Logo Przewdonik Katolicki

Lutomski skarb

Adam Suwart
Fot.

Na północno-zachodnim skraju Wielkopolski, pośród porośniętych lasami wzniesień, skrywa się prawdziwy skarb, którego nie spotkamy w żadnym innym miejscu w Polsce.

 


 

Do Lutomia jedzie się z Poznania dobrą godzinę. Jesienią podróż ta może przysporzyć wielu estetycznych przeżyć. Bogactwo przyrody, znaczone żółcią okazałe drzewa, piękne widoki i tafle czystych jezior wprowadzają w nostalgiczny nastrój. Ciekawie ukształtowany teren sprawia wrażenie, że zbliżamy się do gór. Tymczasem liczne wzgórza, falujące w perspektywie drogi, są pozostałością lądolodu, który w swej wędrówce tysiące lat temu zatrzymał się na tej linii, żłobiąc rynny wielu jezior. Dzięki bogactwu zbiorników wodnych teren Pojezierza Międzychodzko-Sierakowskiego nazywany jest też „Krainą Stu Jezior”.

 

Zaskoczenie w Lutomiu

Jedną z wsi o bogatej historii, położonych w tej krainie, jest Lutom. Wjeżdżając do miejscowości z dowolnej strony, zawsze dotrzemy do skrzyżowania dróg, przy którym, na wzgórzu, wznosi się zgrabna sylwetka barokowej świątyni o wyniosłej wieży. Obecny XVIII-wieczny gmach świątyni wzniesiono na miejscu, gdzie kościół parafialny stał już w XIV stuleciu. Parafia lutomska ma więc już ponad siedem wieków. Obecna świątynia parafialna wzniesiona została w latach 1753-1762 z fundacji Anny Marii z Kolovrathów Brühlowej, ówczesnej właścicielki wsi. Kościół od zarania swej historii nosi wezwanie św. Andrzeja Apostoła, a tradycję tę poświadcza jeden z ołtarzy. Jednak w 1960 r. decyzją abp. Antoniego Baraniaka, ówczesnego metropolity poznańskiego, lutomskiej świątyni nadano też patronat Matki Boskiej Wspomożenia Wiernych.

To właśnie wnętrze tego kościoła obojga wezwań kryje dla przybysza niezwykłą niespodziankę. Okazałe wrota świątyni otwiera wielkim kluczem ks. Henryk Korczyński, który posługę proboszcza tej parafii sprawuje od 1992 r. – Mamy tu w Lutomiu unikat, obiekt, którego nie spotkacie w żadnym innym kościele współczesnej Polski – opowiada przy powitaniu ksiądz proboszcz. Czy to rzeczywiście możliwe, żeby w tej malowniczo położonej, niewielkiej wsi na krańcu regionu i archidiecezji ukrywało się coś niezwykłego?

Otwarcie drzwi i pokonanie obszernej kruchty pod wieżą rozwiewa ewentualne wątpliwości. Wzrok każdej osoby, która wkracza do świątyni, przykuwa okazały, błyszczący w świetle przenikającym przez okna kościoła, obiekt w prezbiterium. Na pierwszy rzut oka wysoki baldachim przypomina konfesję, rodząc skojarzenia z tymi najbardziej znanymi: w Gnieźnie, nad grobem św. Wojciecha, oraz w Bazylice św. Piotra w Rzymie. Czyżby jakaś lokalna kopia tych najbardziej znanych konfesji? – Mimo wyraźnego skojarzenia nie jest to konfesja – wyjaśnia szybko ks. Korczyński. Piękny baldachim wsparty na barokowych, esowato skręconych kolumnach to Castrum Doloris – mówi proboszcz.

 

Teatr pogrzebowy

Rzeczywiście. Konfesje wznoszono nad grobami świętych lub wyznawców. W lutomskim kościele nie ma takiego grobu. A zatem skąd ów osobliwy obiekt i czemu służył? Castrum Doloris tłumaczymy na polski jako „zamek boleści”. Składa się on z nastawy w formie baldachimu wspartego na czterech bogatych kolumnach. Pod baldachimem podwieszony jest zdobny lambrekin z tarczami herbowymi. W tarczach tych znajdują się symbole heraldyczne polskich rodzin szlacheckich. Są to wizerunki czterech herbów: Korzbok, Dąbrowa, Grzymała i Leszczyc. U góry, w narożach belkowania Castrum Doloris stoją dwie figury wysokich wzrostem aniołów, spoglądających w kierunku nawy świątyni. Całość wieńczy gniazdo, w którym posadowiono figurę pelikana z dynamicznie wygiętą szyją w geście karmienia piskląt.

Castrum Doloris w lutomskiej świątyni wywiera niezwykłe wrażenie. Już to za sprawą wysokości konstrukcji, przewyższającej 10 metrów, już to z racji niezwykłego przeznaczenia obiektu. Niegdyś w polskich i europejskich świątyniach częściej natrafialiśmy na podobne „zamki boleści”. Wznoszono je w kościele po śmierci kogoś wybitnego, najczęściej szlachcica, który był donatorem albo fundatorem danego kościoła. Taki swoisty „ołtarz pogrzebowy” stanowił architektoniczną oprawę dla liturgicznych obrzędów, towarzyszących często wielodniowym rytuałom pogrzebowym. W sarmackiej Polsce, u stóp takiego baldachimu odbywał się nawet specjalny „spektakl” określany mianem Theatrum funebris. Bardzo często towarzyszyła mu ekspozycja portretu trumiennego, przedstawiającego  zmarłego dostojnika. Ceremonię pogrzebową rozpoczynał orszak żałobny złożony z krewnych zmarłego, dostojników kościelnych i świeckich. Konie okryte kirem ciągnęły żałobny powóz. Na środku oświetlonego świecami kościoła, którego ściany przykrywano adamaszkiem, czekał katafalk pokryty purpurowym aksamitem, czyli właśnie Castrum Doloris, na którym stawiano trumnę. Zdobiły go herby, proporce, broń oraz napisy. Po Mszy św. żałobnej rozpoczynały się długie oracje sławiące zasługi i cnoty zmarłego, czasem czytano panegiryk zamówiony przez rodzinę nieboszczyka. Do kościoła wjeżdżał czarny rycerz – archimimus, który spadał z konia na posadzkę świątyni, towarzysz z husarskiej chorągwi łamał koncerz, inny kopię. Kiedy żegnano ostatniego z rodu, kruszono jego pieczęć herbową, a nad grobowcem zawieszano miecz.

 

Warto zobaczyć

Jest prawie pewne, że świadkiem podobnego ceremoniału był Castrum Doloris w lutomskiej świątyni. Obiekt pochodzi prawdopodobnie z końca XVII w. i wystawiony został w związku z pochówkiem Jana Korzbok-Łąckiego. Przypuszczalnie jednak pochodzi on z innego kościoła w tej części Wielkopolski, a tu trafił niejako „przypadkowo” i zaczął służyć innym celom, jako nadstawa ołtarza eucharystycznego. Być może właśnie dlatego przetrwał do dzisiaj jako – według specjalistów – jedyny obecnie taki obiekt w Polsce. Z lutomskiego Castrum Doloris dumni są wierni tamtejszej parafii. To dzięki ich datkom, a także wsparciu sponsorów i władz regionu, miejscowy proboszcz mógł przeprowadzić precyzyjną konserwację rzadkiego zabytku. Dziś jest on prawdziwą ozdobą świątyni. Kościół w Lutomiu z roku na rok wygląda coraz piękniej. Odnowiono dwa ołtarze, Castrum Doloris, zabytkową ambonę i chrzcielnicę. Przeprowadzono też wiele remontów, szczególnie na parafialnym cmentarzu, gdzie stanął nowy ołtarz. Porządkowane jest otoczenie cmentarza i świątyni. Powstał przycmentarny parking, nowa studnia, a także instalacje sanitarne. – Za wszystko jestem wdzięczny moim parafianom, którzy nie szczędzą ofiar i wysiłków, by upiększać swój kościół – opowiada ks. Korczyński.

Wizyta w Lutomiu powinna być obowiązkowym punktem dla wszystkich podróżujących po Wielkopolsce. W tej pełnej uroku malowniczej miejscowości, poza modlitwą w kościele, odkryć możemy niezwykły zabytek, ślad dawnej kultury sarmackiej, chyba niespotykany w innych rejonach Polski. Jeśli połączymy to z wypoczynkiem w jednym z miejscowych gospodarstw agroturystycznych, to z Lutomia możemy wyjechać naprawdę zachwyceni.

 

 

  

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki