Logo Przewdonik Katolicki

(Prze)rażeni Bogiem

s. Ines Krawczyk MChR
Fot.

Rekolekcje: przywilej czy trudny obowiązek? Stracony czas czy spotkanie z Obecnością, która poraża subtelnością i nieustannie podnosi człowieka.

 

„Niegłaskani” przez życie

Kiedy boli nas ząb, kręgosłup lub coś innego, idziemy do lekarza. Zażywamy leki i robimy wszystko, żeby uwolnić się od bólu. A co, kiedy zachoruje dusza? Nierzadko jest tak połamana, że nie chce się żyć… Każdego to spotyka. Życie „głaszcze” tylko niektórych. Większość zderza się z niesprawiedliwością, swoim trudnym charakterem, wątpliwościami i rozterkami. Co zrobić? Udawać, że ich nie ma? Zamknąć oczy i iść do przodu? Wszystkie rany trzeba leczyć, również rany duszy. Dobry czas na rozpoznanie takiej choroby to rekolekcje. Często boimy się ich, tłumaczymy, że „może i dobre są dla księży i sióstr zakonnych, ale nie dla nas. My mamy mnóstwo spraw na głowie i tak mało czasu na wszystko”. To zbyt łatwe tłumaczenie. Trzeba przezwyciężyć obawy. Rekolekcje są wszystkim potrzebne. Wiernym świeckim, księżom, siostrom zakonnym, nawet tym żyjącym za klauzurą i pustelnikom.

 

„Piloci samolotów i kierowcy wiedzą, że ich maszyny muszą przechodzić regularne badania kontrolne. Również człowiek powinien choć raz w roku pójść do lekarza. To, czego do sprawnego funkcjonowania wymagają ludzkie ciało i maszyny, potrzebuje i dusza. Rekolekcje są czymś w rodzaju duchowego przeglądu. Są czasem ponownego wprawiania się w modlitwę, rozmyślanie i krytyczne przyglądanie się własnemu życiu religijnemu. To ważny czas również dla pustelników! Zbyt łatwo wkradają się w nas małe rzeczy, które mogą nas odwieść od kroczenia za Jezusem. Przede wszystkim tak zwani pustelnicy diecezjalni, którzy sami muszą troszczyć się o swoje utrzymanie, potrzebują przerwy, czyli dni spędzonych poza codziennym otoczeniem, czasu, kiedy zrewidują i skorygują wszystko lub choćby niektóre najważniejsze punkty życia duchowego, by wrócić na pustelnię z nową mocą i zapałem. Dla mnie ten czas jest konieczną i zbawienną odnową, i wielkim darem, bo ciągle na nowo przynosi mi Bożą zachętę, by wbrew trudnościom i przeciwnościom nadal iść odważnie raz wybraną drogą”.

Maria Anna Leenen, pustelnica diecezjalna, Niemcy

tłum. z niem. s. Urszula Fabisiak

 

Ucieczka ze szklanej pułapki

Rekolekcje bronią nas przed tym, żeby dobrowolnie nie wejść do szklanego pudełka, w którym wszystko widzimy, ale niczego już nie czujemy. Każdemu to grozi. Świat biegnie naprzód w szalonym tempie, a my razem z nim. Ocieramy się o przyjaciół, znajomych, a nawet o domowników i patrzymy na nich jakby przez szkło. Oddaleni jesteśmy od ich zmagań i cierpień, ale nierzadko i od siebie samych. Przeżywamy życie samotnie, dźwigając bóle i zranienia, zupełnie niepotrzebnie. Obok stoi Chrystus, który wyszedł naprzeciw i czeka na nasz krok w Jego stronę. Dopiero spotykając się z Nim, jesteśmy w stanie zrozumieć, że tylko On ma siłę, by wziąć na siebie wszystkie nasze strapienia i tylko On może na nowo przywrócić uśmiech na naszej twarzy. Tylko spotkanie Chrystusa pozwala właściwie zrozumieć kluczowe sprawy w naszym życiu, pomaga znów odnaleźć siebie i innych. Rekolekcje to nie bezużyteczny wymysł pobożnych mnichów, ale pomoc w odnalezieniu w sobie tęsknoty za niebem, tym obiecanym przez Boga, a nie tym, które czasami próbujemy budować już tu, na ziemi. To siła, która pomaga rozumieć to, że od prawdziwej miłości mają nas boleć ręce i nogi, a nie języki.


 

„Nawet w zakonie klauzurowym istnieje potrzeba zatrzymania się, dłuższego wsłuchania się w puls Bożego życia, otwarcia najgłębszych pokładów serca dla prawdziwej Mądrości i Światła. Temu celowi służą rekolekcje - święty czas przez każdą mniszkę bardzo oczekiwany, w którym sercem przy Bożym Sercu możemy napełniać się Boską miłością, by móc dalej przekazywać ją światu. Jeśli tego zaniechamy, szybko skończą się nasze ludzkie siły, źródło miłości wyschnie, życie zostanie odarte z właściwej sobie istoty, a przychodzący do nas ludzie odejdą zawiedzeni. Dlatego tak wielką wagę przywiązuje dziś Kościół do formacji permanentnej osób konsekrowanych, której szczególną formą są rekolekcje. Bez tego systematycznego powrotu do źródeł, bez ciągłego uświadamiania sobie, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Nie mogłybyśmy wzrastać w wierze i miłości, przy jednoczesnym wyzbywaniu się tego, co marne, przyziemne, «cielesne»”.

s. Rut, Mniszka Kamedułka, Złoczew

 

Tylko dla odważnych

- „Rekolekcje to strata czasu” – nierzadko słyszymy taką wypowiedź. Czy oby uzasadnioną? Myślę, że nie. Trzeba mieć sporo odwagi, żeby zmierzyć się z sobą, swoimi porażkami i niepowodzeniami. Żeby pozostać tylko w obecności Chrystusa, przed którym nie sposób zakładać maski… To czas, który boli, bo i rekolekcyjna cisza boli. Nie da się jednak bez niej dobrze przeżyć rekolekcji. Cisza jest w każdym z nas, jak w skorupce orzecha. Trzeba tylko się w nią wsłuchać. Jest trudnym doświadczeniem, bo właśnie w ciszy mówi nasze wnętrze. Cisza to przestrzeń, która nas oczyszcza. To coś w rodzaju pustyni, przez którą po prostu trzeba przejść, pamiętając, że nie jest domem, ale tylko miejscem, przez które przechodzimy, by wejść do naszej Ziemi Obiecanej. W ciszy uspakajają się nasze emocje, znika gniew, powoli opada to, co nieważne. Zwykle wtedy pojawiają się też rozproszenia, których niekoniecznie należy się bać. Nie są one niczym innym, jak tylko „snem na jawie” o nas samych. Pokazują, za czym tęsknimy i co tak naprawdę ukrywa się w naszym wnętrzu. To czas prawdy, która leczy i umacnia na dalszą drogę. Bliskość Boga pochylającego się z czułością nad nami w czasie rekolekcji zachwyca i zarazem przeraża, bo człowiek na nowo uświadamia sobie prawdę o bezustannej obecności Boga w naszym życiu i o tym, że nasz los jest naprawdę w Jego dobrych rękach.

 

 

„Przez ponad dwadzieścia pięć lat mojego kapłaństwa wysłuchałem wielu rekolekcji, w wielu uczestniczyłem jako spowiednik rekolektantów, wiele też rekolekcji sam prowadziłem. We wszystkich jednak, czy to dla świeckich, czy dla osób konsekrowanych, czy dla kapłanów, ważne jest, by swoje życie umieć postawić przed Panem Bogiem i skonfrontować z Jego Prawdą, by niejako w Jego widzeniu spojrzeć na swoją życiową drogę. Jako rekolektant zawsze w ten sposób do rekolekcji podchodzę i nigdy nie był to zmarnowany czas. Jako rekolekcjonista muszę uczynić wszystko, by pomóc w tym grupie ludzi, których prowadzę.

Jestem pod dużym wrażeniem nauk, które głosi O. Raniero Cantalamessa, OFMCap, kaznodzieja Domu Papieskiego. W jednym z jego rozważań na temat „Magnificat” znalazłem takie zdanie:

«Poznanie Boga wywołuje - na zasadzie reakcji i przeciwieństwa - nowe postrzeganie lub poznanie siebie i własnej osoby, które jest owym prawdziwym poznaniem. Własnego ja nie rozumie się inaczej, jak tylko stając twarzą w twarz przed Bogiem (…)». Wielką chorobą naszych czasów jest to, że nie zawsze potrafimy swoje życie ustawić przed Panem Bogiem, a więc mówiąc słowami o. Cantalamessy, braknie nam właściwej miary osądu siebie. Rekolekcje mają po prostu być takim czasem”.

Ks. Bogdan Molenda SCh, rektor WSD Towarzystwa Chrystusowego

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki