysiłku. – Oczywiście możemy narzekać, że to państwo, rząd, zły system. Dobrze. Zróbmy jednak wszystko, co można, by pracować uczciwie i by w naszym kraju było uczciwiej – apelował o. Knabit. Na koniec przypomniał o często pomijanym, lecz nie mniej ważnym niż ora et labora wskazaniu św. Benedykta, by obok praktyki modlitwy i uczciwej pracy zachować także pogodę ducha. Jak mówił, w Polsce jest z tym pewien problem, jesteśmy bowiem narodem, który lubi narzekać. Niemały udział mają w tym media, które z jednej strony karmią nas niewybredną rozrywką, z drugiej faszerują tragediami i złymi wiadomościami. – Dobro, takie zwyczajne, codzienne, nie jest medialne. Ono się nie sprzeda. Mimo to bądźmy dobrzy. Bądźmy optymistami. Uśmiechajmy się do innych. To nic nie kosztuje. Uśmiech w rodzinie pomaga przetrwać największe trudności i próby. Szanujmy drugiego człowieka i pamiętajmy, że w oczach Boga żaden człowiek nie jest przegrany – mówił na koniec benedyktyn z Tyńca.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









